IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zimowy pałac.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Zimowy pałac.   Nie 21 Gru 2014, 23:41



Zimowy pałac jest miejscem, w którym mieszka obecna przywódczyni krainy. Zbudowany jest on cały z lodu i przylega do jednej z mniejszych gór, znajdującej się nieopodal centrum. Ma cztery piętra i dwie ogromne sale. W jednej z nich  - głównej, odbywać się będzie bal z okazji świątecznych obchodów, na które królowa zaprosiła wszystkich mieszkańców, jak i gości spoza krainy.


Początek eventu:

24.12.2014




Zasady:



  1. Udział w balu może wziąć udział każdy użytkownik posiadający aktywną grę.
  2. Rozgrywka zaczyna się od postu Mistrza Gry, który potem będzie się udzielał w temacie.
  3. Należy pamiętać o kolejności wstawiania postów. Jeżeli uczestników będzie więcej niż pięciu, którzy fabularnie podzielą się na grupki - należy przestrzegać kolejności w tych podziałach.
  4. Dopiero po trzydniowym braku odpisu można pominąć osobę, która powinna pisać. Należy jednak pamiętać, że kolejność idzie tak samo, jak rundę wcześniej, a w następnej znowu należy poczekać na odpis osoby wcześniej pominiętej.
  5. Na balu również można zbierać pył, prezenty i śnieżynki, dlatego warto pisać porządne posty!
  6. Można przebywać na balu jednocześnie będąc w innej lokacji Krainy Lodu.






Ostatnio zmieniony przez Celestia dnia Pią 02 Sty 2015, 00:47, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sro 24 Gru 2014, 14:20


Kraina Lodu pokryta była grubą warstwą białego, śniegowego puchu. Wiał dosyć silny wiatr, wprawiając w ruch korony wszystkich drzew. Mróz zdawał się nie odpuszczać, a temperatura spadała coraz niżej, jakby nie pamiętając czasów, gdy była powyżej zera. Mimo późnej pory, centrum miasta tętniło życiem. Wszyscy mieszkańcy przygotowywali się do nadchodzącego balu. Mężczyźni sprawdzali, czy wszystko w porządku z powozami, a kobiety poprawiały swoje sunie i fryzury. Wszyscy podekscytowani nie mogli doczekać się dzisiejszej uroczystości.
Tymczasem, drogą na zamek przemierzało kilka zaprzęgów nie spiesząc się zbytnio. Górska ścieżka nie należała do najłatwiejszych, zwłaszcza w taką pogodę, jednak nikogo to nie odstraszyło. Z oddali było widać lodowy pałac, w tym wyjątkowym dniu cały oświetlony wieloma kolorowymi lampkami.
Wnętrze zamku było, choć dosyć surowe, bardzo dobrze wkomponowane w lodowiec, w którym został wykuty pałac. Przed wejściem stali skromnie ubrani strażnicy, pokazując gościom, w którą stronę się udać. Na schodach prowadzących wgłąb pałacu stała wysoka, piękna kobieta. Ubrana była w niebieską sukienkę z prześwitującymi rękawami. Uczesana w warkocz i delikatnie umalowana uśmiechała się witając każdego osobiście. Kryształowa korona na jej głowie wskazywała, iż była to Elsa - królowa tej krainy.


Wesoło zachęcała do wejścia głębiej, wprost na olbrzymią salę balową. Oświetlały ją tysiące lamp, a stojące przy ścianie stoły wypełnione były po brzegi przepysznym, regionalnym jedzeniem. Nie brakowało też dobrej jakości alkoholu i przede wszystkim... Orkiestry, która grała ciche, świąteczne utwory. Zegar zawieszony nad tronem wybił godzinę dwudziestą, a więc zabawę czas zacząć!



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oniyuri
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 24
Dołączył : 14/12/2014

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sro 24 Gru 2014, 15:16

O ile Nathaniel domyślał się co skłoniło go do wycieczki w te nieznane, zimne i surowe tereny, zwane Krainą Lodu, to jednak dalej nie potrafił się domyślić co przywiało go tutaj, do pałacu niczym z bajki, wypełnionego ludźmi. Być może był to fakt, że nigdy na balu nie był, a co jak co, ciekawskim świata  był. A może po prostu zaintrygowała ją sama osoba królowej Elsy – bo nie widział żadnej królowej w swoim życiu, a tym bardziej królowej rządzącej tą śnieżną, bajkową krainą  w jakiej się znajdował. Cóż, na pewno sam widok pałacu był tego choć trochę wart. Nathaniel nigdy nie widział żadnego pałacu, a co dopiero pałacu zrobionego całkowicie z lodu. Efekt był taki, że budynek ten wyglądał prawdziwie magicznie. Od samego lodu odbijał się blask księżyca, a teraz jeszcze oświetlony lampkami, emitował różnokolorowymi światełkami, przeszywając mrok zimnej nocy. Biały puszek zakrywający szczelnie ziemię, na której stał, jedynie nadawał temu miejscu uroku. Ten malowniczy obrazek zapisał się Nathanielowi w pamięci, i w duszy zastanawiał się, czy przypadkiem nie można kupić jakiejś pocztówki z tego miejsca.

Jedyne co Nathanielowi przeszkadzało w chłonięciu widoku zamku z zewnątrz, był okropny mróz jaki chłopakowi doskwierał. Teraz było jeszcze zimniej niż wcześniej, i choć nie zdawało się to przeszkadzać rodowitym mieszkańcom mroźnej krainy, to jednak on sam trząsł się niesamowicie, co musiało wyglądać dość dziwnie i jednocześnie zabawnie, ale on przywykł do spojrzeń gapiów, więc  nie przeszkadzało mu to zbytnio. Mróz przeszywał jego wierzchnie okrycie, które choć było najcieplejsze jakie posiadał i świetnie sprawdzało się w obliczu Kalos’iańskich  wyjątkowych mrozów, było niczym w porównaniu do zimy Krainy. Porzucając więc piękny widok zewnątrz pałacu, ruszył do środka.

Co zobaczył tam, też spełniło jego oczekiwania. Wystrój może nie był wybitny, ale w sumie to dobrze, bo dla niego posiadłości starające się być na siłę bogate i wspaniałe, kończyły wydziwiane i piękno jakie posiadały przed „upiększeniem” ich, ginęło w masach ozdóbek i niepotrzebnych dodatków. Tu wystrój był prosty, ale jednocześnie elegancki. Pasowało to idealnie do surowego klimatu Krainy Lodu. Aż dziwne, ile uwagi zwracał na sam wygląd posiadłości – być może wiązało się to z jego pochodzeniem, w końcu był rodowitym
mieszkańcem Kalos, a wiadomo że mieszkańcy Kalos zwracają wielką uwagę na modę.

Sam jednak o dziwo nie był specjalnie wystrojony. Prosta, jasnobeżowa, zapinana bluzka, odpowiednio wyprasowana i jeszcze prostsze, czarne spodnie. Na to założona czarna marynarka i odświętny, czerwony krawat. Na dół proste, czarne buty. Może nie był to strój wymyślny, ale za to prosty i uniwersalny. W końcu z jego szczęściem, kto wie, co na tej sali może się zaraz wydarzyć. On wolałby, żeby nie było to nic związanego z rzeczami nadnaturalnymi - wystarczająco dużo miał takich przypadków w życiu codziennym.

Oprócz wystroju zauważył tłumy znajdujące się w pałacu. Aż dziwił się, że była to taka publiczna impreza – zwykle rodzina królewska zaprasza na bale jedynie znamienitych ludzi, uczonych, czy innych przedstawicieli szlacheckiej społeczności. Z jednej strony bał się trochę takiego tłumu, bo jeśliby się upokorzył, to na całą Krainę Lodu, z drugiej czuł się odrobine bezpiecznie, bo jest naprawdę mała szansa, że w tym całym tłoku zostanie przez kogoś zaczepiony i zrobi z siebie głupka. A z jeszcze trzeciej strony coś w jego mózgu mówiło mu żeby się przestał przejmować i żeby poszedł na żywioł, bo jest osobą towarzyską, a przynajmniej na taką osobę powinien wyrosnąć według jego rodziców.

W tym samym momencie blondyn zauważył osobę, która prawdopodobnie była królową Elsą. W sumie – pasowała do zamku jak ulał i aż dziwna myśl Nathaniela naszła, że chyba pałac ten zainspirowany jej był wyglądem. Wydawała mu się być urodziwą kobietą – choć z reguły wolał nie oceniać ludzkiej urody, bo w końcu każdy ma inne kanony piękna. Zauważył, że jej uroda była typową dla mieszkańców Krainy – jasna cera, jasne włosy i jasne oczy. U niej jednak i włosy, i cera były jeszcze jaśniejsze niż u przeciętnego mieszkańca. Oczy miały barwę niebieską – prawdziwej, czystej i niesamowicie intensywnej odmiany tego koloru. Jej suknia kolorem pasowała do tych oczu i przypominała krojem oraz lekkością płatek śniegu. Delikatny makijaż pasował do tej osoby, bo nie niszczył delikatnej, śnieżnej urody królowej. Sam widząc ją tak ubraną i umalowaną, trochę się zawstydził, być może dlatego że jego strój był naprawdę prostym i trochę nawet niechlujnym w porównaniu do kreacji królowej. W końcu jednak uspokoił się, myśląc, że w końcu jest to przecież gospodarz całej wielkiej imprezy i nic dziwnego, że będzie ona ubrana zjawiskowo  w porównaniu do uczestników.

Nathaniel podszedł do niej, skłonił się uprzejmie, przywitał się cicho wypowiadając słowa „Dzień dobry, Wasza Wysokość” i zastanawiając się czy jego powitanie było poprawne, ruszył w stronę wielkiej sali balowej. Ta onieśmieliła go wielkością i całą masą przeróżnych przysmaków. Grała tu też Orkiestra – czasami utwory mu znane, czasami te których kompletnie sobie nie przypominał. Po chwili zastanawiania się czy raczej ma uraczyć zgromadzonych swoim dość słabym tańcem, czy może wybierze kosztowanie wszelakich dań, zdecydował się jednak na to drugie, kierując się raczej na stoisko z kosztownymi winami.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.



Ostatnio zmieniony przez Oniyuri dnia Czw 25 Gru 2014, 13:49, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 20
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sro 24 Gru 2014, 23:50

Szedłem ścieżką w stronę Zimowego Pałacu. Widok był... po prostu cudowny. Lodowy pałac stał na wzgórzu. Był on przepięknie rozświetlony przez różnobarwne światełka. Ruszyłem dalej stromym zboczem w stronę Zimowego Pałacu. Mijałem podczas drogi wiele zaprzęgów, które zapewne wiozły między innymi różnorakie składniki potrzebne w przygotowaniu kolacji. Podczas marszu pod górę spotkać można było również gości przyjęcia, kobiety wymieniają się między sobą spostrzeżeniami, która z nich ma lepszą suknię bądź inne dodatki do swojego stroju. Mężczyźni wyglądali na znudzonych rozmowami swoich partnerek, preferowali oni wymianę domyślań co do dań, które mogą wystąpić na dzisiejszym przyjęciu. Wczoraj już miałem okazję spróbować niektórych potraw w lokalu, który znajdował się w dzielnicy handlowej miasta, i muszę uznać, że były przepyszne. Co prawda nie jadłem niczego tutejszego, ale miałem nadzieję, że dzisiaj będę miał okazję skosztowania czegoś z regionalnej kuchni. Z tego zamyślenia wyrwał mnie mroźny podmuch wiatru. Mimo zakupienia nowego, i jak ponownie mi się mylnie wydawało, jeszcze cieplejszego płaszcza, dosyć długi marsz do Zimowego Pałacu sprawił, że zmarłem na kość.
- Mam nadzieję, że w środku będzie cieplej. - pomyślałem, przyśpieszając kroku, aby jak najszybciej móc znaleźć się w ciepłym wnętrzu.

Po wejściu do pałacu mogłem odetchnąć z ulgą, ponieważ było tu cieplej, i to o wiele, niż na zewnątrz. Zdjąłem z siebie płaszcz i okryłem swój skromny ubiór (czarny garnitur z białą koszulą i do tego czarny krawat w srebrne pionowe paski) i mogłem już w pełni napawać się pobytem na balu. Pierwsze, co mnie zdziwiło, to ilość ludzi, która znajdowała się w pałacu. Gdy ktoś wspomina o przyjęciu organizowanym przez rodzinę królewską, to pierwsze, co przychodzi na myśl, to mała uroczystość wśród jedynie najbliższej świty dworskiej czy dostojników z innych królestw. Tutaj było zupełnie inaczej. Sala balowa była pełna ludzi, niektórzy tańczyli w rytm spokojnej muzyki, inni stali przy ścianach i rozmawiali między sobą, zaś kolejna część stała przy długich, szwedzkich stołach i raczyli się różnymi przysmakami, zarówno w większości z kuchni regionalnej, ale znalazły się tutaj również dania z innych części globu. Wnętrze było trochę surowe (nic dziwnego, w końcu zostało wykute w lodowcu na wysokiej górze), jednak mimo to czuło się pewne tajemnicze ciepło o bliżej nieznanym otoczeniu. Ludziom będącym na balu świetnie się bawili.

W pewnym momencie muzyka lekko ucichła, a wszyscy zaczęli patrzeć w stronę schodów. Z jego szczytu schodziła władczyni Krainy Lodu - księżniczka Elsa. Była to o średnim wzroście kobieta o długich blond włosach, który w aktualnym momencie były ułożone w starannie zawiązanego kłosa. Elsa ubrana była długą, ciemnoniebieską suknie i miała na sobie założony jasny, prawie przezroczysty, płaszcz sięgający jej do kostek. Gdy księżniczka zeszła niżej, zachęciła wszystkich do wspólnej zabawy. Orkiestra zaczęła przygrywać ciche, świąteczne piosenki, które okazały się być idealną zachętą do wyjścia większości osób na parkiet i dołączenia do tańczących par. Zegar w pewnym momencie zagrał osiem razy.
- Zatem jest dopiero dwudziesta. - pomyślałem. - Więc mam dużo czasu na spróbowanie różnych frykasów.
Uśmiechnięty ruszyłem w stronę szwedzkiego stołu. Postanowiłem zacząć od czegoś lekkiego, żeby nie roztroić szybko mojego żołądka. Chwyciłem troszkę jednej ze słonych przekąsek, które stały na stole. Zauważyłem, że niedaleko znajdowało się również stanowisko z różnorodnymi trunkami. Nie przyszedłem na to przyjęcie, aby się upić, więc postanowiłem, że jedynie spróbuje kieliszka jakiegoś miejscowego wina.
- W końcu nie chcę, żeby mnie stąd wynosili za fraki.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 23
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Czw 25 Gru 2014, 11:03

"Wreszcie dotarłem." - pomyślałem spoglądając w kierunku Lodowego Pałacu znajdującego się na szczycie góry u podnóża której właśnie się znajdowałem. Górował wyraźnie nad całą krainą. Ponad to jego umiejscowienie było naprawdę przemyślane. Ciężko byłoby się tam dostać jakąkolwiek inną drogą aniżeli wiodącą do niego ścieżką. Z tego miejsca budowla wyglądała imponująco. Surowo i groźnie w niczym nie przypominając znanych mi do tej pory bajkowych pałacy, które to wręcz świeciły się złotem, a w ich oknach znajdowały się wspaniałe witraże. Wciąż jednak nie byłem do końca pewien, co mnie tu sprowadziło. Najbliżej mi było do stwierdzenia, że to tylko zwykła ciekawość. Wszak niezbyt przepadałem za różnego rodzaju balami. Wydawały mi się one zawsze nudne. Ludzie strojący się w różne kolorowe wdzianka, bawiący się i udający, że wszystko jest w najlepszym porządku. Co prawda nie wszędzie i nie wszyscy się tak zachowywali, ale… Cóż, w każdym razie ludzie, których do tej pory spotkałem, a właściwie którzy mnie mijali udając się do Lodowego Pałacu byli szczerze uradowani nadchodzącym balem. Skoro już znalazłem się jakimś cudem w tym miejscu nie wypadało chociażby nie zerknąć na to co się tam dzieje. Tak więc wraz z innymi ludźmi wyruszyłem na bal. Im wyżej wychodziliśmy tym robiło się bardziej chłodno. Do tego ten mroźny wiatr… Brr. Definitywnie trzeba było się lepiej ubrać. Idąc w tłumie ludzi przysłuchiwałem się ich rozmowom. Wymieniali oni różne uwagi na temat tegorocznego balu organizowanej przez królową Elsę. Samo to imię nie sprawiło, że poczułem się jakoś lepiej. Kojarzyło mi się raczej z kimś bardzo, ale to bardzo wrednym. Z drugiej strony to czy osoba organizująca bal może być wredna? Zależy jak na to spojrzeć. Na dłuższe rozmyślania nie było jednak czasu…
Wreszcie dotarłem na miejsce. Stałem u wrót pałacu, którego strzegli strażnicy. Z oddali można by ich pomylić z lodowymi golemami lub innymi stworami w tym stylu. Mniejsza o to. Z bliska budowla była jeszcze bardziej imponująca. Naprawdę ktoś musiał się nieźle napracować, aby wznieść coś takiego. Co innego budowle, które wznosi się tradycyjnym sposobem za pomocą betonu i sterty cegieł, a co innego wielki pałac wykuty w lodzie. Robiło wrażenie. Lampki, które były rozwieszone na całym zamku sprawiały, że wydawał się nieco bardziej przyjazny. Rzuciłem jeszcze spojrzenie za siebie w stronę miasta. Widok zapierał dech w piersiach. A może to było tylko rzadkie, mroźne powietrze? Tak czy inaczej widać stąd było całe miasto, każdą uliczkę, dom, po prostu wszystko. Dosyć jednak podziwiania widoków. Postanowiłem wejść do środka. Strażnicy skierowali mnie wprost ku sali balowej. Spokojnie wszedłem do środka.
Mnóstwo ludzi poruszało się tam z gracją w rytm muzyki. Rozejrzałem się po całej sali, jak gdyby chcą ją sobie dokładnie zapamiętać. Wspaniałe lodowe żyrandole rozświetlały całe pomieszczenie, a malutkie lodowe kryształki rozszczepiały światło tworząc swego rodzaju tęczę. Mój wzrok na dłuższą chwilę spoczął na osobie, która na swojej głowie nosiła koronę. Domyśliłem się, że to musi być królowa we własnej osobie. Była bardzo elegancka, co dało się zauważyć po jej pełnych gracji ruchach. Bardzo przyjemnie się na nią patrzyło. Delikatna twarzyczka, lekki makijaż… Nie był to jednak typ urody, który lubię. Zawsze wolałem dziewczyny, które potrafią sobie poradzić w różnych sytuacjach, szczególnie tych trudnych wymagających niejednokrotnie wielkich poświęceń. Elsa wyglądała bardziej na taką rozkapryszoną osobę, która sama do końca nie wie czego chce, ale jak tego nie dostanie to będzie zła. Typowa królowa.
Gdy zakończyłem już oglądanie całej sali udałem się do stołów, aby napić się czegoś ciepłego, dzięki czemu zrobiłoby mi się trochę cieplej. Cały czas towarzyszyły mi spojrzenia tutejszych mieszkańców. Patrzyli na mnie jak na jakiegoś wyrzutka lub coś w ten deseń. Być może chodziło o mój ubiór. Nie wyglądałem zbyt stosownie. Kurtka i spodnie to raczej nie jest odpowiedni strój na taki bal, ale nie lubiłem żadnych, ale to żadnych eleganckich wdzianek. Sprawiały, że czułem się sztywno. Gdy posilałem się różnymi smakołykami ze stołów dostrzegłem dwie inne osoby, które zdołały tu już dotrzeć przede mną. Nie wyglądały na tutejszych, więc nie było to wcale takie trudne. Jedną znałem w miarę dobrze, był to Remigiusz Blake trener pokemon. Druga zaś to nieznana mi postać. Cóż, jest sporo czasu by się jeszcze poznać, a do samego balu pewnie dołączy wiele innych osób.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oniyuri
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 24
Dołączył : 14/12/2014

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Czw 25 Gru 2014, 13:47

Pamiętał jak rodzice w Kalos mu kiedyś mówili – „Bez łyka wina, nie rozpoznasz smaku dania.”. Ta reguła była święta w jego domu, a przynajmniej w jego domu z dzieciństwa, ale też i dość popularna w regionie, jaki zamieszkiwał. Winem, trzeba się delektować, i lepiej wybrać mniej najdroższego, niż więcej taniego. Doszedłszy więc do stoiska z trunkami, zaczął wąchać aromat wydobywający się z butelek przeróżnych win. Szukał on wina białego – dokładniej półwytrawnego, bo to one najlepiej komponowało się z przekąskami, jakie miał nadzieję na początku spróbować, a wolał słodsze smaki, więc w jego mniemaniu to wino półwytrawne górowało nad tym wytrawnym, przynajmniej na początku posiłku. Nalał sobie więc 1/3 szklanki tego trunku, który według niego pachniał najbardziej obiecująco i zamieszał delikatnie, by wydobyć z niego smak. Następnie odwrócił się, trochę nazbyt gwałtownie i szybko.

Wpadł na kogoś, kto nie wyglądał na tubylca. Na szczęście jego wino pozostało w kieliszku, co dawało dwie korzyści – i można było się nim dalej delektować, bez potrzeby ponownego przepychania się do stołu z trunkami, a także oznaczało to, że zawartość kieliszka nie znalazła się na ciuchach gentlemana na którego wpadł. Był on wysoki, szczupły i blady, a jego oczy miały intensywnie niebieski kolor. Ubiór jego też nie był specjalnie wymyślny i nazbyt elegancki, co sprawiało że mógł odetchnąć z ulgą – dlatego że sam ubrany nie był ubrany w znakomity strój, a przynajmniej w porównaniu z niektórymi parami obecnymi na balu, ale jednocześnie nie będzie uznany za niechluja, a także odetchnął dlatego, że strój chłopaka utwierdzał go tylko w przekonaniu, że nie był on żadnym szlachcicem. I choć może w głębi duszy Nathaniel mógł przed tymi dwoma realizacjami odrobinę panikować, to jednak na zewnątrz dalej pozostawał ten niezmącony spokój – na jego twarzy i w jego ruchach. Szybko przyciągnął kieliszek w bezpieczne miejsce, i lekko z pokorą dał kulturalny, przepraszający gest jegomości.

- Przepraszam za moją niezgrabność. – powiedział, jego głos cichy i spokojny, ale jednocześnie donośny, by ktokolwiek kto przed nim stał mógł usłyszeć jego słowa wśród gaworzącego tłumu. I mógłby teoretycznie na tym geście zakończyć , gdyby nie to, że jego głowa znów bredziła o towarzyskości, jaką musiał się emanować i gdyby chłopak go trochę nie zaintrygował, bo w końcu nie był on stąd, więc skąd w końcu? Oczywiście te pytanie wypadałoby zostawić na deser, jeśli w ogóle niczego nie zepsuje w konwersacji i jeśli coś nie zacznie straszyć w sali balowej, tylko by zepsuć jego dzień, który prócz incydentu z wpadnięciem na nieznaną osobą, był dość spokojny, a przynajmniej na tyle spokojny, na ile życie chłopaka słyszącego głosy może być.

- Byłoby wielkim nietaktem z mojej strony,  gdybym się teraz nie przedstawił. Moje imię to Nathaniel. Nathaniel Yves Fay. – powiedział, usiłując przypomnieć sobie wszelkie zasady savoir vivre, jakie niegdyś były mu wpojone, i w sumie wpajane były mu do dzisiaj, ale zagubione w jego ostatniej samotności i unikaniu kontaktu z ludźmi, a przynajmniej kontaktu długiego, albo ewentualnie kontaktu, który kończył się na nazywaniu go świrem, kończyła się dzisiaj głównie na wiedzy o łyżkach, talerzach i winach.

Żeby nie wyglądać na osobę sztywną, Nathaniel posłał lekki uśmiech, po czym łyknął swoje wino i spróbował rozpocząć normalną konwersacje, która, jeśli szczęście mu będzie sprzyjać, nie sprowadzi się do pokazania jego dziwności i ogólnej specyficzności, która zwykle odrzucała ludzi od jego osoby.

- Więc, co pana tu sprowadza? Bo, ośmielę się stwierdzić, że nie wygląda pan na rodowitego mieszkańca Krainy Lodu. - być może to stwierdzenie nie było kwintesencją kulturalności, ale miał nadzieję, że nie będzie odebrane specjalnie źle. W końcu – nie musi być sztywniakiem trzymających się formułek i zwrotów cały czas, prawda? W sumie, nie wiedział, ale głównie dla tego, że nie wiedział z kim do końca ma do czynienia. Przynajmniej, jeśli wszystko pójdzie dobrze, nie wiedział jeszcze.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 20
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Czw 25 Gru 2014, 23:08

Wziąłem kieliszek wina i postanowiłem po przechadzać się po Pałacu. Uznałem, że istnieje duża szansa, że uda mi się spotkać tutaj jakiegoś innego trenera, tak samo jak Anabel wczorajszego dnia w lokalu znajdującego się w dzielnicy handlowej. Odwróciłem się od stołu i zauważyłem, że spora część gości mi się przypatruje. Na początku nie byłem świadomy, czym jest to spowodowane, ale po dłuższym przypatrzeniu się grupie otaczających mnie ludzi, zrozumiałem już, z jakiego powodu się na mnie patrzą. Wszyscy goście byli przepięknie ubrani Kobiety były wystrojone w długie, błyszczące suknie z różnymi falbankami bądź koronkami. Mężczyźni zaś nie wyglądali o wiele gorzej, większość ubrana była w klasyczne czarne fraki z długimi ogonami, posiadali również różne dodatki jak na przykład kieszonkowe zegarki w srebrnym kolorze. Przy tak odświętnie ubranych ludziach musiałem wyglądać dziwnie w swoim wypożyczonym garniturze. Z powodu swojego wzrostu musiałem posiadać ubiór w dosyć dużym rozmiarze, jednak jednocześnie jestem niesamowicie chudy, przez co moje "odświętny" strój wyglądam na mnie niezbyt elegancko. Postanowiłem nie przejmować się tym, że jestem wręcz obserwowany przez inne osoby. Uznałem, że miła zabawa na balu powinna być dla mnie aktualnie priorytetem. Tak jak wcześniej postanowiłem, ruszyłem bliżej głównego parkietu.

Nie udało mi się długo nacieszyć spokojem, bo już po kilku krokach udało mi się wpaść na jednego z gościu, który odwracał się od stołu. Już w myślach widziałem wielką awanturę dotyczącą tego, że jestem nie wiadomo jakim fajtłapą, a i za pewne terrorystą bo uznałem, że zamach na nieznanego mi bliżej osobnika płci męskiej będzie miłym urozmaiceniem dzisiejszego przyjęcia. Jednak życiu jest bardzo zaskakujące i w tym momencie również musiało być niespodziewane. Okazało się, że odwrócony do mnie osobnik był niższym ode mnie, i o wiele cichszym, niż się spodziewałem, bladym chłopakiem o włosach w kolorze blond oraz jasnych oczach. Już na wstępie przeprosił mnie on za to, że nie o mało nie oblał mnie winem, które znajdowało się w trzymanym przez niego w dłoni szklanym kieliszku. Przez chwilę na niego patrzyłem i zauważyłem, że jego ubiór nie był tak wykwintny, jak innych gościu, którzy znajdowali się w pałacu. Jego strój bardziej przypominał... mój.

- Czyżby on również był trenerem? - zacząłem się zastanawiać. - Raczej nie jest szlachcicem, jak inni. Zatem jest to wysoce prawdopodobne.
Jednak jego zachowanie, a w szczególności jego używane przez młodzieńca słownictwo, przeczyło, aby był on tym, za kogo go pierwotnie uważałem. Musiałem zatem również i jak uważnie zacząć dopiero zasób słów podczas konwersacji.
- Na prawdę nic się nie stało. - chciałem uspokoić młodzieńca, który wydawał być się bardzo stremowany aktualną sytuacją.
Kolejną rzeczą, która mnie zaskoczyła, to jego bezpośredniość. Uznałem to za cechę żyjącej tutaj ludności i aby się nie wyróżniać, postanowiłem również się mu przedstawić:
- Ja nazywam się Remigiusz, Remigiusz Blake. 


W pierwszej chwili chciałem wyciągnąć dłoń, aby przypieczętować zapoczątkowanie przyjaźni z Nathanielem Fay, ale uznałem, że może wydać się to niezbyt taktowe, dlatego starałem się ukryć dłoń, która jeszcze chwilę wcześniej kierowała się w stronę stojącego na przeciwko mnie młodzieńca. Zauważyłem, że na twarzy Nathaniela pojawia się uśmiech, który odwzajemniłem. Podczas mojej, co prawda jak na razie niedługiej, podróży nie zdarzało mi się być na jakichkolwiek przyjęciach. Byłem bardziej przyzwyczajony do pieszego przemieszczania się pomiędzy różnymi miejscami w pokemonowym świecie. W tego typu miejscach, w którym aktualnie byłem, czułem się dosyć niepewne i odczuwałem pewien dyskomfort. Utrudniony kontakt z innymi ludźmi był również spowodowany z moim... dosyć skomplikowanym dzieciństwem.

Zaważyłem, że Nathaniel wziął łyk wina ze swojego kieliszka. Uznałem, że również ja będę mógł w końcu uraczyć się tym trunkiem. Sytuacja była lekko napięta i nawet ucieszyłem się, że spróbowany przeze mnie oraz mojego towarzysza rozmowy pomoże mi nieco podczas konwersacji.

Przez cały czas nie byłem pewien, kim tak właściwie jest młodzieniec, z którym konwersowałem. Zadane przez niego pytanie utwierdziło mnie, że jest on tym samym, kim ja.
- Jest pan niezwykle spostrzegawczy. Ma pan rację, nie jestem mieszkańcem tej niezwykłej krainy, tylko zwykłym trenerem. - odpowiedziałem na pytanie. -  Ja również pragnę się ośmielić i stwierdzam, iż pan również nie zamieszkuje w tutejszych okolicach. 
Nie uważam bycia trenerem za przekleństwo. Widziałem, że Nathanielowi było trudno o to mnie zapytać i nie dziwię mu się. Równie mógł spotkać kogoś, kto uważa uznanie go za trenera za zniewagę. Jednak on miał szczęście, nie byłem kimś takim.

W pewnym momencie do mnie i Nathaniela podszedł kolejny młodzieniec. Wyróżniał się on spomiędzy innych gości, bo nie zaprzątał sobie nawet głowy szczątkowym ukrywaniem swojego pochodzenia. Mi tonie przeszkadzało, ale inni mieszkańcy Krainy Lodu musieli uznawać go za jakiegoś dziwoląga. Spojrzałem na niego, młodzieniec wydawał mi się dziwnie znajomy. Starałem sobie przypomnieć, skąd mogę go znać. Po chwili przypomniałem sobie, że musiałem spotkać go podczas któregoś z turniejów, w którym brałem udział. Był to Rafael Grammer. Nie miałem jedynie pewności, czy widziałem jego walkę z trybun, czy byłem jego przeciwnikiem. W tej chwili jednak wydawało mi się to nie ważne. Postanowiłem przywitać go oraz zapoznać z Nathanielem:
- Witaj Rafaelu. - powiedziałem do bruneta, uprzednio do niego podszedłszy. - Miło mi ciebie znowu widzieć. Chciałbym ci przedstawić Nathaniela Faya. - wskazuję na blondyna, a następnie biorę się za przedstawienie mojemu dotychczasowemu rozmówcy nowo przybyłego trenera. - Nathanielu, to jest Rafael Grammer. Tak samo jak my, jest on trenerem.
Od razu poczułem się lepiej. Pomyślałem, że w towarzystwie obu młodzieńców wszelkie dworskie reguły dotyczące zachowania będę zmniejszone do minimum. Taka sytuacja w pełni by mi odpowiadała.






Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.





Ostatnio zmieniony przez Mhrok dnia Nie 28 Gru 2014, 00:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 23
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pią 26 Gru 2014, 20:10

Spoglądając na wszystkich tańczących ludzi przypomniało mi się dlaczego nigdy nie cierpiałem takich imprez. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Zasadniczo nigdy nic się tam nie działo, a jedyną ciekawą rzeczą poza możliwością skosztowania różnego rodzaju potraw i trunków były tańce. Wszystko byłem w stanie znieść, ale tańczyć nie lubiłem ponad wszystko. Choć zdarzyło mi się nie raz w życiu podrygiwać w rytm jakiejś muzyki, to był to jednak coś w rodzaju uznania dla utworu niż chęci zabawienia się. W tłumie dostrzegłem znajomą posturę, lecz gdy osoba odwróciła się w moim kierunku dowiedziałem się, że to zwykła pomyłka z mojej strony. Nic dziwnego, w takim tłumie ludzi pomylić kogoś z kimś innym.
Kątem oka spojrzałem ponownie na Elsę. Królowa dalej witała nowo przybyłych, lecz nikt nowy ze znajomych się nie pojawił. Odłożyłem uprzednio wzięty trunek i skosztowałem jednego z ciast, które wyglądało niczego sobie. Byłem bardzo głodny, więc wygląd i tak nie miał zbyt wiele znaczenia. Skosztowałem kawałek i trzeba przyznać, że było bardzo dobre. Kucharz musiał się naprawdę bardzo napracować przy robieniu tego smakołyku. Po posileniu się strzepnąłem resztki ze swoich dłoni. Może nie było to zbyt kulturalne, ale co tam.
Niezbyt wiedziałem co dalej ze sobą począć. Specjalnie nic mnie tu nie ciekawiło, a z drugiej strony jakoś nie miałem chęci wychodzić zaraz po tym jak tutaj przyszedłem. Przynajmniej wypadało spędzić tu kilka  dłuższych chwil. Dopiero wtedy można będzie z czystym sumieniem opuścić ten bal. Gdy tak obserwowałem całą salę balową dostrzegłem małe zamieszanie jakie wywołały dwie osoby. Nathaniel i Remigiusz. Po tym jak na siebie wpadli myślałem, że szykuje się wielka awantura. Prawdę mówiąc taka opcja bardzo mi się podobała. Zaczęło by się coś dziać. Ludzie też spojrzeli w ich kierunku zastanawiając się co będzie dalej. Obyło się jednak bez żadnych incydentów co przyjąłem z lekkim niesmakiem. Może innym razem nie będzie już tak pokojowo.
Mimo, że nie lubiłem zbytnio przebywać w cudzym towarzystwie to zdecydowałem się dołączyć do rozmawiających ze sobą trenerów. Może czas zacznie biec szybciej albo coś. Poprawiłem zatem swoja kurtkę i wolnym krokiem zacząłem się przeciskać wśród tłumów.
- Przepraszam…. Przepraszam. – powtarzałem raz za razem, gdy potrąciłem lub przypadkowo potrąciłem któregoś z uczestników balu. Chociaż na tyle kultury mogłem się wysilić. W końcu dotarłem do Nathaniela i Remigiusza. Gdy stanąłem obok nich byli już po wymianie pierwszych uprzejmości. Z każdym z nich wymieniłem uścisk dłoni zatrzymując się przez dłuższą chwilę na Nathanielu i badając go wzrokiem. Spojrzałem na niego od stóp do głów.
- Miło mi Cię poznać. – zwróciłem się do blondyna cały czas zachowując kamienny wyraz twarzy. Nie należałem do grona osób, które przy tego typu sytuacjach próbują się uśmiechnąć. To zawsze było takie sztuczne i w zasadzie nikomu nie potrzebne. Jeśli ktoś chce by się do niego uśmiechać bez powodu to niech komuś za to zapłaci. Okazywanie emocji, których się nie czuje jest pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu. Prawdopodobnie jak cała moja wizyta tutaj.
- Miło Cię widzieć Blake. – przywitałem się już nieco bardziej serdecznie – Co was sprowadza do tego miejsca? – palnąłem pierwsze lepsze pytanie jakie przyszło mi tylko do głowy.





Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oniyuri
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 24
Dołączył : 14/12/2014

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pią 26 Gru 2014, 23:34

Mimo to, że spodziewał się podobnej reakcji od chłopaka stojącego przed nim, jaką też otrzymał, to jednak w duszy odetchnął z ulgą. W końcu – szlachcic czy nie – zawsze mogła się znaleźć osoba która zrobiłaby z tego wielką aferę. A nawet jeśli zrobiłaby z tego aferę mniejszą, to jednak dalej nie wpłynęłoby to na Nathaniela pozytywnie, a przestraszyłoby go to od dalszego socjalizowania się. Jednak postać na którą natrafił była na szczęście wyrozumiała i jeszcze, jakby nagle los się nad nim zlitował za te wszystkie lata męki zwanej duchami, nie była ona szlachcicem na pewno, a jedynie trenerem, co pomagała Nathanielowi się „odsztywnić”  i rozluźnić, sprawiając że jego twarz przybrała naturalny wyraz – który nadal pozostawał grzeczny i uprzejmy, ale jednak nie szpecił go żaden sztuczny uśmiech. On sam trenerem do końca nie był, a raczej uważał się za jako-tako hodowcę, o ile można było go tak nazwać. Miał rękę do pokemonów, to trzeba było przyznać. Ale był też dyplomatą, więc walk starał się unikać. Po za tym, jako hodowca był dość specyficzną personą bo pokemonów się w ogóle nie bał – dzikich czy oswojonych – ale też nie bał się do nich podejść nawet jeśli były całkowicie nieujarzmionymi i agresywnymi. Często to pakowało go w kłopoty, ale jakoś nigdy tego nawyku się nie wyzbył.

- Widzę, że pan nie jest ani trochę mniej spostrzegawczym. Tak, również nie pochodzę stąd, ale łatwo się chyba tego domyślić, bo wydaje mi się, że nawet w pałacu trzęsę się z chłodu okropnie. – odpowiedział na pytanie… nie, stwierdzenie czarnowłosego. Faktycznie, mimo ciepła jakie oferowało wnętrze pałacu, to jednak i tak do końca się jeszcze nie rozgrzał. Zastanawiał się czy gdyby ktoś z tej Krainy jakimś sposobem dotarł do Kalos, to czy czuł by ten sam dyskomfort, tylko w inną stronę, mianowicie doskwierałby mu upał  - Ja pochodzę z Kalos. – dodał, zdradzając dość łatwo swoje pochodzenie. Jednak, jako rodowity Kalos'ianin, uważał że i tak nie ma się czego wstydzić. Dla niego jego rodowity region był jednym z najpiękniejszym... ale większość mieszkańców tego regionu miała wysokie mniemanie o swojej ojczyźnie. Można by powiedzieć, że to na swój sposób nacjonalna cecha.

Sala balowa stopniowo zapełniała się coraz to większą, i większą ilością ludzi. Większość z nowo przybyłych par tańczyła na parkiecie, aczkolwiek byli i tacy który wybierali się do wszelakich stoisk z pysznościami. Nathaniel sądził, że większość ludzi kierujących się wpierw do stoisk musiała być z innych regionów, w końcu to może być jedyna okazja do spróbowania regionalnych wyrobów Krainy. Sam nie umiał tańczyć ni w ząb, dlatego też nie palił się do tego. Prędzej by połamał wszystkie kończyny niż zatańczyłby porządnie, a wolał nie ryzykować praktycznie pewnej śmierci i wiecznego upokorzenia, tylko dlatego że wszyscy tańczący wokół wydawali się mieć niesamowitą frajdę. Orkiestra cieszyła jego ucho i to mu wystarczało.

W pewnym momencie do nich podszedł inny mężczyzna, znajomy Remigiuszowi. Ciekawiło go skąd się tych dwóch poznało, ale nie wypadało o to pytać więc powstrzymał swoją ciekawość. W sumie – spotkać kogoś znajomego w tej wielkiej sali w tłumie osób to sztuka… choć co on mógł wiedzieć, Remigiusz to pewnie osoba diabelsko towarzyska, inaczej niż on, i ma akurat tyle przyjaciół że takie spotkanie nie było niczym dziwnym. A przynajmniej nie wyglądał na specjalnie zdziwionego tym spotkaniem. On sam znał dobrze… w sumie nikogo nie znał na tyle dobrze by zapamiętać dokładnie jego twarz i imię. Przydałoby się to zmienić.

- Dobry wieczór. – powiedział do nowoprzybyłego Rafaela o kamiennej twarzy, sam zachowując spokój, z ekspresją grzeczną i całkowicie zrelaksowaną – Ah, cóż, ja nie jestem do końca trenerem, a… hodowcą. Bycie trenerem musi być jednak fascynujące – te wszystkie walki, zdobywanie odznak, no? – zapytał, bardziej z grzeczności by nie wydać się zdenerwowanym za, dla niego niezbyt istotną, pomyłkę. Szczerze mówiąc jakoś niezbyt zastanawiał się kiedykolwiek jak to być trenerem czy koordynatorem. Spokojnie życie jako hodowca i łapanie pokemonów oraz wykluwanie jajek od zawsze jakoś chodziło po jego umyśle, kiedy wszystkie dzieciaki krzyczały ile to odznak, wstążek i innych cud świata będą zdobywać. W sumie, od zawsze był dziwny.

- Ja przybyłem tu z czystej ciekawości. – powiedział, decydując się być bezpośrednim za jakiego też często uchodził, a nie bawić się w głupie zwroty i tysiące wykręceń. Tak, jego motywy były dość proste i niemalże dziecięce, ale czyż nie takim czasami był?  Po za tym, ta jego bezpośredniość nie onieśmieliła czarnowłosego chłopaka wcześniej, więc może i teraz nie będzie miał jej nic przeciwko. Tak myśląc pozytywnie łyknął drobny łyczek wina ze swojego kieliszka, zastanawiając się czy przypadkiem nie mają tu też grzanej wersji tego napitku.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sob 27 Gru 2014, 14:54

Przybycie do Krainy lodu było dla Celestii czymś zupełnie nowym, nieznanym. Wyruszyła w podróż już jakiś czas temu, nigdy jednak nie sądziła, że zawita do tak odległych od jej domu regionów. Choć była ciekawa świata, przemierzała Kanto w poszukiwaniu swojego przyjaciela, nie dla chęci podróży. Tym razem było jednak inaczej. Gdy tylko usłyszała o ciekawych obchodach świąt Bożego Narodzenia w odległej, lodowej krainie nie mogła się oprzeć, by nie wsiąść na statek.
Po dość długiej podróży dotarła do brzegu lodowego kraju i odetchnęła mroźnym powietrzem. Potarła dłonie i szybko poprawiła szalik zarówno sobie, jak i małej Nessie. Choć wiedziała, że będzie tu zimno, nie spodziewała się, że aż tak.
Po kilku dniach przywykła jednak do niskiej temperatury i stylu życia mieszkańców. Zdążyła kupić sobie piękną suknię, choć ubolewała, że nie mogła niczego uszyć sama, a gdy nastał wieczór gotowa wybrała się do Pałacu.
Ubrana w długą, żółtą sukienkę wchodziła po schodach rozglądając się po okolicy. Czarne, kręcone włosy spływały jej beztrosko po ramionach, a na widok królowej lekko się zarumieniła. Nigdy wcześniej nie miała okazji poznać kogoś tak ważnego, więc mogła czuć się nieswojo. Podeszła bliżej, ukłoniła się najładniej jak mogła i weszła wgłąb sali chcąc jak najszybciej rozpocząć zabawę.
Sala balowa przyćmiła ją swoim urokiem. Choć nie była szczególnie wystawna, panowała w niej przede wszystkim skromność, oczarowała Celestię niemal w tej samej sekundzie, w której dziewczyna weszła do pomieszczenia. Ludzie Lodu, jak mawiano o mieszkańcach krainy cechowali się przede wszystkim prostotą, którą widać było nawet na zamku królowej. Celestii zdecydowanie się to podobało. Choć lampki i drobne, błyszczące ozdoby pojawiały się wszędzie, były na tyle delikatne, że nie sprawiały wrażenia przesytu. Orkiestra stała z boku, grając utwory, których dziewczyna ani trochę nie kojarzyła. Mimo to, przymknęła na chwilę oczy i odetchnęła delikatnie. Jakby wsłuchując się i wyobrażając sobie dźwięki wydobywające się z instrumentów. Następnie jej uwagę przykuł parkiet, który wręcz zapraszał do tańca. Niemniej jednak, dużo bardziej interesujące wydawały się stoły z trunkiem i przekąskami.
Dziewczę podeszło więc wolnym krokiem do jednego z nich, uprzednio przedzierając się przez tłum ludzi, który okupował wcześniej wspomniany parkiet. W pewnym momencie zapatrzyła się w tańczących ludzi, a w następnej chwili czuła, że na kogoś wpadła.
- Przepraszam. - Powiedziała przejęta spoglądając na nieznajomego, który w gruncie rzeczy nie do końca był nieznajomym. Przez dłuższą chwilę przyglądała się twarzy Remigiusza próbując sobie przypomnieć, skąd go pamięta.
- Ach. - Dodała tylko uśmiechając się szeroko. - Miło spotkać znajomą twarz, w tak dalekim kraju, nieprawdaż? - Zapytała. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że nie byli sami. Rozejrzała się po towarzyszach znajomego jej trenera. Jednego z nich również znała - mieli okazję spotkać się podczas kilku pojedynków. Temu więc tylko kiwnęła głową na przywitanie, a potem skupiła swoją uwagę na nieznajomym. Ukłoniła się lekko i przedstawiła uśmiechając przy tym szeroko.
- Celestia Nightray. - Wyciągnęła dłoń w stronę nieznajomego, a potem rozejrzała się jeszcze po sali. Kto wie, czy spotka tu jeszcze kogoś znajomego? W głębi duszy liczyła na pojawienie się Stevena, choć wiedziała, że to nie możliwe.

Sukienka na bal:
 

Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Szkot.






Ostatnio zmieniony przez Celestia dnia Nie 28 Gru 2014, 20:33, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 20
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Nie 28 Gru 2014, 00:56

- Ma pan rację panie Nathanielu, temperatura w tej krainie jest doprawdy bardzo niska. - powiedziałem i dodatkowo, aby zobrazować moje słowa, skrzyżowałem ręce i zacząłem pocierać dłońmi swoje ramiona. - Mimo że jestem tu już od paru dni, nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego zimna.
Blondyn, z którym rozmawiałem już dobre kilka minut, wydawał się być cały czas spięty i trochę bojaźliwy. Przypomniałem sobie sytuację z winem sprzed kilku chwil, zarówno ona jak oraz to, że cały czas mówił on trochę sztywno, jakby każde z wypowiedzianych przez niego słów było zapisane w formie mowy, utwierdziło mnie w tym. Nathaniel nie wyglądał na starszego, wręcz przeciwnie. Jego nienaruszona jakimikolwiek bruzdami twarz sugerowała, że jeszcze kilka miesięcy temu chodził on do szkoły. Zatem Nathaniel musiał być początkujący, zarówno w pokemonowym w świecie, jak i w normalnym życiu, które nie było tak kolorowe, jak mogłoby się to wydawać dzieciom. No cóż, sam na własnej skórze przekonałem się, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Po chwili takich psychologicznych rozmyślań skarciłem się w myślach i postanowiłem wrócić do rozmowy. Gdybym przez dłuższy stał tak rozkojarzony, Nathaniel mógłby uznać, że go ignoruję.

Blondyn wspomniał o tym, że pochodzi z regionu Kalos. Mimo swojego odległego umiejscowienia od Johto, w którym spędzałem najwięcej czasu, był on całkiem znany.
- Piękne miejsce. Dużo plaż, lasów oraz piękne zabytki, jak na przykład Prism Tower. Do tego jest tam o wiele cieplej niż tutaj. - powiedziałem z uśmiechem do mojego rozmówcy. - Ja pochodzę z zachodniej części regionu Johto. Pamiętam jeszcze jak chodziłem nad tamtejsze morze, gdy byłem mały. - zacząłem wspominać swoje wczesne dzieciństwo.

Po tym jak dołączył do nas Rafael, postanowiłem również z nim zamienić kilka słów. Jednak już po kilku zamienionych zdaniach, drugi ze znanych mi osób na tym balu, wiedziałem, że nie jest on typem towarzyskiego gościa. Cały czas zachowywał kamienną twarz, mówił zarówno do mnie jak i do blondyna zdawkowymi wyrazami, wydawał się niezbyt cieszyć z pobytu w Zimowym Pałacu, trochę tak, jakby ktoś go zmusił do przyjścia tutaj. Albo to, albo po prostu był w stosunku do nas trochę nieufny. Jakby nie patrzeć, mnie znał jedynie z widzenia na kilku pokemonowych wydarzeniach, a z Nathanielem dopiero co się zapoznał. 
- Co mnie sprowadza do tego miejsca? - powtórzyłem pytanie Rafaela, jakbym oczekiwał potwierdzenia, czy na pewno powiedział to, co chciał. - Sprowadziła mnie tutaj... czysta ciekawość. Ciekawość i chęć zrobienia czegoś innego niż zazwyczaj. Zdaje się, że jedynie to.

Po odpowiedzi na pytanie, odwróciłem się do Nathaniela, aby móc kontynuować z nim rozmowę. Dopiero teraz, gdy wróciłem do mojego poprzedniego rozmówcy, uświadomiłem sobie jedną rzecz. Zdradziłem całkiem sporo na swój temat, a jakby nie patrzeć, zarówno Rafael, jak i mój rozmówca, nie mówili o sobie tyle, co ja, starali się nie podawać zbyt dużo informacji na swój temat. Nie uważałem, żeby moja rozwiązłość była to jakaś wielka wada, jednak oni mogli uznać mnie za narcyza lub za osobę, która ubóstwia mówienie jedynie o sobie. Chciałem jakoś spróbować zaprzestać mojego rozmyślania pod względem psychologicznym aspektem każdej części przeprowadzanej przeze mnie konwersacji. Przypomniałem sobie, że cały czas trzymam w swojej dłoni prawie cały kieliszek wina. Postanowiłem uszczuplić jego ilość i to o sporą jego część.

- Ciekawe, czy mają tutaj coś mocniejszego? - zastanowiłem się, popijając wino ze szklanego kieliszka.
Moja chęć jako takiej abstynencji podczas balu poszła już w niepamięć. Nigdy nie miałem okazji picia dużej ilość alkoholu, więc tak właściwie, to sam nie wiedziałem, jak bym się po nim zachowywał. Po chwili poczułem kolejnego kuksańca w plecy. Na szczęście również tym razem z trzymanego przeze mnie kieliszka nie wyleciała ani kropelka wina.
- Co do...? - powiedziałem, odwracając się.
Ujrzałem wtedy jakby znaną mi widzenia osobę. Przyglądaliśmy się sobie przez pewien czas, mogłem, wtedy się jej dokładnie przyjrzeć. Czarne, kręcone włosy spływały w lekko po jej twarzy. Oprócz koloru jej czupryny łączył ją ze mną jeszcze kolor oczu, zarówno jak u mnie były one intensywnie niebieskie. Ubrana była w prostą, jednak jednocześnie bardzo ładną, długą suknię.
- Tak, ma panienka rację. - powiedziałem w lekkiej konsternacji, ciągle starając sobie przypomnieć, gdzie mogłem już wcześniej wiedzieć czarnowłosą niewiastę.
Dopiero, gdy Celestia się przedstawiła, co nieco sobie przypomniałem. Zarówno jak Rafaela, ją również znałem z kilku pokemonowych turniejów, jednak tak samo jak poprzednio nie miałem pewności, czy miałem ją jedynie obserwować, czy udało mi się z nią stoczyć jakiś pojedynek.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 23
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Nie 28 Gru 2014, 20:52

Pojawiła się kolejna osoba na balu. Tym razem była to dla odmiany dziewczyna. Skinąłem głową na powitanie i wróciłem do rozglądania się po sali. Tym razem znacznie bardziej powoli i dokładniej przyglądałem się gościom na balu. Czy posunąłby się do czegoś takiego jak pojawienie się na takim balu? A co ważniejsze, czy miałby w tym jakiś cel? Po Paradoxie można się dosłownie wszystkiego spodziewać. Na razie jednak nie zanosiło się na nic, co mogłoby jakoś znacząco zmącić ten jakże ‘uroczy’ wieczór. Towarzyszy słuchałem połowicznie. Co jednym uchem wpadło to drugim wypadało. Nie sądziłem, aby byli oni  w stanie mi w jakikolwiek sposób pomóc w powrocie do moich czasów.
- Taak, walki są na swój sposób ekscytujące. Jednak na dłuższą metę potrafią być nużące i zwyczajnie się nudzą. Zwycięstwa nie dostarczają takiej radości jak dawniej, a porażki… Każda porażka ma swój własny wymiar. – podsumowałem kończąc tym samym swoją wypowiedź. Przez myśl przeszedł mi pomysł, że może królowa Elsa będzie coś wiedzieć na temat podróży w czasie lub coś co pomoże mi dowiedzieć się czegoś pomocnego. Po chwili rozważań jednak porzuciłem ten pomysł. Wszak skąd osoba przebywająca w zamku może coś na ten temat wiedzieć. Z cieniem naiwnej nadziei spojrzałem na towarzyszy. Ehh oni pewnie tez nic nie wiedzą. Podwinąłem na chwilę do góry rękaw kurtki tak, aby odsłonić przedramię. Wpatrywałem się w moje znamię Singera przez, krótką chwilę, lecz szybko z powrotem je zakryłem mając nadzieję, że nikt go nie zauważył. Wolałem uniknąć zbędnych pytań. Jeszcze przez krótką chwilę w skupieniu rozmyślałem o swoich przyjaciołach. Bardzo mi ich brakowało.
W czasie rozmyślania sięgnąłem ręką w kierunku stołu. Odkręciłem jakąś butelkę i nalałem trunku do szklaneczki, po czym szybko wypiłem jej zawartość. Najpierw przeszły mnie dreszcze i poczułem wstręt. To było takie ohydne, że nie dało się tego pić. Aż mną zatrzęsło. Spojrzałem na butelkę, by sprawdzić co to jest. Przeczytałem jeden napis: ‘Ocet’. No tak, ocet zbyt dobry do picia nie jest. Spojrzałem na stół i dostrzegłem, że wokół miejsca, gdzie stała butelka znajdowało się sporo galaretek. Odłożyłem butelkę na swoje miejsce i sięgnąłem po sok pomarańczowy, aby przepłukać usta. Na jedno bardzo mi to pomogło, wyrwało mnie to z zamyślenia i pomogło powrócić do otaczającego mnie świata. Sok zabił gorzki posmak octu. Po tym wszystkim zrobiłem się lekko głodny toteż sięgnąłem po ogórka kiszonego, którego szybko zjadłem. Wtedy zauważyłem, że Celestia przybyła na bal ze swoim pokemonem. Całkiem ciekawy pomysł. Postanowiłem zaprosić do zabawy moich dwóch pupili. Sięgnąłem po balle i wypuściłem z nich Wartortla i Combuskena.
- Cóż, bawcie się dobrze. Tylko niczego nie sknoćcie. – ostrzegłem swoje pokemony dając im wolną rękę na zabawę. Niespecjalnie jednak chciały ode mnie odchodzić. Widać liczna grupa osób na balu wprawiała w ich lekkie onieśmielenie. Z jednej strony może to i lepiej. Nie zgubią się. Na końcu sali dostrzegłem bawiące się ze sobą pokemony innych trenerów.
- Dołączcie do nich jeśli macie ochotę. – powiedziałem do swoich pokemonów wskazując jednocześnie ręką w kierunku grupki innych stworzeń.
- Wie… – urwałem na samym początku zdania. W ścianie, tuż obok czegoś, co śmiało można by nazwać tronem, znajdowały się jakby dwa odciski łap. Wyglądały one na odciski niedźwiedzich łap, które nie zostały tam wcale, ale to wcale zrobione przypadkiem, ani też dla ozdoby. Ten widok od razu mnie zaintrygował. Kusiło mnie by podejść i to sprawdzić lub chociaż wypuścić jednego z moich pokemonów, aby rozejrzał się nieco. Jednak to byłoby zbyt nieostrożne i nieroztropne. Kto wie co to może być, a jeśli to faktycznie jest to co myślę, czyli jakieś ukryte przejście i prowadzi gdzieś, gdzie nie wolno nam przebywać. Nam to znaczy zwykłym ludziom i ich pokemonom. Nie chciałem narażać swoich podopiecznych na jakiekolwiek ryzyko z tym związane. Byliśmy w końcu jak rodzina, a rodziny nie naraża się na zbędne niebezpieczeństwo, a wręcz chroni się od czegoś takiego. Te odciski w ścianie nie dawały mi jednak spokoju. Zbyt bardzo kusiło mnie, aby to sprawdzić. Aby dowiedzieć się co też kryje się pod tymi odciskami, jeśli w ogóle cokolwiek się kryje.
- Co sądzicie o tych odciskach niedźwiedzich łap tuż obok tronu? – zwróciłem się do pozostałych towarzyszy wskazując ruchem głowy na wcześniej zauważone przeze mnie… odciski. Starałem się przy tym, aby moje pytanie zabrzmiało jak najbardziej zwyczajnie. To znaczy, aby nie poznali po mnie, że jakoś specjalnie mi zależy na dowiedzeniu się co to jest, sprawdzeniu tego lub, by dostrzegli moje specjalne zainteresowanie tym. Mam nadzieję, że nie połapią się w tym wszystkim.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szkot
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 3065
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 28
Skąd : Ayr, Scotland

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Nie 28 Gru 2014, 21:36

Dla panny MacIntre przygoda w Krainie Lodu miała wtoczyć się na zupełnie nowy tor, i to właśnie dzisiejszego wieczora. Co prawda razem ze swoimi Pokemonami przebywała tu już parę dni, jednak młoda kobieta, która większość swojego młodego życia spędziła w bibliotece, ta kraina miała w sobie niezwykłą moc! Była dla niej niczym odkryta na starej zakurzonej półce książka w grubej skórzanej oprawie, którą mogła po raz pierwszy w życiu otworzyć i z każdą nowa stroną odkrywaj jej tajemnice. Nie pamiętała też, by kiedykolwiek w innym miejscu widziała tyle śniegu, co tutaj. o nie było tak, że w Hoenn nie padał śnieg, zwyczajnie zimy w jej rodzinnych stronach były znacznie łagodniejsze, a ona sama nie przywykła do tak niskich temperatur jak te panujące tutaj. I chodź po zaśnieżonych ulicach miasteczka chodziła ubrana jak przysłowiowy bałwanek, to widok dachów, drzew i parkanów okrytych białą kołderką wygradzał zmarznięty nos oraz popękane z zimna usta. Lisa była zaradną kobietą, czego nie do końca można było się spodziewać po kimś co całe życie spędził z nosem w książkach, a jednak!  Szybka organizacja czasu, sposobu ubierania i pomadka ochronna w kieszeni ciepłej kurtki były w Krainie Lodu czymś co pozwoliło rudowłosej na cieszenie się pięknem magicznej krainy, bez tuptania w miejscu dla rozgrzania nóg. Zawsze mogła wybrać, ubrać się ładnie albo ciepło. Opcja druga zdecydowanie bardziej odpowiadała pannie MacIntre.
Choć, co prawda podróżowała tu bez Cille i Dorriana z którymi razem przeżywała przygody w Sinnoh, to nie czuła się tutaj samotna. Miała przecież całą gromadkę Pokemonów które dotrzymywały jej towarzystwa. Quilava idealnie sprawdzał się jako grzejnik w czasie zimnych nocy, a Swablu oraz Buneary okazały się być nieocenionymi towarzyszkami podczas wyboru sukni balowej! Jak się okazało, w pięknym butiku położonym pośrodku dzielnicy handlowej Lisa poznała inną trenerkę, która przybyła tu z daleka by uczestniczyć w tym niezwykłym balu. Celestia, bo tak miała na imię owa dziewczyna, była nieśmiałą osóbką która jako krawcowa, znała się na różnych gatunków materiałów, dzięki czemu razem z dwoma Pokemonami Lisy wybrała idealną suknię dla rudowłosej. Właściwie Lisa nie była nawet zdziwiona iż była ona w pięknym zielonym kolorze, zawsze słyszała iż pięknie wygląda w zielonym kolorze, ze względu na swoje rude włosy. Mają już zakupioną suknię, oraz parę dodatków mających na celu podkreślić urodę.  Wystarczyło się teraz przygotować, zostawić zbędne rzeczy niewielkim hoteliku i wyjaśnić pozostającym poza PokeBallami Pokemonom, żeby uważały na siebie i nie narobiły szkód.
Przygotowania do balu w skład którego wchodziły zarówno ubranie się, uczesanie oraz dobór odpowiedniego makijażu były dla Elisabeth jeszcze trudniejsze niż wybór sukienki, czy dostanie się do stojącego na szczycie zaśnieżonej góry zamku! Lecz trzeba było przyznać, że mimo zimna, podróż w saniach zaprzężonych w dwa Stantlery była niezwykłym przeżyciem,  którym Lisa zapewne podzieli się ze swoją rodziną jak tylko będzie mogła zadzwonić do rodzicielki!
- Jesteśmy panienko! Proszę uważać na stopniach, może być ślisko- powiedział woźnica otwierając przed dziewczyną drzwiczki sań oraz pomagając jej wsiąść z nich.
- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
Odpowiedziała Lisa, starając się zachować odpowiednio do sytuacji, delikatnie dygając przed jegomościem gdy stanęła spokojnie na pokrytym ubitą warstwą śniegu przedzamkowym dziedzińcu. Stojąc przed niezwykłą lodową budowlą, rudowłosa czuła się niczym księżniczka, a uczucie to było potęgowane przez piękną suknię jaką miała na sobie. Która mała dziewczynka nie marzyła o tym by zostać prawdziwą księżniczką i mieszkać w pięknym zamku? Poniekąd teraz mogła spełnić to marzenie. Wzięła parę głębszych oddechów, by udając się za tłumem wejść do pałacu. Jeszcze po drodze rozejrzała się wokół siebie podziwiając tą niezwykłą budowlę, kiedy zdawało jej się iż ponad najwyższą wieżą przeleciał Articuno. Co prawda odkąd tu się znalazła, jej Briana była poza swoim MasterBallem, jednak uważała ją za odpowiedzialnego Pokemona, nie chciała rozzłościć królowej obecnością swojego Pokemona w okolicach jej pałacu. Mogła sobie tego nie życzyć, prawda? Lecz... może i królowa Elsa posiadała swoich podopiecznych, a Articuno idealnie pasował by do koronowanej głowy.  Szybkim ruchem dłoni Lisa poprawiła opadający na czoło niesforny kosmyk rudych włosów udając się zgodnie z planem w stronę pałacu. Gdyby mógł ją teraz zobaczyć ojciec lub Angus, z pewnością byli by pod wrażeniem jej uroku! Piękna zielona suknia z delikatnie błyszczącego materiału, którego ozdobą był wyszywany srebrną nicią gorset oraz zdobienia przy ramionach, same szerokie rękawy dodawały sukni baśniowego wyglądu. Posiadając tak bujną burzę kręconych włosów Lisa postanowiła spiąć je w ciasny wyskoki kok, w który wpięła srebrny ozdobny kwiatek z którego na delikatnych łańcuszkach o różnej długości wisiały niewielkie kryształki, w tym samym tonie prezentował się naszyjnik jaki posiadała. W tej sukni, bez zasłoniętych ramion, można było zauważyć że nie tylko lica rudej są obsypanie piegami ale także i ramiona oraz dekolt. Można było rzec, iż całe jej ciało było nakrapiane.
MacIntre wykonała pierwszy krok w głąb lodowego pałacu, gdzie mimo surowego wnętrza została ciepło powitana przez stojących w drzwiach strażników. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a by móc lepiej przyjrzeć się wnętrzu powolnym krokiem, znacznie wolniej od innych gości udała się w stronę schodów, na których szczycie stała władczyni tej krainy. Na chwilę straciła pewność siebie, czując respekt przed władczynią tych ziemi. Chodź mimo posiadania w swych rękach krainy skutej lodem, Elsa sprawiała wrażenie niezwykle ciepłej osoby. Dowodem na to był chociażby fakt iż witała uśmiechem każdą osobę, która pojawiła się tutaj by uczestniczyć w jej balu. Tego się Lisa nie spodziewała, czytała o monarchach w swoich księgach, i zawsze mienili się oni w nich, jako osoby o kamiennych twarzach, do których tylko niewielka cześć osób miała dostęp. Czując w sobie przypływ odwagi MacIntre zaczęła wspinać się po schodach, unosząc delikatnie w dłoniach przednią część sukni, by z tego wszystkiego czasem nie przewrócić się i skończyć z nosem na posadzce. To byłby dopiero wstyd, o którym ciężko by było jej zapomnieć. Gdy była coraz bliżej wejścia do głównej sali, wzięła głęboki oddech, a będąc bliżej królowej delikatnie dygnęła przed nią tym samym ukazując szacunek monarchini. Była niemalże pewna, że dalsze pomieszczenie zamku nie wzbudzi w niej większego zachwytu, a jednak była w błędzie! I choć podobnie jak hol, główna sala była dość skromnie urządzona, to delikatne światełka nadawały czar sali balowej. Można by nawet rzec iż czarowały swoim wyglądem i tym jak współgrały z ogólnym stanem sali. Jeszcze chwilę Lisa rozglądała się nie tylko po samym pomieszczeniu, ale także po gościach, jakby chcąc się upewnić iż wybrana przez nią sukienka jest odpowiednia na tą okazję. Nie chciała jakoś znacząco odstawać od tłumu. Zrobiła parę kroków do przodu wsłuchując się w muzykę oraz nucąc melodię na tyle głośno iż tylko dla niej było to słyszalne. Zatrzymała się jednak, widząc znajomą osóbkę stojącą w otoczeniu innych gości. Nie przypominała sobie, żeby Celestia wspominała jej o tym, że przybyła tu ze znajomymi. Ale nic nie stało na przeszkodzie by nie mogła nawiązać nowych znajomości na balu. Przecież to było jednym z jego celi, prawda? Uśmiechając się sama do siebie, już znacznie pewniejszym krokiem, Lisa podeszła do znanej jej osóbki, nie mogąc wyjść z podziwu jak ta piękna sukienka uczyniła z niej doprawdy damę z wyższych sfer! Wręcz nie do poznania!
- Celestia? O mój Arceusie... Wyglądasz niesamowicie. Od dawna tu jesteś? Myślałam, że będę trochę wcześniej, ale moje włosy jak zwykle postanowiły, że nie będą ze mną współpracować
Powiedziała dziewczyna uśmiechając się przy tym przyjaźnie. Dobrze, że była tu chociaż jedna osoba którą znała, razem zawsze raźniej.

Sukienka:
 



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.



.: dream team in progress :.
• Ponyta • Ralts • Vivillon •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pon 29 Gru 2014, 13:17


Bal zaczynał się rozkręcać, coraz więcej ludzi wchodziło głównym wejściem na salę i od razu zaczynało tańczyć. Część z przybyłych, podobnie do was podchodziła do stołów, jadła, piła i przede wszystkim - rozmawiała. W jednym z kątów pomieszczenia bawiły się pokemony trenerów przybyłych na wyspę, wszystko wydawało się być w porządku.
Wtedy właśnie waszej uwadze rzuciły się odciski niedźwiedzich łap, o których rozmowę zaczął Wojas. Skupiliście więc wzrok na skromnym, jednak odpowiedni dostojnym tronie. Cały, wydawałoby się że z kryształu, tak naprawdę wykuty był w lodzie. Przyspawany do ściany, tuż nad sobą faktycznie miał wyżłobione odciski stworzenia, które jednoznacznie każde z was określiłoby niedźwiedziem. Dlatego też padło pytanie w stronę reszty, nim jednak któreś z was mogło na nie odpowiedzieć, poczuliście czyjąś obecność za wami.
- Widzę, że zainteresowała was nasza ściana. - Głos, który usłyszeliście należał do królowej Elsy. Kobieta stała za wami uśmiechając się ciepło i mówiąc bardzo delikatnie. Położyła rękę na ramieniu Nathaniela, gdyż ten stał najbliżej niej i rozejrzała się po całej waszej grupie.
- Ślady te nie zostały jednak zrobione niedawno. Związana jest z nimi pewna legenda dotycząca całego królestwa. - Zaśmiała się pod nosem i spojrzała na was wszystkich jeszcze raz. - Chcecie posłuchać? - Zapytała czekając na waszą odpowiedź. Nie miała zamiaru was do niczego zmuszać, jedynie przybliżyć wam historię swojej krainy, jeżeli tylko tego zechcecie.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 20
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pon 29 Gru 2014, 14:43

Nathaniel oznajmił, że nie jest stricte trenerem. Blondyn wolał siebie nazywać hodowcą. Cóż, różnica między tymi dwiema profesjami może nie jest zbyt duża, ale jakby nie patrzeć pomimo, że zarówno pomidor jak i ogórek są warzywami, to nie są identyczne. Tak samo było w tym przypadku.
- Jakby nie patrzeć, walki są w pewnym stopniu ekscytujące. Nie ważne czy ma się ogromną przewagę czy to nasz przeciwnik rozdaje karty podczas pojedynku, to i tak chcemy zwyciężyć. A gdy przegramy... no cóż. Z nich również można wiele wynieść. - odpowiedziałem na pytanie postawione przez Nathaniela. - Ale bycie hodowcą zapewne także ma swoje zalety i profity. Zajmujesz się stworkami, dbasz o nie, a wtedy pilnowane przez ciebie pokemony odwzajemniają twoje uczucia.

Po kilku minutach rozmowy, zauważyłem, że oprócz naszej trójki, znajduje się jeszcze jeden, niewielki gość.
- Uroczy Espeon. - powiedziałem do Celestii, zauważywszy naszego dodatkowego towarzysza, a następnie przykucnąłem przy pokemonie. - Masz bardzo śliczne wstążeczki i przepiękny szaliczek.
Wtedy wpadłem na pewien pomysł. Wyprostowałem się, po czym zacząłem przeszukiwać swój garnitur w poszukiwaniu pewnego przedmiotu. Po chwili poszukiwań znalazłem zgubę. Wyjąłem z wewnętrznej części czerwono-białą kulą, w której znajdował się Eevee. Ponownie przykucnąłem przy Espeonie należącym do Celestii.
- Shadow, chodź do nas. - odparłem i wypuściłem z PokeBalla swojego stworka.
Z kuli wyskoczyła czerwona poświata, która przybrała kształt niewielkiego lisa. Po chwili światło zniknęło, a na jego miejscu stał Eevee, który zaczął przypatrywać się pokemonowi Celestii.
- Śmiało Shadow, jeśli chcesz, to możesz iść się pobawić. - zachęciłem stworka.

Kątem oka zauważyłem, że również Rafael wypuścił swoje pokemony. Był to Combusken i Wartotle. Zacząłem się im przypatrywać. To, że chłopak posiadał dwa wyewoluowane pokemony, musiało oznaczać, że jest on bardzo doświadczonym trenerem. W mojej drużynie nie znajdował się żaden pokemon, który przeszedłby proces ewolucji. Co prawda posiadałem Espeona, ale jego już pochwyciłem w tej formie.
- Jeszcze długa droga przede mną. - pomyślałem, opróżniając mój kieliszek z winem.

W pewnym momencie do naszej grupki dołączyła kolejna osoba. Jak w poprzednim przypadku, tym razem również była to kobieta. Tak jak Celestia, one również była przepięknie ubrana. Długa, zielona jak szmaragd, dodatkowo z długimi suknia była cudowna. Sama osoba ją nosząca również była dosyć niezwykła. Długie, kręcone włosy w dosyć niezwykłym odcieniu, a mianowicie ognistorudym. Tak samo jak poprzednio, tutaj również miałem przeczucie, że już gdzieś widziałem tą niewiastę. Tym razem jednak wiedziałem, że z nią nie walczyłem, tylko obserwowałem jej walkę na którymś z turniejów. Po chwili sobie wszystko przypomniałem. Podszedłem bliżej i ją zaczepiłem:
- Przepraszam, czy pani MacIntre, zwyciężczyni turnieju, w którym główną nagrodą był legendarny lodowy ptak Articuno?
Byłem stuprocentowo pewien swojego przypuszczeń, jednak nie wiedziałem jak może zareagować kobieta na moje pytanie. Po chwili uświadomiłem sobie, że zacząłem ją wypytywać, uprzednio sam się nie przedstawiwszy.
- Niech panienka wybaczy moją brawurę. Zapomniałem się wcześniej przedstawić. - ukłoniłem się przed rudowłosą dziewczyną. - 
Jestem Remigiusz Blake.

Rafael zwrócił naszą uwagę na tron królowej Elsy. Stał on niedaleko nas i wyglądał doprawdy niezwykle. Nie było to zwykłe siedzisko, które można kupić w pierwszym lepszym sklepie z tronami, niezwykłości dodawał mu fakt, że był on wykuty w lodzie. Jednakże Rafaela nie zachwycił materiał, z którego wytworzony był tron, a ozdobienia znajdujące się na tej samej ścianie. W lodzie odciśnięte były dwie niedźwiedzie łapy.
- Przypominają mi one jedynie o bajce, który kiedyś oglądałem, "Mój brat Ursaring" albo jakoś tak. - odpowiedziałem na pytanie Rafaela.
Byłem tak zaciekawiony śladami niedźwiedzich łap, że nie zauważyłem nawet, w którym momencie podeszła do nas królowa Elsa. Władczyni zauważyła nasze zainteresowanie. Stała ona obok Nathaniela, trzymała go za ramię. Królowa cały czas się uśmiechała. Kobiera spojrzała na zgromadzoną przy stole grupę i oznajmiła, że z tymi śladami niedźwiedzich łap związana jest pewna legenda, która dotyczy również całej Krainy Lodu.
- Proszę nam ją opowiedzieć. - zwróciłem się do księżniczki. - Chętnie byśmy ją usłyszeli.



Śnieżna nagroda:


-2

Za złamanie punktu trzeciego regulaminu eventu.

Plus sprawy czysto fabularne: nigdzie nie napisałam, że Espeon jest ze mną, a już tym bardziej w co jest ubrana.

Uprzedzam także, że masz zakaz edycji tego posta. Tak na zaś.


@edit: Celestia.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 23
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pon 29 Gru 2014, 20:49

Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w owe odciski, gdy do sali weszła kolejna młoda dama w zielonej, dosyć szykownej sukni.
- Elisabeth Agnes… – mruknąłem pod nosem. Doskonale znałem tą twarz, osobę może już trochę mniej dobrze. To właśnie z nią poniosłem porażkę walcząc moim Combuskenem w turnieju o Articuno, a takich przegranych się nie zapomina. Choć w zasadzie rana po tej walce dawno się zasklepiła to blizna pozostała. Widząc jej ubiór spojrzałem na swój własny. Zacząłem się zastanawiać czy faktycznie nie powinienem się nieco bardziej wystroić przychodząc tutaj. Po chwili jednak przegnałem wszystkie te myśli. Do czego to doszło, bym się jeszcze zastanawiał, czy wyglądam stosownie na takim balu. Jak to ktoś powiedział, jeśli komuś w kimś coś nie pasuje to jest to jego problem.
Odpowiedź Remigiusza na moje pytanie odnośnie odcisków niedźwiedzich łap trochę mnie rozbawiła. Na takie skojarzenie sam bym nie wpadł, ale nie było złe. W zasadzie to coś w tym było. Jednak tak jak wcześniej uważałem tak i teraz moje zdanie się nie zmieniło, że nie są to zwyczajne odciski niedźwiedzich łap. Choćby na taką pamiątkę jak w wspomnianym przez towarzysza filmie. Chociaż mogłem się mylić. Wówczas pojawiła się królowa Elsa oferując nam opowieść o czymś co ma związek z tymi odciskami. Czyli jednak zauważyła, że się nimi zainteresowaliśmy. No cóż, może to rzuci nieco światła na tą całą historyjkę i pochodzenie tych odcisków.
- Chętnie wysłucham tej opowieści. – rzucam nieco oschle. Aby się nie zanudzić podczas słuchania tej historyjki, a także by nie krzątać się w czasie opowieści nalewam sobie trochę soku, aby w międzyczasie sobie popijać. Dodatkowo przysuwam sobie jakieś krzesełko, na którym sobie siadam. Prawdę mówiąc trochę już bolały mnie nogi, a że miałem zamiar pozostać tutaj jeszcze przynajmniej na czas słuchania opowieści…. Cóż warto było sobie usiąść, aby potem nie przybierać w międzyczasie jakichś dziwnych i nienaturalnych pozycji.
- Mam tylko nadzieję, że nie będzie to jakaś nudna opowieść w stylu „Za górami za lasami, żyła sobie dziewczynka/ chłopiec/ rodzeństwo/…” – zwróciłem się szeptem do Remigiusza pijąc łyk soku. Nie miałem ochoty na standardową historyjkę, gdzie ktoś wybitnie pokrzywdzony przez los nagle dostaje jakiegoś wielkiego, fartownego kopa od życia i nagle mu się wszystko układać. Takie rzeczy tylko w er…. Tylko w bajkach.
Rozwaliłem się jeszcze bardziej na krześle tak, jakbym znajdował się w jakimś barze lub pierwszej lepszej knajpie. Byleby było mi wygodnie podczas słuchania opowieści jej królewskiej mości. Więcej już się do nikogo nie zwracałem nawet szeptem. Przynajmniej na razie. Chciałem w spokoju wysłuchać tej opowieści jakakolwiek by nie była. Wszak zawsze mogę w jej trakcie wstać i wyjść, gdyby coś mi się nie podobało. Nie uważałem jednak, aby coś takiego mogło się stać. Wróć, miałem nadzieję, że nic takiego się nie stanie, a ta opowieść natchnie mnie do zrobienia czegoś ciekawego, czegoś czego do tej pory bym nie zrobił. Lub po prostu udowodni, że się nie myliłem i te niedźwiedzie łapy faktycznie coś za sobą kryją. W trakcie słuchania tej opowieści spoglądałem raz na Elsę, raz na wszystkich pozostałych uczestników… Słuchaczy tej opowieści. Obserwowałem uważnie ich reakcje, aby wiedzieć co o niej sądzą.

Śnieżna nagroda:


-2

Za złamanie punktu trzeciego regulaminu eventu.

Zgodnie z kolejką, powinniście zaczekać najpierw na post Oni. I z tego co widzę Wojas, jesteś z Magicznym Pyłem na minusie.
@edit: Szkot.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sob 24 Sty 2015, 19:25

Celestia obserwowała wszystko z błyszczącymi od entuzjazmu oczami. Nigdy wcześniej nie miała okazji być na żadnym balu, a już tym bardziej organizowanym przez królową. Jaka by ona nie była, a Elsa wydawała się być zaprzeczeniem wielu stereotypów na temat władczyń, należała do grona ludzi naprawdę wysoko postawionych. Niemniej jednak, Tia była zbyt pochłonięta wpatrywaniem się w tańczących, dobrze ubranych ludzi, by zastanawiać się nad tym, jaka to Elsa była bądź nie.
Panienka Nightray miała okazje uczestniczyć w wielu uroczystościach, gdzie trzeba było być dobrze ubranym, dlatego też nie miała problemów z przystosowaniem się do wymogów królewskiego balu. Patrząc po gościach mogła z zadowoleniem odetchnąć czując, że spisała się bardzo dobrze. Podobnie było z jej małą Nessie, która na tę okazję dostała od szalonej trenerki nowe wstążeczki i bardzo twarzową obróżkę. Świecące kamienie, choć nie były to diamenty, prezentowały się ślicznie na szyi Espeon i sprawiały, że znalazła się w centrum uwagi. Szczęśliwa z okazanego zainteresowania machała ogonkiem i ocierała się o nogę swojej pani.
Tymczasem Celestia wsłuchiwała się w rozmowę pomiędzy mężczyznami. Cóż, nie za wiele miała do dodania, dlatego też na widok Elisabeth aż pisnęła z radości. Wyciągnęła w jej stronę ręce, jednocześnie lustrując ją wzrokiem. Cóż, pomogła dziewczynie z wyborem sukni, dlatego była wręcz dumna z obecnego wystroju rudej trenerki.
- Liso! - Powiedziała jednocześnie ją obejmując. Niby poznały się kilka dni wcześniej, jednak Tia już zdążyła przyzwyczaić się do panny MacIntre, jak do najlepszej przyjaciółki.
- Ach, dziękuję. Ty również wyglądasz olśniewająco! Kto by pomyślał, że to ta sama niepozorna sukienka z wystawy sklepowej! - Mówiąc to macała materiał na ramieniu dziewczyny i oceniała jego stan. Był to chyba najzwyklejszy odruch krawcowej z powołania i nie mogła go od tak powstrzymać. W tym momencie aż zachciało jej się coś uszyć, tak dawno tego nie robiła!
- Ach, twoje włosy wyglądają bardzo dobrze, jak na takie buntownicze bestie. Moje na szczęście nie robią mi problemów, ale namęczyłam się trochę z sukienką. - Mówiąc to pokazała miejsca, w których dokonała małych poprawek. Zmiana halki, doszycie kilku guziczków i wstążeczki, które teraz wyglądały zdecydowanie lepiej. Tak, Celestii zajęło to sporo czasu, choć jak było po niej widać - nie żałowała. Tymczasem Nessie widząc znajomą twarz podeszła bliżej i zamerdała ogonkiem na widok Lisy. Jakby czekając na pochwałę i jej nowego wizerunku!
- Mam świetny pomysł! - Mówiąc to Lisa mogła spodziewać się jedynie jakiegoś głupiego, możliwego do spełnienia tylko przez Ceres pomysłu. Czarnowłosa popchnęła lekko Nessie w stronę rudowłosej przyjaciółki i szybko ustawiła się obok niej i wyciągając PokeNav z torebki skierowała jego obiektyw w ich stronę.
- Robimy selfie! - Mówiąc to uśmiechnęła się i wyciągnęła w górę dwa palce wolnej ręki. Poczekała aż Lisa ustawi się tak, jakby chciała i gdy wszystko było gotowe, zrobiła zdjęcie. Śmiejąc się pod nosem oglądała jak wyszło i zadowolona grzebałą w urządzeniu. Po chwili pokazała zdjęcie i pannie MacIntre, która mogła ujrzeć, że zostało ono wysłane do kogoś o imieniu "Steven", a pod zdjęciem była całkiem urocza treść wiadomości.

Cytat :
Jesteśmy w Krainie Lodu, na balu królowej (★ PRAWDZIWEJ KRÓLOWEJ ★). Poznałyśmy Lisę, która pomogła nam wybrać sukienkę dla mnie i kokardki dla Nessie ☻ Szkoda, że nie ma Cię tu z nami ☹ Następnym razem musisz się zabrać! Powodzenia w obronie tytułu, będziemy wszystko oglądać! ♥♥♥

Dopiero po chwili Celestia zorientowała się, że Remigiusz coś do niej mówił. Uśmiechnęła się szeroko słysząc pochwałę dla swojej małej Espeon. Nessie również wyglądała na bardzo dumną z siebie i dawała się głaskać chłopakowi po głowie wydając z siebie ciche pomruki radości. Znała go co prawda tylko z turniejów i potyczek na arenach, ale tym razem ich spotkanie miało dużo przyjemniejszy charakter, więc była zdecydowanie bardziej przyjazna.
- Dziękuję, Nessie jest bardzo kochanym stworzeniem i bardzo dbamy, by wyglądała ślicznie. Prawda? - Mówiąc to kucnęła kolo swojego pokemona i pogłaskała go po łebku. Chwilę później, gdy koło nich pojawił się mały Shadow, Tia uśmiechnęła się szerzej. Uwielbienie do wszelkich eeveelucji było chyba wpisane w życiorys dziewczyny wychowującej się na hodowli.
- Twój Eevee też jest śliczny. - Mówiąc to zaczęła smyrać malca za uchem. - Zdecydowałeś już, w co chcesz go przemienić? - Zadała to pytanie z czystej ciekawości. Prawdę mówiąc, ona nigdy nie zamierzała ewoluować Nessie. Kochała ją jako Eevee i gdyby nadal nim była, nie czułaby potrzeby do ewoluowania lisiczki. Mimo to, była bardzo dumna z ewolucji w Espeon, gdyż świadczyła ona o dobrym zajmowaniu się nią przez Celestię.
- No dalej, Nessie. Pobaw się z kolegą. - Mówiąc to uśmiechnęła się do stworzenia. Espeon po chwili wahania podeszła do Shadowa i pacnęła go swoim noskiem zachęcając do zabawy.
Rozmowa na chwilę zamilkła i właśnie wtedy uwaga Tii została skierowana na ślady łap znajdujące się nad tronem. Szczerze mówiąc, nie było to dla niej jakoś super istotne, mimo to przez chwilę nad tym dumała. Wstała otrzepując sukienkę i przekręciła głowę.
- Szczerze mówiąc, nie wiem, co o tym myśleć. Być może ma to swoją historię, a może nie. - Nie zdążyła jednak dokończyć myśli, gdy podeszła do nich kobieta. Królowa Elsa wydawała się bardzo sympatyczną kobietą. Bardzo zaimponowała Celestii, która zarumieniła się lekko z zawstydzenia. Czuła się dziwnie przy autorytecie Stevena, a co dopiero prawdziwej królowej? Cóż musiała to jakoś przeżyć, prawda? Kiwnęła tylko głową na znak, że chciałaby posłuchać opowieści i stanęła bliżej Lisy.



Wpis MG dotyczący kolejki, bo jak widać były z tym problemy.

★ Szkot ★
★ MG ★
★ Mhrok ★
★ Wojas021 ★
★ Celestia ★

Oniyuri może wbić się w kolejkę, jeżeli chce. Z powodu długiej nieobecności jest jednak z niej wykluczona.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szkot
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 3065
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 28
Skąd : Ayr, Scotland

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pon 26 Sty 2015, 22:15

Lisa uśmiechnęła się do Celestii i jej Nessie, która podobnie jak jej właścicielka wyglądała wręcz olśniewająco! Dopiero teraz, MacIntre zaczęła żałować, że ona pozostawiła swoje Pokemony w przytulnym Centrum Pokemon! Chociaż nie była pewna, czy mogłaby zapanować nad tak liczną i bardzo żywą gromadką w tak pięknym miejscu. Zapewne wszystkie rozbiegły by się po kątach i nie sposób byłoby opanować ich ciekawską naturę! Tak. Znacznie lepszym rozwiązaniem było pozostawienie ich w Centrum. Jedynym Pokemonem Lisy, który mógł być blisko była Briana. Lecz o nią się nie martwiła! Kiedy nieznajomy chłopak, zdecydowanie młodszy od niej nazwał ją z imienia i nazwiska, dodatkowo nazywając ją panienką, delikatnie wykrzywiła usta w grymasie.
- Panienka?
Elisabeth zdecydowanie nie była już panienką, a trochę naczytała się książek w bibliotece w której pracowała i dobrze wiedziała iż nie powinien tytułować ją w ten sposób. Panna. Owszem. Ale nie panienka! Miała już, na Arceusa, całe 21 wiosen! Jak już miała w zwyczaju, kiedy ktoś zdawał się wiedzieć o niej i jej rodzinie znacznie więcej niż powinien, marszczyła nosek a jej ton głosu zmieniał się na dość złośliwy.
- Jak już to panna MacIntre. I nawet jeśli posiadam Aricuno, to mam ją od mojego ojca. A Ciebie to gó.wno obchodzi kim on jest i jakie posiadam Pokemony, młodzieńcze. Przedstawiać Ci się nie muszę, bo wiesz nadzwyczaj dobrze jak się nazywam.
Odpowiedziała kąśliwym tonem głosu, na sam koniec uśmiechając się uprzejmie i delikatnie dygając w stronę Remigiusza. Bezczelność niektórych ludzi nie miała granic, wprost proporcjonalnie do cierpliwości i tolerancyjności Lisy. Ciekawe po którym z rodziców odziedziczyła tą cechę charakteru?
Na całe szczęście na poprawę humoru młodej MacIntre przybyła Celestia, radosne słoneczko jakie poznała w sklepie w sukienkami! Nawet nie wiedziała kiedy, została niemalże porwana do zrobienia sobie selfie z dziewczyną o pięknych, długich czarnych włosach. I jak tu się miała nie uśmiechnąć w takiej sytuacji? Ruda dziewczyna cicho zaśmiała się i zabawnie nadęła policzka, ponownie jak Ceres unosząc dwa palce w górę.
- Do kogo idzie to zdjęcie? Hmmm?
Lisa zmarszczyła delikatnie brwi, czekając na odpowiedź ze strony trenerki pochodzącej z Kanto. Dopiero po chwili, ruda spostrzegła, że do ich małej gromadki podeszła gospodyni dzisiejszego wieczoru. I to jeszcze z propozycją opowiedzenia historii związanej z historia jej krainy! To wprost niesamowite! Ta ciekawość odnośnie historii miast i regionów obudził w niej ojciec, a ona z wiekiem rosła! Więc skoro miała okazję dowiedzieć się czegoś nowego. Dlatego też grzecznie kiwnęła głową czekając na odpowiedź ze strony królowej zimowej krainy.


.: dream team in progress :.
• Ponyta • Ralts • Vivillon •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pią 30 Sty 2015, 14:35


Spędzaliście swój czas na balu, rozmawiając ze sobą cały czas. Nie można było tego nazwać całkowicie przyjacielską rozmową, bo jak widać - piękne odzywki również się zdarzały. Niemniej jednak, znaleźliście się wszyscy razem, w swoim gronie, a niebawem dołączyła do was królowa. Elsa uśmiechała się cały czas, jakby naprawdę była szczęśliwa z możliwości wyprawienia tego balu, a także zaproszenia trenerów z każdego zakątka pokeświata.
Na jej propozycję o opowiedzeniu legendy, jedni zareagowali z entuzjazmem, inni pozostali neutralni, a jeszcze inni zastanawiali się, jak bardzo ich ta historia zanudzi. niemniej jednak, królowa postanowiła wam ją opowiedzieć.
- Dawno temu, gdy Kraina Lodu spowita była jedynie lodem, a ludzie w niej mieszkający chowali się w lodowych domach największym zmartwieniem była gromada Abomasnowów. Przywódca wioski, mój przodek, zarządził wreszcie polowanie na te olbrzymie stwory, by wyzwolić swój lud od strachu. Niestety, walka nie była taka łatwa i któregoś razu, na tej górze... O mało nie stracił swojego życia. Uratowało go stado Ursaringów, które przegoniło Abomansowy z krainy i od tej pory ludzie mogli żyć spokojnie. To właśnie z tego powodu w naszym herbie, godle i na flagach pojawiają się te wspaniałe niedźwiedzie. Do tej pory można było je spotykać na każdym kroku, w lesie. Choć ostatnio... Jakby to powiedzieć... Zniknęły. - Mówiąc to, królowa była odrobinę zmartwiona. Czyżby brak Ursaringów był czymś niepokojącym?




Kolejka

★ Mhrok ★
★ Wojas021 ★
★ Celestia ★
★ Szkot ★
★ MG ★




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 20
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Pią 30 Sty 2015, 17:52

Przypatrywałem się rudowłosej trenerce ze zdumieniem. Wiedziałem o niej jedynie tyle, co udało mi się usłyszeć podczas turniejów, jednak ona musiała to uznać za jakąś formę dręczenia. Jednak jednego było trzeba jej pogratulować. Mimo, iż odnosiła się do mnie w wiadomy sposób, na koniec uśmiechnęła się do mnie, jakbyśmy przed chwilą odbyli miłą rozmowę. Po chwili moją "znajomą" porwała czarnowłosa Celestia i wraz z nią zrobiłą sobie zdjęcie. Nie czułem się specjalnie źle, skończywszy tą rozmowę. Zbliżyłem się do stołu z winami, chwyciłem butelkę oraz kieliszek, do którego nalałem sobie winogronowego alkoholu.
- Najwyraźniej szlag trafi moje postanowienie o abstynencji. - pomyślałem, po czym wypiłem duży łyk wina.

- Dziękuje. - odwzajemniłem komplement Celestii, dotyczący wyglądu mojego Eevee'ego, uśmiechem. - Shadow jest w mojej drużynie od niedawna, więc nie miałem dużo czasy, aby się nad tym zastanawiać. Ostatnio jednak uznałem, że miło by było zobaczyć, jak ewoluuje on w Umbreona. Byłby on wtedy dużym wsparciem dla Hikari'ego.
Rozmowa, dotycząca ewentualnej ewolucji Shadowa, uświadomiła mi, że w posiadam kolejną eeveelucję, za którymi Celestia musiała bardzo przepadać. Postanowiłem powiększyć grono pokemonów o kolejnego stworka.. Chwyciłem za czerwono biały PokeBall i wypuściłem Espeona, po czym przedstawiłem go Celestii.
- Idź mały. Pobaw się z Shadowem oraz Nessie. - zachęcałem stworka, jednocześnie głaskając go po łebku.

- Miejmy taką nadzieję. - odpowiedziałem Rafaelowi szeptem i tak samo jak on chwyciłem za szklankę z sokiem, w moim wypadku pomarańczowym.
Z uwagą przysłuchiwałem się opowieści królowej Elsy. Historia ta opowiadało o przeszłości Krainy Lodu. Wspomniane tam było o genezie pojawiania się praktycznie wszędzie niedźwiedzich motywów. Gdy usłyszałem imię Ursaring, lekko się wzdrygnąłem. Spowodowane to było drobnym... wypadkiem z udziałem tych stworków. Jednak tym razem, pokemony to zostały ukazane jako obrońcy ludzi zamieszkujących Krainę Lodu. Elsa wspominała o tym, że jej lud jest bardzo im wdzięczy. Mówiła, że Ursaringi zamieszkiwały w sporych ilościach okoliczne lasy, jednak ostatnimi czasy one zniknęły. Ujrzałam na twarzy królowej zdenerwowanie. Najwyraźniej Ursaringi dalej broniły Krainę Lodu przed atakiem.
- Czy obawia się królowa, że z powodu zniknięcia Ursaringów, Abomasnowy ponownie stanął się zagrożeniem? - spytałem się władczyni.




Ostatnio zmieniony przez Mhrok dnia Nie 01 Lut 2015, 17:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 23
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Nie 01 Lut 2015, 14:13

- Dziewczyny... - westchnąłem przyglądając się ich wygłupom. Z drugiej strony robienie sobie tego tak zwanego "selfie" było bardzo popularne. Nie miałem pojęcia skąd ta cała moda na tego typu się wzięła. Jakby nie można poprosić kogoś o zrobienie zdjęcia. A do tego takie zdjęcie przeważnie wiązało się z jakimiś głupimi minami, czy też uśmiechami w stronę obiektywu. To zdecydowanie nie mój poziom. Tego na sucho nie dało się przetrawić. Podszedłem do stołu i zacząłem wyliczankę czego by się tu napić. W końcu padło na jakiś zielony płyn. Nalałem sobie troszkę do szklaneczki i... Myślałem, że się nie pozbieram. To było naprawdę ohydne. Co to w ogóle takiego? Smakowało jak... Wyciąg ze skarpetek, które leżały wcześniej przez długi czas w jakimś bagnie. Z trudem przełknąłem to co mi jeszcze zostało w buzi, choć miałem ochotę wypluć to prosto przed siebie. Jednak jako tako wypadało zachować minimum przyzwoitości na tym balu. Resztę odłożyłem z powrotem na stół obiecując przy tym sobie, że już nie spróbuję niczego nieznajomego, albo czegoś co ktoś uprzednio wypił i nie wyglądał jakby miało mu się zebrać na wymioty. Otarłem jeszcze rękawem usta i sięgnąłem po plasterek cytryny, który szybko zjadłem, aby chociaż w niewielkim stopniu pozbyć się tego nieprzyjemnego posmaku. Gdy tak sobie jadłem królowa rozpoczęła opowiadać historię pochodzenia tych dwóch łap. Brzmiało to jak zwykła historia jaką słyszy się na dobranoc. Choć ta chyba była prawdziwa. Co prawda mocno mnie zdziwiła też rola Ursaringów. Zawsze uważałem je za stworzenia bardziej agresywne niż miłe ludziom, ale jak widać można się mylić. Gdy władczyni tejże krainy skończyła opowiadać skrzyżowałem ręce na piersiach i przybrałem posępną minę lekko opuszczając głowę. Zastanawiało mnie co tak naprawdę spowodowało, że opuściły one to miejsce. Moje rozmyślania przerwały dopiero słowa Remigiusza, który powiedział na głos to co i mnie przeszło przez myśl. Faktycznie, jeśli Abomasnowy miałyby powrócić to nie było chyba lepszego do tego momentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Wto 03 Lut 2015, 14:03

Celestia przez chwilę obserwowała dosyć ostrą wymianę zdań między Lisą, a Remigiuszem. Otworzyła szerzej usta i już miała coś powiedzieć, gdy jednak zmieniła zdanie. To nie była jej sprawa, zdecydowanie nie powinna się mieszać. Sama nigdy nie miała wystarczająco dużo odwagi, by powiedzieć komuś aż tyle ostrych słów w jednym zdaniu. Właściwie, ona nigdy nie mówiła rzeczy nie miłych. Taka już była!
Gdy rozmowa rudowłosej trenerki z Remkiem się skończyła, Celestia postanowiła rozładować sytuację i zaczęła pstrykać selfie. Długo zastanawiała się, która wersja będzie najładniejsza, a gdy wybrała - wysłała ją do Stevena i pokazała Lisie. Na pytanie o adresata wiadomości jedynie się zarumieniła i chrząknęła cicho.
- Och, no wiesz. - Mówiła to czując, jak jej policzki różowieją coraz bardziej.
- Steven, mój... chłopak. - Powiedziała na jednym wydechu. - Bardzo chciał byś z nami tu teraz, ale musiał wracać do Hoenn. Ktoś znowu wyzwał go na pojedynek i będzie musiał w ciągu najbliższych dni po raz kolejny bronić tytułu czempiona. Jest naprawdę niesamowity! Na pewno o nim słyszałaś, Steven Stone. Uratował mnie w górach, jak zaatakował mnie Onix. Mówię ci, już myślałam, że jest po mnie! A wtedy pojawił się niczym książę na Skarmorym i uratował zarówno mnie, jak i Nessie. Nigdy nie przestanę mu być za to wdzięczna. No i oczywiście wyszłam na panienkę w opałach. No, ale co począć. Potem wygrałam zawody koordynatorskie, na których był jednym z sędziów. No i tak jakoś się zaczęło. Moja mama strasznie go lubi. Z resztą, kto by go nie lubił? - Celestia wpadła w słowotok, który choć na początku miał sens, szybko go stracił. Mówiła o wszystkim i o niczym, choć ciągle dotyczyło to osoby samego Stevena. Czy Lisa uwierzy, ze ktoś taki jak czempion stalowych pokemonów mógłby zakochać się w takiej gadule, jak Celestia? Cóż, kto wie.
Potem uwaga Celestii skupiła się na Eeveem Remigiusza. Cóż, jeżeli Celestia znała się na czymkolwiek były to właśnie eeveelucje. Głaskała liska po głowie uśmiechając się pod nosem.
- Ach, Umbreon. No, wtedy jego imię bardzo by do niego pasowało. Prawda? - Zaśmiała się pod nosem. Nadal głaskała puszyste futerko lisiego pokemona.
- Ale ewolucja w Umbreona, tak samo jak w Espeona nie jest łatwa. Pokemon musi być naprawdę szczęśliwy, by zmienić formę. No i musisz z nim spędzać dużo czasu w nocy, a i tak nie masz pewności. prawda, Shadow? - Mówiąc to podniosła się z ziemi i zachęciła Nessie do zabawy z pokemonami tego samego typu, co ona. Espeon jedynie zamachała ogonem widząc pokemona takiego samego, jak ona i swoją młodszą formę. Zaczęła pyrgać je noskiem, jakby zaczepiając.
Wtedy też jej uwaga została skupiona na opowieści królowej Elsy. Cóż, Celestia nie była typem wierzącym we wszystkie legendy, choć podania bardzo lubiła czytać. Jak było w tym wypadku? Nie wiedziała do końca, jednak po minie królowej wiedziała, że coś jest nie tak.
- Och, zniknęły tak po prostu? - Zapytała cicho, onieśmielona. - Może coś im się stało? - Zaczęła się zastanawiać, choć nie za bardzo wiedziała, dokąd to moze ją doprowadzić.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szkot
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 3065
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 28
Skąd : Ayr, Scotland

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sro 04 Lut 2015, 11:28

Odpowiedź na zachowanie Lisy była prosta. Nie znała Remigiusza wcześniej, więc sposób jego zachowania wydał się dla niej dziwny. Co najmniej wścibski. Ruda nie zamierzała zawracać sobie dłużej głowy słowami chłopaka, którego maniery najwidoczniej pozostały poza salą. Lecz jak to bywało w towarzystwie kobiet nic tak nie poprawiało humoru jak małe ploteczki. Dlatego też Lisa zainteresowała się opowieścią o chłopaku Celesii, a jak zdziwiła się kiedy usłyszała iż to wielki Steven Stone!
- Steven Stone? Naprawdę? Pochodzę z Hoenn i wszyscy bardzo szanujemy Stevena oraz jego rodzinę. Osobiście nigdy go nie spotkałam, nawet nie bardzo interesuję się jak przebiega jego kariera.- Elisabeth uśmiechnęła się do dziewczyny i ściszyła głos jakby chciała zdradzić jej największą tajemnicę- Powiem Ci coś. Moim ojcem jest Lance, Champion. Zapewne o nim słyszałaś. Ale nie chcę, żeby wszyscy wokół wiedzieli o tym, że jestem jego córcią.
Powiedziała rudowłosa delikatnie marszcząc swój nosek. Oczywiście powiedziała Celestii, że sama od jakiegoś czasu posiada partnera, ale pozostał w Hoenn. Co prawda nie miała przy sobie zdjęcia Angusa, ale opisała jak wygląda i przedstawiła dziewczynie historię jak otrzymała od niego Sylveon oraz Swablu. Przemilczała oczywiście w jaki sposób zakończyła się ich pierwsza wspólna noc.
Lisa z uwagą wysłuchała opowieści jaką opowiadała im właśnie Elsa, a słysząc o zaniknięciu Ursaringów zmarszczyła delikatnie swoje brwi. Co prawda nie znała się na biologii tych stworzeń, ale gdyby coś było nie tak nie pozostałaby obojętna na ich krzywdę. Ba! Gdyby sytuacja tego wymagała ruszyła by do boju z Abomasnowami.
- Ursaringi? Nigdy nie miałam do czynienia z tymi Pokemonami, ale... one chyba nie należą do najsłabszych. Prawda?
Zapytałam czekając na odpowiedź królowej.


.: dream team in progress :.
• Ponyta • Ralts • Vivillon •
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 24
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sro 04 Lut 2015, 11:48


Bal trwał dalej, inni goście bawili się zdecydowanie dobrze. Na parkiecie cały czas kręciły się pary tańczące do muzyki granej przez orkiestrę. Utwory raz były spokojniejsze, bardziej klasyczne, innym razem bardziej skoczne. Goście zdecydowanie cieszyli się na możliwość zabawy na zamku.
W tym czasie wasza czwórka słuchała opowieści o Ursaringach, którą opowiedziała wam sama królowa tej krainy. Kobieta uśmiechała się do was uroczo, jednak w kącika jej ust dostrzec można było delikatny smutek. Zdecydowanie bardzo przejmowała się historią, a raczej jej zakończeniem.
- Cóż, nigdy nic nie wiadomo. Wiem tylko, że od lat w Krainie Lodu był spokój. Nie chciałabym żeby cokolwiek go przerwało. Abomasnowy, czy nie... W tej chwili nie powinniśmy się niczym martwić. Kochani, bawcie się na balu, póki możemy świętować tę piękną porę roku, jaką jest zima! - Mówiąc to uśmiechnęła się do was szerzej i odeszła rozmawiać z resztą gości.
Cóż to wszystko mogło oznaczać? Czy historia miała się powtórzyć? Mieliście chwilę na przemyślenie wszystkiego, a także na odpoczynek na balu. Mogliście dalej stać w grupie, jakiej byliście, mogliście się rozejść. Parkiet, bufet... o wszystko na was czekało!



Kolejka

★ Mhrok ★
★ Wojas021 ★
★ Celestia ★
★ Szkot ★
★ MG ★




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 20
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   Sob 07 Lut 2015, 00:01

Z uwagą przysłuchiwałem się wypowiedzi Celestii dotyczących eeveelucji. Musiała mieć na ten temat sporą wiedzę.
- Tak masz rację. - opowiedziałem uśmiechem na uśmiech mojej rozmówczyni. - Co prawda nie ja mu dałem takie imię, ale po ewolucji będzie ono idealnie pasować.
Potem dziewczyna wspomniała o sposobie ewolucji Eevee w Umbreona.
- Masz rację, taka ewolucja jest dosyć ciężka. Przy Espeonie tego nie uświadczyłem, gdyż złapałem go już w tej formie. - odpowiedziałem, jednocześnie głaszcząc Shadowa po jego brązowym futerku - Jednak ja wierzę, że nam się uda. A nawet jeśli nie, to nie przestanę go kochać.

Przysłuchiwałem się odpowiedzi królowej Elsy na moje pytanie. Gdy mówiła wcześniej o zniknięciu Ursaringów, była zdenerwowała, trochę jakby przestraszona. Czyżby nie chciała nas mieszać w sprawy Krainy? Było to bardzo możliwe. Byliśmy tutaj jedynie nieznanymi innym gośćmi, więc mogła nie pokładać w nas zbytniego zaufania. - Jednak jeśliby tak było, to czemu nam o tym wspomniała. Wydawała się być bardzo zaniepokojona tym faktem - zastanawiałem się przez chwilę. - Cóż, pewnie miała jakiś sensowny powód i musimy go zaakceptować.
Postanowiłem na chwilę przestać o tym rozmyślać i zająć się przyjęciem. Celestia i Elisabeth najpierw zrobimy sobie wspólne zdjęcie, a teraz ze sobą rozmawiały. Wziąłem przykład z Rafaela i, tak jak on, ruszyłem w stronę stołu z alkoholami. Zauważyłem, że po spróbowaniu pewnego trunku wyglądał nie najlepiej. Chcąc tego uniknąć, zrezygnowałem z wyboru alkoholu i jak na razie uraczyłem się sporą szklaneczką soku pomarańczowego.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zimowy pałac.   

Powrót do góry Go down
 
Zimowy pałac.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rozgrywki :: Kraina Lodu-
Skocz do: