IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zapisy ZAMKNIĘTE.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 12:17

Więc. Jeśli twoja psychika jest na tyle skrzywdzona że postanowiłeś - tak, postanowiłeś. MAMY RÓWNO UPRAWNIENIE! Nie mam zamiaru pisać w dwóch formach, więc jeśli jesteś feministką - deal with it. Jeśli nie, czytaj dalej. Jak mówiłem (pisałem?), jeśli twoja psychika sprawia że sądzisz że to co chcesz zrobić jest dobrym pomysłem (nie twierdzę że nim nie jest...), to poniżej znajdziesz cyrogra...znaczy się, wzór zapisu. Jednak jako że jestem leniwy i nie chce mi się robić dwóch tematów, kilka zasad które masz znać dam tutaj. Złożenie zapisu = zaakceptowanie zasad i konsekwencji ich nie przestrzegania.

1. Głupota będzie karana. Dosłownie. Dostaniecie max 2 ostrzeżenia (max. ponieważ jeśli to będzie coś wyjątkowo głupiego, debilnego i pozbawionego jakiegokolwiek sensu, mogę nie dać żadnego)
2. Pod punkt 1 podpinamy pisanie typu "poszedłem tam, potknąłem się i złamałem nogę w 5 miejscach". Moją przyjemno...OBOWIĄZKIEM! jest pisanie co się dzieje z waszą postacią. Wy piszecie co chcecie robić/co robicie. Wszelkie efekty podjętych akcji to moje podwórko.
3. Walki. Lubię je, nagradzam oryginalność i pomysłowość, więc jeśli wykorzystujecie otoczenie, łączycie ataki, macie fajne pomysły - na pewno zostaniecie za to wynagrodzeni.
4. Oczywiście powyższy punkt działa w obie strony - za nudne taktyki typu "atakuj go ciągle Tackle'em" obniżam exp otrzymywany za walkę. Powód? Experience = Doświadczenie. Oryginalne taktyki, łączenie ataków, pomysłowość, innowacyjność - w mojej opinii tego typu walki pozwalają nauczyć się więcej i być przygotowanym na więcej później, więc pok staje się bardziej doświadczony. Logiczne, prawda?
5. Odpisy są zależne w pełni od was. W sensie ich długość, jakość. Jeżeli gracz odpisuje mi w 3-4 zdaniach, to nie będę pisał mu eseju na 10 stron, bo nie mam z czego...i nie chce mi się.

Teraz skoro już wiecie czego macie unikać, o to wasz Święty Graal...w sensie, on jest mój, pożyczam wam go tylko w celach rekrutacyjnych. TADAM!

Kod:

[b]Personalia[/b]:
[b]Wiek[/b]:
[b]Wygląd[/b]: Serio, wolę obrazek. Więcej mi to da a nie będę musiał czytać kolejnego bezsensownego punktu...
[b]Płeć[/b]:
[b]Starter[/b]:
[b]Profesja[/b]: Tylko dla ogólnych potrzeb. Nie ma problemu jeśli jesteś trenerem a chcesz mieć pokazy
[b]Miasto Startowe/Lokacja[/b]:
[b]Historia[/b]:
[b]Cel[/b]:
[b]Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie[/b]:
[b]Prośby[/b]: Nie gwarantuje że coś się z tego spełni, ale w nagrodę za dobrą grę z pewnością możecie na to liczyć.

To by było chyba na tyle...jeśli przypomnę coś sobie to założę temat z ogłoszeniami duszpasterskimi. Teraz macie wszystko czego potrzebujecie. Zapraszam.


Ostatnio zmieniony przez ReBorn dnia Czw 09 Lip 2015, 18:03, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leniu
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 136
Dołączył : 31/03/2014
Wiek : 22
Skąd : Okolice Łodzi

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 12:55

Personalia: Grey Michael Vincent
Wiek:18
Wygląd:
Płeć:Męska
Starter:Scyther
Profesja: Trener
Miasto Startowe/Lokacja:Hoenn miasto dowolne
Historia:Historia: Dzień jak co dzień. Wstałem wcześnie rano, włączyłem moją ulubiona audycję w radiu o pokemonach. Po wysychaniu jej usłyszałem głos dochodzący z kuchni. Głos mamy:
- Gray. Śniadanie.
Długo nie czekając ubrałem, umyłem się i zszedłem na śniadanie. Oczywiście było niezbyt smaczne bo mama potrafiła przypalić nawet wodę na herbatę. Podobno tata dobrze gotował lecz odszedł kiedy byłem jeszcze mały. Mama nigdy nie chciała o tym mówić. Dzień zapowiadał się pięknie lecz to co się wydarzyło na zawsze utkwi w mej pamięci. Po wyjściu z domu zaczepił mnie nasz Growlith który chciał się bawić lecz nie miałem czasu bo miałem iść z kuzynem na ryby który mieszkał dwa domy dalej. Spotkaliśmy się z Roranem i ruszyliśmy nad rzekę. Gdy rozsiedliśmy się wygodnie i zaczęliśmy łowić woda zaczęła zamarzać. Myślałem że to jakiś pok zrobił na psikusa lecz nagle lód pokrył całą wodę co dość dziwne bo w rzece nie żyły aż tak silne poki. Nagle doszły nas głosy z miasteczka wołające o pomoc. Nie czekając rzuciłem wędkę i zacząłem biec a mój kuzyn za mną. Gdy dobiegliśmy do miasta całe było pokryte lodem i opustoszałe. Domy splądrowane i opuszczone.
- Co tu się mogło stać – zadawaliśmy sobie to pytanie. Dopiero po chwili z piwnicy wyszła starsza pani którą dobrze znałem.
- Co tu się stało – spytałem lecz milczała. Dopiero po chwili usłyszałem odpowiedź:
- Zespół R zamroził miasto i zabrał wszystkich. Musicie ruszyć w ślad za nimi i ratować wszystkich – powiedziała po czym weszła z powrotem do piwnicy i wyniosła dwie paczki oraz wyręczyła nam po pokeballu.
- no już nie zwlekajcie powiedziała po czym wzięliśmy to co nam dała i ruszyliśmy w drogę.
Cel:Złapac wszystkie pokemony, skompletować najsilniejszy team i zniszczyć zespół R
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: Towarzysz to kuzyn Roran a wrogowie all Team R
Prośby: Dużo walk i ciekawe wątki :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 13:06

Nudzę się...fakt. Ale kolejna historia typu "Idę walczyć ze złem" to nie dla mnie. Postarałbyś się o coś oryginalnego i masz miejsce u mnie na pewno. Ale cos O-R-Y-G-I-N-A-L-N-E-G-O.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inui
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 1
Dołączył : 02/04/2014
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 16:39

Personalia: Yukino Harmonia Gropius
Wiek:17 lat
Wygląd:

Płeć: Kobieta
Starter: Poliwag
Profesja: Trener
Miasto Startowe/Lokacja: Unova/Lacunosa Town
Historia:

~ Rok 1996. Region Unova. ~

Na świat przychodzi zielonowłosa dziewczynka. Zapewne rodzina, a raczej ojciec dziecka byłby ogromnie ucieszony wiadomością przyjścia na świat swej córki, gdyby nie fakt, iż tego samego dnia matka Yukino, a zarazem żona Ghetsis'a, zmarła z powodu wylewu. Pogrzeb kobiety odbył się w zacisznym miejscu, bez żadnych świadków, tylko on, córka oraz adoptowany, czteroletni syn Natural. Potem udali się do Kwatery Głównej Zespołu Plazma, któremu przewodził właśnie Ghestsis, gdzie rodzeństwo zamknięte w zamku pełnym pokemonów miało zamiar być wychowywane.  I tak właśnie się stało. Starano się zająć dziećmi tak, by uważali świat niebezpieczny oraz okrutny dla dzikich stworzeń. Czy im się to uda? To się okaże w późniejszym czasie, jak obydwoje podrosną i się usamodzielnią.

~ 10 lat później. ~

- Panienko Yukino, proszę zejść z tego drzewa, już dosyć na dzisiaj zabawy z Pansage'm. - Rzekł ciemnowłosy młodzieniec w stronę dziewczynki wesoło bawiącej się na czubku drzewa z zieloną małpką.
- Daj mi jeszcze 10 minut Sai-chan, San-kun opowiada mi ciekawą historie. - To, że młoda Harmonia rozumiała mowę pokemonów nie było dziwne, skoro przebywała z nimi więcej czasu niż z normalnymi ludźmi.
- Nie mamy na to czasu, za chwilę odbędzie się koronacja panicza Gropius'a. Muszę cię jeszcze przyszykować, dlatego proszę, schodź już panienko.
- Niech ci będzie Sai-chan, tym razem się ciebie posłucham. - Odparła z uśmiechem na ustach młoda niewiasta, zwinnie zeskakując z drzewa. Widać, było, że cały dzień spędziła na zabawie w koronach tejże rośliny, gdyż miała pełno siniaków na nogach oraz podarte ubrania. Nastoletni kamerdyner cicho westchnął na ten widok, po czym wziął swą panienkę za ręke i ruszyli do jej komnaty.

Koronacja, a raczej przekazanie władzy nad drużyną Plazma, nie trwało długo. Tak szybko, jak się rozpoczęło, w takim samym tempie się skończyło. Yukino choć cały czas obserwowała co się dzieje, to myślami była zupełnie gdzieś indziej. Wspominała minione lata. Lubiła wracać wspomnieniami, do czasu, gdy ojciec przyprowadził do niej chłopaka z domu dziecka. Bardzo skryty, a zarazem nieśmiały Saitou, który miał wtedy około 13 lat, zmienił się dzięki wesołej naturze Yukino. Była zadowolona z tego, iż chłopak otworzył się przed nią, dzięki czemu mogła się z nim zaprzyjaźnić, ale najbardziej cieszyła ją, bliskość jaka była między nią samą, a nim. Choć, ta jego powaga nieco przeszkadza. Niech tylko dorośnie, wtedy go poderwie i sprawi, że będzie należał tylko do niej. Może to trochę egoistyczne, ale jest w końcu dzieckiem, zbytnio nie zna się na uczuciach. Kolejnym miłym wspomnieniem był widok zewnętrznego świata, tego poza murami zamku. Gdy osiągnie 17 lat, wyrwie się z tego zamknięcia, by móc zwiedzić wszelakie regiony. To cel Yukino, a zarazem marzenie.

- Panienko, ceremonia zakończona, wracajmy już do twego pokoju. - Słowa Saitou wyrwały dziewczynkę z rozmyśleń. Lekko nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na chłopaka, po czym wstała poprawiając swą purpurową sukienkę, którą wcześniej dla niej wybrał kamerdyner. Po raz kolejny tego samego dnia zniknęli w ciemności korytarzy Kwatery Głównej.

~ Rok 2013. Początek wiosny w regionie Unova. ~

Zielonowłosa dziewczyna żwawym krokiem przemierzała korytarze ogromnej posiadłości, jakim był zamek nazwany na cześć jej brata N'a. Na ustach 17 latki malował się uśmiech. Po dotarciu do niewielkich drzwi, wzięła głęboki wdech, a następnie energicznie otwierając je na oścież pojawiła się wprost przed swym ojcem, który siedział na czarnym jak smoła fotelu, a raczej tronie, bo tak, to bardziej wyglądało. Pomimo tego, że stracił swój tytuł, to nadal zachowywał się jak król, co nieco irytował Yukino, gdyż ciągle ją kontrolował.

- Ojcze, osiągnęłam już wiek swej dojrzałości, więc pozwól mi wyruszyć w podróż po świecie.. - Rzekła spokojnym tonem młoda Harmonia.
- Jesteś pewna, że chcesz wkroczyć w tą okrutną przestrzeń, gdzie ludzie zwani trenerami, wykorzystują oraz znęcają się nad swymi pokemonami?
- Tak, jestem na to gotowa, chciałabym dowiedzieć się więcej o tym, co mnie otacza, bym w przyszłości mogła pomóc  N'owi w stworzeniu lepszego świata.
- Dobrze... Ruszaj Yukino, razem z tobą pójdzie także Saitou, gdyż niebezpieczeństwo będzie czyhało na każdym twym kroku. Uważaj na siebie.
- Nie martw się o mnie ojcze, poradzę sobie. - Zapewniła krótkowłosa, po czym w pośpiechu wyszła z sali. Niemalże od razu pobiegła do swej komnaty, gdzie czekał na nią spakowany już kamerdyner.
- Mamy zielone światło Sai-chan, wreszcie możemy się uwolnić z tego więzienia. - Rzekła z radością w głosie. Tak właśnie rozpoczyna się przygoda Yukino, która nie ma pojęcia co ją może czekać po wyjściu z twierdzy, w której żyła prawie 17 lat.

Cel:
Przede wszystkim zapoznać się z otaczającym ją światem oraz tymi niby przesiąkniętymi złem ludźmi, inaczej mówiąc, zwiedzenia każdego regionu poczynając od całej Unovy. Przy okazji zamierza pomagać dzikim pokemonom, które będą w tarapatach.

Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:
Saitou Hajime, 23-letni prywatny kamerdyner oraz bliski przyjaciel Yukino, która oczywiście ma na niego chrapkę. No bo, kto by nie leciał na przystojnego, świetnie gotującego faceta?
Historii zaciekawej nie ma, do 13 roku życia wychowywał się w domu dziecka, potem zostal zabrany przez Ghestsisa, by służył jego córce. To wszystko co o nim wiadomo, a raczej to, co wie Yukino.
Jeżeli chodzi o je charakter, to ma naturę cierpliwego, a zarazem poważnego młodzieńca, który dobrze sobie zdaje sprawę z tego, co czuje do niego jego panienka, a jednak dla dobra swej pracy woli to ignorować, choć jest mu trudno się powstrzymywać w pewnych sytuacjach, zwłaszcza jak ta go prowokuje do działań... Nie może zaprzeczyć, także odczuwa jakieś zadurzenie w Harmonii. Dlatego, stara się trzymać emocje na wodzy, by się czasem na nią nie rzucić... Pomijając to, jest także pracowity oraz odpowiedzialny, pilnuje zawsze, by wszystko było na miejscu, a także uważa na to, co robi panienka. Stara się być zawsze przy niej. Na pewno nie ma charakteru gaduły, oj nie... Ten facet, gada tyle, ile potrzeba, nigdy za dużo, ani za mało. Punktualność, która jest w nim wrodzona irytuje Yukino, będącą śpiochem oraz spóźnialską.
Jako pokemona posiada Machamp'a sprowadzonego specjalnie z Kanto.
Prośby: ---
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 16:49

"No bo, kto by nie leciał na przystojnego, świetnie gotującego faceta?"
Ja bym się pewnie powstrzymał... xD

Gra będzie chora i zapewne totalnie patologiczna...

That being said...

Accepted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miktah
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 13
Dołączył : 02/04/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 16:59

Personalia: Antoinette 'Fenrir' Lokisdottir
Wiek: 16 lat
Wygląd:

Płeć: kobieta
Starter: Starly '
Profesja: trener
Miasto Startowe/Lokacja: Sinnoh, Canalave City
Historia: całe życie Nette kręci się wokół magii, mitologii oraz dziwacznych wierzeń jej rodziców. No, i jeszcze wokół zimna. Dziewczyna przez cały czas swego dorastania mieszkała wraz z rodziną w miejscu nazywanym przez tubylców 'Walhallą'. Właśnie przez tę jedną nazwę rodzicom Nette... krótko mówiąc, odbiło. Wyobrażali sobie, jakimi są wielkimi wojownikami i jakich wielkich czynów musieli dokonać, aby się tutaj dostać. Ojciec wmówił sobie nawet, że jest jednym z wcieleń nordyckiego boga, Lokiego, chociaż szybko porzucił tę myśl, gdy rodzina chciała wyrwać flaki bratu bliźniakowi Nette, Olafowi, i przywiązać nimi rodzica do skały, a następnie przywiesić nad nim węża... chociaż nie, ojciec dalej trwał przy swoim, tylko teraz już się tak z tym nie obnosił. Po tym wypadku dziewczynę zaczęto nazywać Fenrirem, zaś Olaf kazał mówić na siebie Jormungand. Zmienił nawet imię w urzędzie, byle tylko pozbyć się starego, zbyt powszechnego.
Zabawa rodziny nie spodobała się prawdziwym, nordyckim bogom, którzy w istocie sprawowali władzę nad miastem pod postaciami śmiertelników. Odyn, burmistrz, od razu chciał ich stracić, jednak okrutny i przebiegły Loki postanowił wystawić ich na próbę i podpisać z nimi pakt. Dostaliby część mocy istot, za jakie się uważali, a jeśli poradziliby sobie również z ich obowiązkami, mogliby zasiąść obok Odyna w jego pałacu, gdzieś w Asgardzie. Ludzie, jako istoty niezwykle chciwe, od razu zgodzili się na warunki. Odkąd zostali obdarzeni nowymi mocami ani razu nie widzieli Lokiego, który wyraźnie nie chciał wytłumaczyć im, na czym polegają ich nowe obowiązki... szybko więc zapomnieli o pakcie. Niestety, bogowie niekoniecznie.
Ojciec aka Loki2 zyskał moc przemiany w dowolne znane na świecie zwierzę. Matka, Sygin2, mogła od tamtej pory panować nad wężami, zaś Nette i Jor zostali... zwierzołakami. Dziewczyna mogła stawać się białą waderą, zaś Jor również białym, wielkim wężem, potrafiącym bez trudu powalić nawet dorosłego człowieka. Często chadzali na polowania, a lata mijały im... spokojnie.
Dopóki Loki znów nie zjawił się w ich domu. Zapytał, co z ich obowiązkami. Przerażona rodzina, w ataku paniki postanowiła użyć swoich mocy przeciwko bogowi, aby ten zostawił ich w spokoju. Wierzyli, że uda im się go pokonać... zamiast tego on samym niemal kiwnięciem palca zabił Lokiego2 oraz Sygin2, pozwalając ich dzieciom patrzeć, jak konają w cierpieniach. W końcu Nette jako pierwsza odważyła się zapytać, czy Loki pozwoli im chociaż zachować swe nowe moce. Pozwolił, ale pod jednym warunkiem. Rodzeństwo, nie mając wyboru, z góry się na niego zgodziło.
Okazało się, iż 'jedynym', co musieli zrobić, było zaniesienie 'ulepszonego' pierścienia Draupnira do Baldura w Nilflheimie, a następnie zaklęcie w pierścieniu jego duszy. Jeśli uda im się to zrobić, zachowają nie tylko swoje nowe moce, ale także życie. Bonusem był fakt, iż z Nilflheimu muszą przynieść duszę Baldura oraz... własnych rodziców. Tylko to może przywrócić im życie.
Nie czekając na wiele, dwójka rodzeństwa ruszyła. Nie wiedząc, w co się pakuje...
Kiedy mieli wypływać na jednym z drakkarów do Sinnoh, gdzie podobno był ktoś, kto wiedział, jak dostać się do Nilflheimu, zaczepił ich jakiś obcy. Przedstawił się jako Odyn (co nie spodobało się rodzeństwu po ich przygodzie z bogami) i powiedział, że również został przez Lokiego oszukany. Z Nilflheimu się nie wraca... mimo wszystko rodzeństwo zignorowało go. Tylko, że jednooki Odyn uczepił się ich jak rzep psiego ogona i po długich namowach w końcu pozwolili sobie pomóc. Obiecał, że zawiezie ich do Nilflheimu po tym, jak pomoże im wykonać pewną misję w Sinnoh. Po raz kolejny głupi albinosi zgodzili się na nową umowę, będąc ślepo przekonanymi, że Odyna spotkał podobny los co ich... i wierząc, iż on również posiada jakieś moce, które mogą przydać się im podczas podróży do Nilflheimu. W pojedynkę nigdy nie udałoby im się tam dostać, w dwójkę... także, ale trzy osoby być może przeżyją nawet pojedynek z demonicznym psem w Nilflheimie!
A Odyn cały czas miał naprawdę złe przeczucia co do tego pierścienia i misji powierzonej młodzikom przez Lokiego. Wiedział, że gdzieś jest haczyk, i nawet nie o sam Hilflheim chodziło... Loki pewnie chciał się nimi zabawić. Oby tylko jego obawy się nie sprawdziły.
Cel: dostanie się do Nilflheimu, by zakląć duszę Baldura w pierścień Draupnir oraz przywrócić do życia swoich rodziców.
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: brat bliźniak Jormungand 'Jor' Lokison, narwany i zawsze chętny do walki; tajemniczy, jednooki przyjaciel nazywany 'Odynem'.
Prośby: zostawiłam w historii dużo luk, które są wolną ręką do interpretacji dla MG i byłabym wdzięczna za kontynuowanie ich, wplecenie w historię. :) Oprócz tego prosiłabym o dużo nawiązań do kultury oraz mitologii skandynawskiej. ^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 17:22

Yare, Yare...kłopotliwe to będzie, ale zobaczymy...z pewnością jest tu coś oryginalnego.

Accepted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mintori
Zafascynowany Pokemonami
avatar

Napisanych : 63
Dołączył : 04/04/2014
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 17:56

Będzie śmiesznie <3
Personalia: Sebastian William Mackeznie, pieszczotliwie zwany przez Vegę "Sebem", jako trener szerzej znany jako "Railgun"
Wiek: 17 lat (urodzony 17.02.1997)
Wygląd: Teoretyczny wygląd, na który nie zwracaj uwagi, bo kompletny, prawidłowy rysunek będzie, jak będę miała dobry papier, ksero jest zUe
Jest dość wysokim siedemnastolatkiem, który na dodatek nie waży za dużo. Tak na oko 180 centymetrów wzrostu i 60 kilogramów wagi.
Posiada dość długie (mniej więcej sięgają do ramion) włosy w kolorze ciemnego miodu, które zaczesuje na prawą stronę twarzy oraz żółto-brązowe oczy, które... no cóż, pojawiły się u niego z niewiadomych powodów - oboje rodzice mają szare. Pewno jakaś cecha recesywna czy coś... ale przechodząc dalej... w budowie jego ciała wyróżnia się parę elementów. Przede wszystkim długie palce, zgrabnie tańczące po klawiaturze pianina. Na drugim miejscu jest szpiczasty podbródek, często zadarty do góry, by pokazać, że nie przejmuje się niczym i chodzi z podniesioną głową. Trzecią rzeczą charakterystyczną dla młodego Cornetta, jest dość wątła budowa ciała, która skrzętnie skrywa przed nieznajomymi jego wytrzymałość... chociaż racja, siła fizyczna drzemie w nim niewielka.
Ubrania... w tej kwestii nie trzeba się rozpisywać. Z domu wyszedł, biorąc ze sobą, oprócz bielizny, jeden komplet żałobny z wszechobecną czernią, dwa takie same komplety ubrań oraz trzeci na sobie. Jednakowe komplety składają się z jednej białej koszuli, beżowej marynarki z kieszenią na lewej piersi, długich jeansowych dzwonów oraz trampków. Często ma też zawiązaną w miejsce krawatu wstążkę - czerwoną lub pomarańczową, a we włosach czarne wsuwki. Czasami też zakłada spinki swojej matki (te czarno-żółte cholerstwa), czarno-żółtą bluzkę na długi rękaw, jeansy-rurki w kolorze czerni i wygodne czarne buty sportowe z żółtymi podeszwami.
Płeć: Samiec gatunku homo sapiens.
Starter: Fennekin
Profesja: W zasadzie to chyba trener łamane na osobę próbującą być jakimś herosem, ale cholera wie.
Miasto Startowe/Lokacja: Sinnoh, okolice Jubilife City
Historia: Jego historia zaczyna się dość zwyczajnie. Jego rodzice poznali się w pracy, a po kilku latach na świecie pojawił się owoc tej współpracy, mały Sebastian. Mniej więcej w tym samym okresie pomiędzy Lucianem a Cynthią Cornettami (byli wtedy mniej więcej rok po ślubie) zaczęło się coś psuć. Wszystko przez to, że mężczyzna był esperem.
Pozwólcie więc na drobne wyjaśnienie - esperzy to ludzie obdarzeni dodatkowymi umiejętnościami czy mocami... jak zwał, tak zwał, chociaż sami esperzy mówią na to "aura". Korzystają oni głównie ze zdolności postrzegania pozazmysłowego - dlatego większą część esperów stanowią telepatycy i telekinetycy.
Takim typowym esperem jest właśnie Lucian Cornett. Siedemnaście lat temu zaczął powoli tracić kontrolę nad swoją aurą, co spowodowało lawinę kłótni, zakończonych na sam koniec ucieczką matki z synkiem od mężczyzny, powracając przy tym do swojego panieńskiego nazwiska - Mackenzie.
W taki sposób minęło szesnaście lat życia Seba - nadzwyczaj zwyczajnych lat, podczas których chłopiec dorastał, poznając coraz dokładniej otaczający go świat, ludzi oraz Pokemony - szczególnie mocno zaprzyjaźnił się z Garchompem Cynthii, który non stop pilnował mieszkania.
To właśnie ten element ich życia był najdziwniejszy - smok praktycznie cały czas wyglądał przez okno lub stał na balkonie, szukając najdrobniejszego niebezpieczeństwa, natomiast jasnowłosa trenerka martwiła się za każdym razem, gdy jej syn wracał o wiele później do domu niż powinien. Sebastian sądził trochę, że oboje są nieco przewrażliwieni na punkcie bezpieczeństwa, ale nie minęło wiele czasu, żeby przekonał się, o co tak naprawdę chodziło...
Młody Cornett (a właściwie Mackenzie, ponieważ nosił nadal nazwisko panieńskie Cynthii) w wieku siedemnastu lat wracał do domu spóźniony... jak zawsze zresztą. Myślał o swoim treningu z małą Fennekin, którą otrzymał od swojej matki parę dni temu. W zasadzie współpracowało mu się z nią bardzo dobrze, o wiele lepiej niż z Garchompem... może dlatego, że była jego własnym Pokemonem?
Z rozmyślań wyrwało go dziwne, niebieskawe światło. Dopiero po chwili przypisał je stojącej tuż pod kamienicą, w której mieszkał, karetce. Precyzując - była to karetka, do której właśnie wkładano nosze z nieprzytomną i nieruchomą Cynthią.
Jasnowłosa trenerka nie wyglądała zbyt dobrze. Oprócz tego, iż była blada, na jej twarzy i ubraniu widać było krew, dużo krwi. Szczególnie dużo krwi Sebastian wychwycił na jej twarzy po prawej stronie, jednak najbardziej uderzyła go długość blond włosów. Od zawsze widział ją tylko i wyłącznie w długich. Teraz były krótkie i postrzępione.
Widząc to wszystko, nastolatek bez chwili wahania podbiegł do pojazdu, a dwie minuty później chwycił jej zimną dłoń.
---------------------
Siedział w kącie z podkurczonymi nogami. Jego spojrzenie było ponure. Po raz pierwszy odkąd nauczył się płynnie mówić, nie potrafił powiedzieć nawet jednego prostego zdania.
Przez cały czas myślał nad tym, co mówili lekarze na temat stanu jego matki.
Mówili oni ciągle to samo. Przede wszystkim o tym, że konieczne było usunięcie prawej gałki ocznej ze względu na rozległy uraz. Że uraz głowy był na tyle ciężki, że nie wiadomo, czy kobieta kiedykolwiek wybudzi się ze śpiączki. Że nawet, jeśli się z niej wybudzi, to rehabilitacja po wypadku będzie ciężka i kosztowna.
Myślał też nad pewnym listem, który znalazł, gdy wrócił w końcu do domu. Podpisany inicjałami "L.A.C." świstek papieru związany wstążką, z której powoli wydzielał się zapach lawendy. Zrobił pewien rekonesans wśród rzeczy matki, przez co wiedział już prawie wszystko o jej przeszłości, a zwłaszcza o swym ojcu, Lucianie Cornett. Wiedział też już, że wiadomość musiała być właśnie od niego.
Treść była zawiła. Mężczyzna wspominał w liście o jakiejś "aurze espera", o czymś, co nazwał "telekinezą". Nie za bardzo rozumiał te pojęcia, jednak pamiętnik matki wyjaśnił mu wszystko to, co ona sama wiedziała o esperach oraz o poprzedniej utracie kontroli jego ojca siedemnaście lat temu. Dowiedział się też, że pistolet, który znalazł, reaguje tylko w dłoniach osoby, która jest esperem. Ostrożnie trzymając broń w dłoni, zauważył, że lufa jest pokryta zaschniętą krwią.
W pewien sposób wydedukował, że aktualny stan Cynthii musi być sprawką będącego już w średnim wieku Cornetta. Postanowił więc coś z tym zrobić i wyruszyć w podróż, by dorwać ojca.
Cel: Dorwać ojca i powyciągać mu wszystkie flaki na wierzch (znaczy dowiedzieć się, co było jak i dlaczego, a potem zrobić mu to samo, co on zrobił Cynthii), doprowadzić do tego, żeby jakoś "wyrwać ze stanu śpiączki i przywrócić ją do stanu sprzed wypadku.
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:

Towarzysz: Lana "Vega" Skydiver:
Wygląd
Ma piętnaście lat i dość skomplikowaną historię - jest bowiem córką dwójki byłych komandorów Team Galactic (Mars i Saturna, precyzując), którzy po dziś dzień się ukrywają. Przez ten element swojego życia i ciągłą ucieczkę nie lubi opowiadać zbyt wiele o swoim życiu. Ludziom zazwyczaj wystarczy krótka bajeczka, przykładowo o zmarłych rodzicach. Nie jest też zbyt rozmowa, co skutecznie się dopełnia za gadatliwością Seba. Jest też dość nieśmiałą osobą - często rumieni się, gdy Seb prawi jej komplementy. Nawiasem mówiąc, to ona właśnie jako jedyna skraca jego imię do zwyczajnego "Seb".
Przejdźmy więc może do wyglądu. Ma mniej więcej sięgające do niezbyt dobrze rozwiniętego biustu włosy w dwóch kolorach - czarnym i czerwonym. Nie wiadomo, dlaczego tak się stało, ale są to jej naturalne barwy, obie odziedziczone po rodzicach (Tak, uznaję, że Saturn ma czarne włosy, niebieski jest beeee). Tak samo, czarne puste oczy... Jest dość chuda i wysoka (170cm i 48kg), wszystkie ubrania na niej wiszą...
Tak więc, co nosi? Zalezy od jej humoru. Najczęściej sięga po ciuchy w trzech kolorach: czarnym, białym i czerwonym. W jej ubiorze jedno jest pewne - glany, z których jeden ma czerwoną, a drugi białą sznurówkę.
Chce zostać koordynatorką, a jej starterem jest Snivy.
Bardzo ciekawą rzeczą jest to, że odziedziczyła aury esperskie obojga rodziców, co pozwala jej kontrolować wodę i ogień, jednak nie za bardzo wie, jak korzystać ze swoich zdolności.

Rywal: Lucian Cornett:

Lucian Cornett: Ojciec Seba, lat 41, były członek Elitarnej Czwórki Sinnoh, trener Psychicznych Pokemonów, esper (precyzując - telekinetyk z lekkim problemem w postaci niekontrolowania swoich mocy). Sam Sebastian nie wie o nim zbyt wiele, ponieważ Cynthia ukrywała przed nim jego istnienie. Podejrzewa go o próbę zamordowania matki.

Reszta rodziny:

Cynthia Mackenzie (po mężu: Cornett): matka Seba, lat 39, była mistrzyni regionu Sinnoh, obecnie pianistka, grywająca tam, gdzie z nieokreślonych i nagłych przyczyn potrzebują pianistki. Jest mniej więcej tego samego wzrostu, co jej syn (może o jakieś 5 centymetrów wyższa), przed wypadkiem miała długie blond włosy i szare oczy.
Aktualnie jest w stanie śpiączki pourazowej, jej włosy są ścięte na krótko (W zasadzie nie wiadomo, dlaczego), a jej prawa gałka oczna została usunięta ze względu na zakażenie rany oka. Nie wiadomo, czy się wybudzi, jednak Seb jest skłonny zrobić wszystko, byle tylko do tego doprowadzić.
Sam Sebastian nie za dużo wie o jej przeszłości, jednak większość wyczytał w jej pamiętnikach, które pani Cornett skrupulatnie prowadziła przez cały okres swego życia.

William Cornett: Brat Luciana, wujek Seba. Nie wiadomo o nim praktycznie nic, jedynie wzmianki w pamiętniku pani Cornett ukazały Sebowi, że taki człowiek w ogole istnieje i siedemnaście lat temu był członkiem Elitarnej Czwórki Jotho.
Prośby: Tak więc, mam dwie. Albo i trzy:
1. Akcja mniej więcej rozgrywałaby się jakoś 18 lat po wydarzeniach z gier dot. Sinnoh.
2. Vega może dojść... obojętnie, nie wiem nawet, kiedy miałaby wbić :P
3. Nie spieprz tego, błagam <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yami
Zafascynowany Pokemonami
avatar

Napisanych : 50
Dołączył : 01/04/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 18:11

Personalia: Yami "Inshire" Anomi
   Wiek: 19
   Wygląd:
   Płeć: Kobieta
   Starter: Togepi
   Profesja: Koordynator/Trener (Więcej pokazów, co nie oznacza, że nie może wbijać po odznaki)
   Miasto Startowe/Lokacja: Pallet Town
   Historia: Yami pochodzi z Pallet Town w regionie Kanto. Tutaj mieszała wraz z matką i wiecznie podróżującym ojcem. Z wyglądu nie wyróżniała się z tłumu, taka spokojna dziewczynka. Lubiła bawić się w domu lalkami. Czasami doglądała jaj pokemonów, które tata przywoził z dalekich stron. W ten sposób poznała typy jak i sposób życia niektórych z nich.
Jej życie było całkiem nudne do czasu, kiedy zaczęła chodzić do miejscowej szkoły. Przez pierwsze lata poznawała swoją klasę. Wiele dzieciaków było takich samych jak ona. Chętnie się z nimi bawiła. Miała dobry kontakt z innymi, nie miała wrogów ani problemów. Często spacerowała ulicami miasta patrząc na pokemony. Każdy z klasy chciał mieć własnego pupila, ale byli stanowczo za młodzi do opieki nad nimi. Zamiast tego organizowano wycieczki ze szkoły do miejscowego centrum pokemon czy laboratorium. Wszyscy odliczali czas do posiadania pokemona.
Po pięciu latach dołączył do ich klasy pewien dziwny chłopak o imieniu Moan. Od razu zaczął udowadniać przed Yami jaki to nie jest bystry, czego nie wie i czego to nie widział. Dziewczynka bardzo szybko miała go dosyć. Wolała jak nikt nie zwracał na nią większej uwagi. Nawet raz schowała się pod stołem, byleby go unikać - niestety i tam ją znalazł. Yami nawet nie chciała chodzić przez niego do szkoły... Ale za namową matki zaczęła go po prostu olewać. Przychodziło jej to z prawdziwym trudem, ale z czasem nauczyła się skrywać swoją niechęć w sercu. W trudnych chwilach zaciskała usta by nie uronić ani łzy.
W ostatniej klasie szkoły Maon przyszedł do szkoły z czymś co przypominało kraba. Przedstawił tego pokemona jako Krabby'ego. Każdy z świeżo upieczonej młodzieży był zachwycony tym stworzeniem... Poza Yami. Ona siedziała pod drzewem, patrząc z daleka na to co się dzieje. Nie miała zamiaru mieć bliskiego kontaktu z krabem. Dla niej nie był ani ładny ani jakiś specjalnie ekscytujący. Miała nadzieję, że chłopak nie podejdzie ze swoim podopiecznym, ale niestety musiał się przed nią pochwalić swoim pokemonem. Jęknęła głośno kiedy ten zaczął opowiadać jakie komendy już zna. Cała klasa wtórowała mu, dodając, że sami już niedługo będą mieli swoje pokemony. W końcu nie wytrzymała tego popisywania się. Oświadczyła wszystkim, że będzie miała takie stworzenie, którego nikt inny nie będzie miał. Wściekła pobiegła do domu.
Ojciec wrócił właśnie z podróży. Yami od razu zapytała o jakiegoś niespotykanego pokemona. Niezbyt wiedział co odpowiedzieć, dlatego poszedł z córką na hodowlę i dał jej dziwne jajko z krótkimi kończynami. Przedstawił je jako Togepi, omówił pokrótce jego umiejętności. Wytłumaczył, że w tutejszym regionie spotkanie tego pokemona graniczy z cudem. Pogłaskał na koniec swoją córkę i poszedł zajmować się jajkami, które miały się wkrótce wykluć. W ten sposób Yami została sam na sam z nowym towarzyszem. Stworzenie wyglądało całkiem zabawnie i radośnie. Pomachała łapkami jakby chciało wejść na ręce. Dziewczyna wzięła żywe jajko i pobiegła do pokoju. Przez całe popołudnie poznawała się z Togepi, które bardzo lubiło towarzystwo. Yami od matki wzięła PokeDex i zaczęła się uczyć swojego pokemona, jakkolwiek to brzmi.
Następnego dnia przyszła ze swoim podopiecznym w plecaku do szkoły. Nikt nie wierzył w to, że zdoła w ciągu 24 godzin zdobyć jakiś niespotykany okaz. Kilka osób też przyniosło swoje pokemony, ale wszystkie były często spotykane na terenie Kanto. Kiedy Yami otworzyła swój plecak, wyskoczyło z niego Togepi. Nikt nie mógł rozpoznać co to takiego. Moan szybko wyjął PokeDex nie wierząc własnym uszom. Po raz pierwszy poczuł się gorszy od dziewczyny, przez co uciekł z lekcji. Przez tydzień nie pokazywał się w szkole a dziewczyna mogła odetchnąć z ulgą... Później zaś było tylko gorzej. Moan chciał za wszelką cenę wzywać Yami na pojedynek, kiedy ta nie chciała się zgodzić. Uważała, że jej pokemon jest raczej do oglądania, niż walki - ale w zaciszu domowym ćwiczyła jej ruchy, by kiedyś móc stanąć do walki.
Jakimś cudem dziewczyna ukończyła szkołę nie walcząc ani razu. Zamiast tego wolała specjalizować się w pokazach koordynatorskich. Dlatego też postanowiła wyruszyć w swoją podróż...
   Cel: Posiadanie 10 wstążek, złapanie Igglybuffa, Eevee i wszystkich jego odmian. Udowodnienie Moanowi, że jest po prostu zdolniejszą od niego
   Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:
Moan Anshae - Odwieczny przeciwnik dziewczyny, od czasów szkolnych. Yami nigdy nie rozumiała dlaczego on jej tak nie lubi i uprzykrza jej życie. Zawsze wywyższał się w towarzystwie dziewczyny. Z jego powodu zaczęła zajmować się pokemonami, by pokazać, że jest w czymś lepsza od niego. Uchodzi za ładnego, jest z wieku Yami i jest w niej cicho zakochany (postać nie ma o tym bladego pojęcia!). Uważa, że jest dla niej idealny, dlatego musi być we wszystkim lepszy od niej. Posiada Krabby'ego.
   Prośby: Cierpliwość, tego nigdy za mało
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 19:04

Yare, Yare...Nienawidzę was za zmuszanie mnie do czytania. Obyście spłonęli w piekle za wasze grzechy.

Accepted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 19:22

Panna Inui zrezygnowała z gry, jest więc jeszcze jedno miejsce wolne. O ile nie przeszkadza wam "i"...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Początkujący Trener


Napisanych : 241
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 20
Skąd : Małopolskie

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 19:43

Personalia: Nadia Dynamo (Nova)
Wiek : 18 lat (w poprzednim życiu 999)
Wygląd : W tym życiu: Wysoka, szczupła i wysportowana dziewczyna. Ma czarne włosy z dwoma niebieskimi pasemkami po bokach oraz niebiesko-czerwone oczy (niebieskie tęczówki z czerwonymi obwódkami wokół źrenic). Zwykle ubiera się w swoje ulubione czarne dresy z żółtym lwem. Do tego czapka z daszkiem. 
W poprzednim życiu:https://redcdn.net/ihimg/a/img843/8162/9159.jpg
A tu dodatkowy opis: Postać ogólnie czarna, z charakterystycznymi kreskami po całej twarzy, z której zresztą ma tylko oczy. Są one niebieskie z czerwonymi tęczówkami. Włosy z niebieskimi pasemkami i końcówkami grzywki. Koniec ogona też niebieski oraz tego koloru są elementy ubioru. Wysokość zbliżona do ludzkiej, może trochę większa.
Płeć : Kobieta
Starter : Absol
Profesja : Trener
Miasto początkowe : jak woli mg
Historia : Hejka! Jestem Nadia Damsel, kiedyś Nova… No właśnie, kiedyś. Dość ciężka sytuacja, ale to moje obecne życie jest już moim drugim z kolei. Pamiętam doskonale wszystko co się kiedyś działo, kim byłam… Może niewiele się działo... Najwięcej wtedy to ja się uczyłam. Uczyłam, uczyłam bite 600 lat i nic więcej… Musiałam opanowywać różne rzeczy. Zaczynałam od prostego skupiania energii, potem przeszło do tworzenia żywiołowych kul, otaczania się magią, ochroną, walką wręcz i wzmacniania swojego ciała mocami. Chociaż z tego wszystkiego najbardziej lubiła eksplozje i walkę mieczem. Ćwiczyła, by mama i tata byli z niej dumnie, ale... Rodzice nie mieli dla mnie czasu, woleli zająć się swoimi obowiązkami. Ta ich robota wybierających opiekunów... Na czy polegała? Mieliśmy w specjalnej sali graficzny wgląd na różne światy. Jeden świat – jedna kulka. Robiło się na podstawie tego spis światów o najgorszej sytuacji, a po czym można było to poznać? Po kolorze. Od zielonego, przez żółty po czerwony, a światy u progu zniszczenia miewały nawet kolor czarny, jeśli za późno się zareagowało. W przypadku czerwonego i czarnego właśnie do akcji wkraczali moi rodzice, porządkując najpierw tam sytuację, a potem wśród milionów czy też miliardów mieszkańców świata wybierali tego jedynego, który miał potem pilnować by sytuacja w świecie się nie zepsuła – stąd określenie Wybierający Opiekunów. Dopóki nie narodziłam się ja to była ich tylko dwójka, potem zjawiłam się ja... Ich córka...

Ale właśnie co do mnie.... miałam mnóstwo wszelkich zakazów… Nie mogłam nigdzie wyjść po nasz jakże nudny pałac... Mimo iż ogromny to znałam już praktycznie każdy jego kąt. Zero urozmaiceń, zwierzaków... Miałam nawet strażników, którzy chodzili za mną krok w krok i jedyne miejsce, gdzie miałam spokój to była łazienka. Myślałam, że nie ma nic gorszego, ale później przekonałam się, że jednak jestem w błędzie... Nadeszła wojna. I to nie taka zwyczajna. Nazwano ją Wojną Światów. Opiekunowie światów, którzy rządzili innymi światami w niekoniecznie dobry sposób postanowili sprzeciwić się moim rodzicom. Bali się o swoje posady, które mogli w jakże łatwy sposób stracić samotnie, ale razem... mogliby dać radę. My też nie obyliśmy się bez wsparcia. Każdy, który zawdzięczał coś mojej rodzinie był gotów do walki. Każda strona gromadziła swoje siły i… zaczęło się... Nieustające bitwy, potyczki, mordy i rzezie. Efektem było totalne zniszczenie wielu światów lub ich trwałe uszkodzenie. Też brałam w tym udział, musiałam… Nie potrafiłam jeszcze do końca zapanować nad mocami, ale pomagałam ile miałam sił… Właśnie, ile miałam sił… W pewnym czasie miałam dość, chciałam to wszystko zakończyć bo bitew nie było końca. Moje imię Nova… Znaczy wybuchowa. Jako że we mnie zderzały się dwa zupełnie inne rodzaje energii rodziców (mroczna ojca i jasna matki) to moje moce były dość destrukcyjne. Udało mi się dostać w sam środek armii wroga. Jakież było ich zdziwienie… A potem przerażenie. Uwolniłam z siebie całą moją energię. Zostałam po tym absolutnie bez mocy. Nie spodziewałam się tego.. Moje ciało zaczęło się rozsypywać, ginąć. Zapomniałam, że to moc trzyma mnie przy życiu, że ja z niej jestem...
Ale co tu mówić o tym, kim kiedyś byłam. Potęgą? Może i tak! Wybierającym opiekunów? Tak, ale nic jeszcze z tego nie robiłam. Z czystym sumieniem więc mogę nazwać siebie szczęśliwym człowiekiem, gdyż tamtej męczarni już nie ma i to życie o wiele bardziej mi się podoba. Kochający rodzice, młodszy brat… Czego chcieć więcej?

Dzisiaj jest środa, moje osiemnaste urodziny…Wstałam normalnie, przebrałam się i siadłam przed komputerem. Muszę się przyznać, że „troszkę” go rozbudowałam. Niby wygląda normalnie, ale w szafkach czy na strychu są poukrywane dalsze części komputera, a wszystko to połączone mnóstwem kabli… Hackerstwo i tworzenie coraz to wymyślniejsze zabezpieczenia były moim odreagowaniem na to co kiedyś przeżyłam. Uwielbiałam to... W zależności od nastroju i zachcianki rzucałam wyzwania innym by pogłowili się nad zabezpieczeniami, które stworzyłam, a czasem dla własnej satysfakcji włamywałam się na wojskowe strony... To były moje ulubione, mają najciekawsze rzeczy, To oni pilnują największych tajemnic i je badają... Jeszcze podłączałam się do ich komunikatorów by móc posłuchać co o mnie mówią... Teksty „zróbcie kurwa coś z tym, nie no zajebać się idzie” przyprawiały mnie o napady śmiechu. Próbowali mnie blokować, hackować mój komputer, namierzyć mnie... nie udawało im się, gdyż zawsze błyskawicznie reagowałam i robiłam im żart w stylu zamienienie jakiejś formułki na tekst Justina Biebera. Przychodziły jednak czasem takie dni, w których nie miałam ochoty siedzieć cały czas w pokoju i chciałam po prostu pochodzić spokojnie po okolicach.... Ubrałam się, zjadłam coś na szybko i ruszyłam w kierunku wyjścia. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam pod nimi paczkę z napisem „Dla Nadii Damsel”. Zdziwiło mnie to. Jeszcze nikt nigdy nie wysłał do mnie żadnej paczki! Ani nawet listu! Wzięłam pakunek i poszłam do pokoju by go otworzyć. Rozrywam papier i widzę szare pudełko... Po momencie stwierdzam, ze nie ma w nim nic groźnego (przeszły przez moją głowę podejrzenia, że jednak namierzył mnie jakiś terrorysta). Uchyliłam jedno „ucho, a wtedy nagle.... coś mnie wessało. Nie wiedziałam jak to mogło stać się tak nagle, ale jednak! Straciłam przytomność i gdy się ocknęłam, to zauważyłam, ze leżę w jakiejś szklanej kapsule.
- Co? Gdzie ja...? - nie mogłam ze zdziwienia.
Czyżby moje spokojne życie właśnie miało się zakończyć? Gdzie ja trafiłam? 

Cele: Odzyskać dawne ciało, stać się potęgą, zdobyć władze nad światem
Towarzysze /wrogowie: Jak zdecyduje mg, no fajnie by od początku byl jakiś chłopak
Prośby : Ewentualne takowe najwyżej w trakcie, no jedyna to romans póki co
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 20:46

Hmmm...to było...dziwne...tak, dziwne. Zdecydowanie dziwne...ale...

...zobaczmy czy coś się z tego da ulepić. :)

Accepted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gravan
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 1
Dołączył : 04/04/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Kwi 2014, 21:37

Personalia: Matthew "Matt" Bradley
   Wiek: 18 lat
   Wygląd: Pierwszy rzut oka? Widzimy wysokiego, szczupłego młodzieńca z wyraźną opalenizną. Jego grafitowe włosy są układane ze starannością, chłopak sam je modeluje i cieniuje, sądząc ze szkoda pieniędzy na fryzjera. Złote oczy niezwykle bystre i przenikliwe, niektórzy mogą stwierdzić, że chłopak tymi oczami jest w stanie wejrzeć w ich duszę. Ubiór jest dosyć nietypowy, ponieważ o ile śliwkowa podkoszulka oraz niebieskie jeansy nie robią na nikim wrażenia, to już trzy skórzane paski oraz kurtka-bolerko, jakie noszą raczej kobiety już mogą dziwić. Brązowa kurtka z beżowym kołnierzem, pokryta w niektórych miejscach siatką jest zakładana raczej w porze deszczowej oraz gdy jest zimno. Na dłoniach zawsze nosi rowerowe rękawiczki z czarnej skóry z odsłoniętym tylko palcem wskazującym. Buty czarne sportowe, by nie uwierały podczas długich podróży. Oczywiście nieodłączną częścią ubioru jest zielony, pojemny plecak.
   Płeć: Mężczyzna
   Starter: Heracross
   Profesja: Trener
   Miasto Startowe: Kanto, Stone Town
   Historia: Matthew, Matthew, Matt. Czy ten chłopak ma jakąś historię? Za pewne w dniu urodzin, w ciepły lipcowy poranek, jego rodzice Liza i Shawn wyobrażali sobie, że właśnie na świat przyszedł genialny naukowiec albo wybitny sportowiec, błyskotliwy hazardzista. Po prostu ktoś, kto w końcu odmieni ich życie w biedzie. Czy rodzice mieli rację w swoich przypuszczeniach? Czy Matt cokolwiek będzie znaczył w przyszłości dla świata? Na te wszystkie pytania odpowiedzi przychodziły wraz z biegiem czasu. Jedno jest pewne - nigdy się w tej rodzinie nie przelewało. Ojciec z wykształcenia zegarmistrz, nie zbierał pokaźnych sum w małym miasteczku jakim jest Pallet Town, za to był jedynym zegarmistrzem w okolicy. Był to tak na prawdę argument, który nie pozwalał na rezygnację z tej pracy. Matka zaś pracowała w policji, jednak co się może dziać w tak spokojnym mieście jak Pallet Town? Nie była nikim specjalnym. Na takich jak ona mówiono "krawężnik", jej zadaniem było chodzenie i patrolowanie miasta. Nasze poczciwe Pallet Town z którego każdy dzieciak chciałby się jak najszybciej wyrwać, z braku większych atrakcji. Matthew ma również siostrę, zdrową śliczną dziewczynkę w wieku 4 lat, która na razie spędza beztroskie życie, bawiąc się z Bellsproutami w ogródku.
Powróćmy jednak do Matta, bo tak łatwiej wymówić, niż jego pełne imię. Do najbiedniejszych nie należał, ale nigdy też nie zaznał luksusu. Zwykle dzieciaki miały szanse wyrwać się z domu w wieku 10-12 lat i zostać mistrzami pokemon. Ba! Kto o tym nie marzył, kto nie mówił jakby było fajnie polatać na grzbiecie Charizarda? Niestety bohater naszej historii jest realistą. Nie marzył, on działał. Musiał się uczyć, wpajano mu, że ledwo co mamy do garnka wrzucić, przez co chłopak dorabiał, rozwoził gazety o poranku, a następnie uczył się do szkoły. Po szkole starannie odrabiał lekcje i dopiero mógł mieć czas dla siebie. Ten czas spędzał na obserwacji zachowań pokemonów domowych, czytając ciekawe artykuły. Wszystko to notował w zeszycie, niestety w wieku 12 lat, kilka kg papieru zagracało pokój na poddaszu. Chłopak postanowił za wszystkie swoje oszczędności kupić Pokenav. Rok później stracił już wszelkie nadzieje, że zostanie trenerem pokemon. Rodzice byli zdania, że z tego nie ma pieniędzy, że jest to zabawa dobra dla dzieciaków, mało kto się dostaje do elity skąd można zarabiać dobry pieniądz. Matt zaczął myśleć jak oni, jednak skrupulatnie uzupełniał wiedzę o pokemonach, jego Pokenav służył mu za pokedex innych dzieciaków. Dzień mijał za dniem, życie stało się monotonne. Same piątki w szkole, mnóstwo kolegów, ale żadnego przyjaciela, kilka dziewczyn na 2-3 tygodnie. Tutaj warto zatrzymać się na dłużej. W wieku 15 lat miał Jane. Co to była za kobieta. Niziutka, czerwone włosy, duże zielone oczy, piersi krągłe jak jabłuszka. Do tego styl ubierania - zawsze biodrówki, okalające jej kości biodrowe oraz top w jasnych kolorach, odsłaniające płaski brzuch. Kto nie chciał być z Jane? Była tylko rok młodsza. Matthew przeżywał przy niej swoje najlepsze chwile, wieczorem wychodzili na spacer w świetle księżyca, wymykali się ze swoich pokoi, zjeżdżając po linie, by pokąpać się w strumyku. Parę razy zatracili się w szaleństwie, zrywając z siebie ubrania. Matt był oczarowany, nie wiedział jak to się stało, że tak spokojny chłopak, dobrze ułożony, nie podejmujący pochopnych decyzji, mógł się spodobać szalonej, radosnej, pełnej energii, spontanicznej kobiecie. Może faktycznie jest w tym prawda, że podobieństwa się przyciągają? Sielanka trwała długo, w porównaniu do jego wcześniejszych związków. 21 lipca, dzień przed jego urodzinami, Jane dostała propozycję zostania trenerem pokemon, bo profesor Oak w końcu dostał odgórnie pokeball z upragnionym przez Nią Ekansem. Matt wiedział co to znaczy, pokłócili się bardzo mocno. Wiedział, że to już koniec, rodzice nie pozwolili mu na podróż. Wybili mu to z głowy, dając szlaban. Chłopak nawet nie pożegnał się ze swoją dziewczyną. Widział jedynie jak rano odchodziła z jakąś koleżanką w stronę Viridian. Nawet nie popatrzyła w stronę jego domu. Czuł że jest to koniec. Na chwilę zamknął oczy.
***
- Głupi jesteś? Czyli nie kochasz mnie! Wiedziałeś że chcę zostać trenerką pokemon a po skolekcjonowaniu 6 trujących pokemonów chcę zostać uczennicą Kogi! - krzyczała Jane.
- Skarbie...wiesz jakich mam rodziców. Nie mogę zostać trenerem pokemon, nie poczekasz na mnie 2 lat aż będę pełnoletni?
Jane popatrzyła na chłopaka jak na idiotę.
- Myślisz, że profesor Oak będzie czekał 2 lata z Ekansem? Jeśli go jutro nie odbiorę, to nigdy tego nie zrobię. Twoja decyzja. Ucieknij z domu.
- Mam młodszą siostrę, rodzice nie poradzą sobie beze mnie, muszą oboje pracować. Nie mam tyle kasy co Ty - Młodzieniec spuścił oczy, patrząc na kamienie.
- Dobranoc Matt - Jane odwróciła się na pięcie, nie całując go, nie tuląc. A on stał. Krople łez kapały jedna za drugą na podłoże. Były to łzy bezsilności.
***
Matt nosi w pustym portfelu zdjęcie Jane. Nie odzywała się już do niego, nie zdobyła również odpowiedniej ilości odznak by dostać się do Ligi. Wiedziałby o tym, a nikt jej nie poznał na tych zawodach. Chłopak ma szczerą nadzieję, że spotka ją na stadionie Kogi. Z drugiej strony boi się tego spotkania, bo nie wie co Ona mu powie, ani co On powinien powiedzieć jej. Przeprosić? Prosić o wybaczenie? Zaproponować aby została uczennicą na jego stadionie? Zapewne by go wyśmiała po tak długiej nieobecności. Matt nie miał już żadnej innej dziewczyny, nosząc Jane w sercu.
***
Wracając do rutynowego dnia, o poranku praca raz gazety a raz rozwożenie mleka. Wtedy pojawiły się pierwsze wąsy, ale nie przypadły mu do gustu, więc zawsze je goli, miał już prawie 17 lat, stwierdził że mężnieje, schował Pokenav głęboko pod łóżko i nie ruszał go już wcale. Stwierdził że te całe hobby jest na nic, że rodzice mieli racje. Myślał tak dopóki nie dostał zadania zlecenia dobrze płatnego u profesora Oaka. Miał dostać niezłą kasę, a rodzice byli coraz bardziej w potrzebie, brali kredyty. Jego zadanie polegało na doglądanie pokemonów świeżo co złapanych przez trenerów z okolic Pallet Town. Chłopak po prostu zafascynował się tymi różnorakimi okazami, których do tej pory nie widział. Geodude, Onix, Rhydon i wiele wiele innych. Praca trwała tydzień, przy wypłacie chłopak nawiązał rozmowę.
- Profesorze - zaczął nieśmiało - Czy jest szansa, żeby otworzyć nowy gym w naszym mieście?
- Oczywiście, wystarczy zdobyć licencję, wymyślić odznakę i pokonać przedstawiciela, który się tym zajmuje. Każde miasto może posiadać swój gym.
- Po pracy u Pana, stwierdziłem, że chciałbym aby w Naszym mieście był stadion. Ludzie by częściej tu przyjeżdżali, gospodarka by się rozwinęła. Nadawałbym się na lidera?
Profesor roześmiał się serdecznie, a Matt opuścił głowę, wyraźnie zasmucony.
- Matthew, głowa do góry. Myślę, że z Twoja wiedzą mógłbyś być liderem, ale aby do tego doszło musiałbyś zostać trenerem pokemon. Musisz nabrać doświadczenia. Za tydzień rozpoczyna się liga, jeszcze nie jest dla Ciebie za późno. Wpadnij rano po swojego pokemona, mam kilkanaście nowych nabytków, które rozdam. To się czuje, spojrzysz na pokeball i już będziesz wiedział, że tam jest Twój przyjaciel, który zawsze stanie w Twojej obronie. Jeśli się zdecydujesz, to zapraszam.
Matthew w zadumie już był na progu, gdy profesor go zawołał
- Matt. Myślę, że będziesz świetnym liderem w naszym mieście i jest to bardzo dobry pomysł. Mam nadzieję, że zobaczę Cię za tydzień.
***
Przez kolejne 5 dni młody mężczyzna chodził struty, bał się jak zareagują jego rodzice na jego decyzję, której sam do końca nie podjął. Z jednej strony wizja podróży, przerwanie monotonii, czas przygód, z drugiej wizja głodującej siostry, wściekłych rodziców i zaprzestanie edukacji. 6 dnia było to samo, serce waliło mu młotem, ponieważ miał czas do jutra, a dalej nie miał nic poukładane w swojej głowie. Jeden wielki chaos.
Na wieczornej kolacji, po zjedzeniu marchewki z groszkiem, ryżu i małej porcji mięsa, w końcu się odważył.
- Mamo, Tato. Jutro zamierzam wyruszyć w trasę.
- Do Viridian?
- Dłuższą.
Zapadła krótka chwila ciszy, jednak dla Matthew'a była to wieczność.
- Od jutra będę trenerem pokemon. nadam się, mam ogromne notatki na temat pokemonów żyjących w naszych okolicach. Trawiaste, trujące, normalne, latające i wodne nie mają przede mną żadnych tajemnic. A za rok, po zakończeniu ligi będę miał kasę na założenie stadionu. Profesor Oak mi na pewno pomoże.
- Zwariował, no kompletnie oszalał!!
- Wszystko przemyślałem. Gdy tylko coś zarobię podczas podróży, to od razu przyślę Wam na konto. Jutro z rana ruszam, nie zabieram ze sobą nic oprócz mojej kabury, Pokenava z nr Waszego konta i ubrań. Jutro rusza kilka innych osób razem ze mną, więc nic mi nie będzie.
- Nie zgadzamy się.
Ojciec był stanowczy, przez kolejne 10, 15 minut, potem przez godzinę wałkowali ten sam temat. Matt wyciągał tysiące argumentów, Oni natomiast dwa tysiące kontrargumentów. W końcu dali za wygraną komentując to "jesteś już dorosły, rób jak uważasz. Mam nadzieję, że wiesz co robisz". Matthew grzecznie podziękował za zaakceptowanie decyzji.
***
Noc była ciężka. Chłopak przewracał się z boku na bok, nie mogąc usnąć. Nie wiedział czy czuł się źle że po raz pierwszy sprzeciwił się swoim rodzicom, czy może miał obawy dotyczące podróży. W końcu on nie umie się bić, jest chudy, każdy może go w każdej chwili okraść. To był czysty blef, że razem z Nim ruszą inni, jednak chciał uspokoić rodziców. Prawda była taka, że faktycznie profesor coś wspominał, że rusza więcej osób, ale pewnie każdy rozejdzie się w swoim kierunku. Z tego wszystkiego postanowił wymknąć się z domu, tak jak za dawnych czasów, po linie. Poszedł nad strumyk, gdzie szaleli razem z Jane. Chłopak na same wspomnienia uronił łezkę tęsknoty, chociaż publicznie nie dawał po sobie tego poznać. Niespodziewanie, ponieważ była druga w nocy, usiadł obok Niego ojciec Jane - wysoki, równie uśmiechnięty jak Ona, z tymi samymi zielonymi oczami. Złapał go za ramię.
- Cześć Matt, mogę dołączyć? Wracam z roboty, a w taką piękną noc szkoda kłaść się spać - Patrick był kolegą matki Matta, również krawężnik pod dowództwem Jenny.
- Wi-witam Pana, jasne. - Matt szybko przetarł oczy, mężczyzna uśmiechnął widząc to.
- Liza mi powiedziała, że wyruszasz jutro w podróż pokemon. Jakbyś gdzieś spotkał Jane...- starszy pan na chwile zrobił przerwę, widząc jak Matt reaguje na to słowo, przygryzając wargi, patrząc się na wolno płynący strumyk - to powiedz, że nie gniewamy się na nią i czekamy w domu.
Matthew wyraźnie się ożywił, nie zwlekając z odpowiedzią.
- Jak to? Coś się stało?
- Nie rozmawianie już tak? - Matthew nie musiał odpowiadać, jego mina mówiła wszystko - więc powiem Ci że w pierwszym roku swojej wędrówki uzbierała tylko 4 odznaki, bo uparła się, że będzie trenować tylko Trujące pokemony. Miała Ekansa, Croagunka i Gastly`ego. Z tym nie zwojowała ligi. Nie wróciła do rodzinnego miasta, bojąc się krytyki i śmiechów. Została w podróży i tylko potajemnie zgłosiła się do profesora Oaka, by zarejestrował ją do kolejnego sezonu. Wtedy poszło jej lepiej, podobno miała już Arboka, Toxicroaka, Hauntera i Drapiona, jednak i tym razem zdobyła tylko 6 odznak. Podobno Koga był zachwycony jej trującymi pokemonami, a ona zawsze chciała się u niego szkolić. Jak wiemy, rejestracja trenerów jest do jutra, więc jutro się dowiemy od profesora czy znów startuje jako trener czy może została u Kogi. Strasznie się o to pokłóciliśmy, nie chcieliśmy by została u nie wiadomo kogo...wiesz...oczko w głowie tatusia. Przykro nam jest że nie chce wrócić do Pallet Town.
- Proszę Pana...jeśli ją spotkam postaram się przekazać Pańskie słowa, ale nie obiecuję, że wróci. Ma dopiero 18 lat, ale dobrze wie czego chce w życiu. Niech Pan trzyma za mnie kciuki. Jeśli zajmę dobre miejsce na mistrzostwach, będę mógł otworzyć własny stadion, a wtedy na pewno sprowadzę ją do naszego miasteczka.
- Dzięki Matt, dobry z Ciebie chłopak.
"Krawężnik" wstał, pożegnał się i ruszył w stronę domu pogwizdując, a Matt miał jeszcze większy burdel w głowie. Wiedział, że jego obietnica jest bez pokrycia i prawie niemożliwa do wykonania. W końcu był totalnym laikiem jako trener pokemon, a takim nie dają budować stadionów i być ich liderem.
Gdy się ochłodziło, młodzian wstał i ruszył wolnym krokiem do domu. Musiało być już koło 4, bo słońce powoli wyłaniało się ku horyzontowi.
Zasnął dopiero koło 5 nad ranem, nie minęła jego zdaniem sekunda odkąd zamknął oczy, a musiał wstawać. Z wielkim żalem i soczystym przekleństwem na ustach, co nie zdarza mu się za często, wyłączył budzik. Ubrał się ciepło, zadbał o swoją fryzurę, nałożył wygodne adidasy, zabrał spod łóżka swój Pokenav i ruszył do profesora. Słońce przyjemnie ogrzewało mu twarz.
Serce waliło mu jak młot, kiedy opuszczał malutkie laboratorium profesora. Niby był to zwyczajny dzień, nie różniący się niczym od wszystkich pozostałych, a jednak było w nim coś wyjątkowego. Otóż ta właśnie słoneczna niedziela była dniem, w którym wyruszył w podróż, jak każdy trener. Profesor był na tyle dobry, że dał mu również pokedex i pięć pokeballi, a także trochę pieniędzy, polecając mu, aby się nie martwił i uznał je za premię za wykonaną pracę. Heracross stał obok niego, przyglądając mu się nieco podejrzliwie, jakby chciał ocenić, jaki będzie z niego trener. Uznał chyba jednak, że nie ma co stwierdzać, jaka jest książka, po samym widoku okładki, bo uśmiechnął się, żeby wywołać dobre pierwsze wrażenie. Podziękował profesorowi za pokemona i wyszedł, zapewniając, że będzie się o niego troszczyć.
   Cel: W pierwszych etapach podróży chciałby sprawdzić się jako trener pokemon, sprawdzić taktyki i możliwości pokemonów od innych trenerów. Celem głównym jest sprawdzenie się na turnieju o mistrza pokemon.
Celem na dalsza przyszłość jest otworzenie własnego gymu w tzw. "MixGym" w rodzinnym mieście.
   Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: ---
   Prośby: Chciałbym narazie grać tylko w regionie Kanto, ewentualnie później wyspy pomarańczowe i w dalszej przyszłości inne regiony. Moja wiedza kończy się na 4 generacji, więc prosiłbym, żeby pokemony z wyższych generacji nie występowały w mojej przygodzie. No i oczywiście, proszę o ciekawą grę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Wto 29 Kwi 2014, 11:36

2 miejsca otwarte. Jeżeli ktoś chce, zapraszam do zapisów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha
Zafascynowany Pokemonami


Napisanych : 71
Dołączył : 02/05/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 02 Maj 2014, 22:09

Personalia: Misha Invierno
Wiek: 18
Wygląd: KLIK :3
Płeć: Kobieta
Starter: Chciałabym zdobyć go dopiero na fabule (typu do wyboru z trzech u profesor blabla), jestem otarta na propozycje :3
Profesja: Trener
Miasto Startowe/Lokacja: Snowpoint City, Sinnoh
Historia: Do jednego z górskich sierocińców trafiły dwie malutkie dziewczynki. Jedna znaleziona na śmietniku, druga straciła rodzinę. Pierwsza była starsza o rok i miała na imię Jessica. Druga zaś, której rodzice zmarli w wyniku wypadku samochodowego nazywała się Misha. Dziewczynki bardzo różniły się od siebie, były jednak nierozłączne. Bawiły się razem, chodziły wszędzie razem,nawet razem spały. Dzieliły się wszystkim. Czy to zabawka czy to jedzenie, dla nich nic nie było osobiste. Były jak siostry, tak też siebie nazywały. Między nimi nie było tajemnic... Może poza jedną. Misha była przekonana, że to ona jest tą, którą znaleziono na śmietniku, a Jess myślała, że to jej rodzice zmarli. To przez przypadkowe zamieszanie w papierach. Do tego wrócimy później, dobrze? Jessica uważała Mishe za lepszą. Możliwe, że tak też było. Wszystko co robiła Misha było niemal perfekcyjne. Jess była przez to zazdrosna i zła, ale jej "siostra" nie zauważała tego. I tak minęły lata. Między nimi nic się nie zmieniło. Były dalej nierozłączne, jak siostry, lecz w sercu Jess było coś, o czym Misha nie wiedziała. Wszystko zmieniło się w dniu 18 urodzin przyjaciółki Mishy.  Wtedy właśnie dowiedziały się prawdy o swoim pochodzeniu. Doszło między nimi do kłótni. Misha starała się uspokoić siostrę, lecz nie udało jej się. Jessica nie wytrzymała, wpadła w szał. Powiedziała, że nienawidzi Mishy i tego miejsca i ruszyła w podróż. Tak po prostu. Bez słowa pożegnania. Uciekła. Wiadome było, że przed odejściem dostała swojego pierwszego pokemona. I od tamtego czasu Misha jej nie widziała. Było je z tym bardzo źle. Chciała odszukać przyjaciółkę. Rok później mogła to zrobić. Pożegnała się ze wszystkimi i odeszła z sierocińca. Jej pierwszym celem było zdobycie pokemona, a kolejnym: odszukanie siostry.
Cel: Głównie odszukać swoją przyjaciółkę i spróbować ją odzyskać.
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:
- Jessica Black [bo załóżmy że tak będzie mieć na nazwisko.]
Prośby: Chyba nie :3 Jednak proszę, by w poszukiwaniach łatwo nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 02 Maj 2014, 23:38

Ech...Misha, Misha, Misha...

Kochana. Moja Kochana. Co ja mam z tobą zrobić?

Z jednej strony, historia średnio mnie przekonuje. Nie wygląda to zbyt oryginalnie, historia mnie nie powaliła na kolana...na pierwszy rzut oka naprawdę nie wyszło to idealnie...

Z drugiej...jest w tym coś. Jest w tym coś co sprawiło że pytałem 4 osoby o pomoc w podjęciu decyzji. Bo jest w tym coś co sprawiło że spodobał mi się twój zapis i miałem spore problemy ze stwierdzeniem ostatecznego werdyktu. W jakiś sposób zahaczyłaś się w moim umyśle i nie dało się ciebie od tak zrzucić...

Historia wydaje się banalna, prosta i nieoryginalna - ale jednocześnie sam osobiście jeszcze się z czymś takim nie spotkałem, ani jako MG, ani jako gracz, ani nie widziałem podobnego zapisu u żadnego MG którego dział przeglądałem nie ważne na jakim forum. Jej prostota w pewien sposób jest oryginalna...wciąż jednak nie jest tym czego się normalnie spodziewam zobaczyć w zapisie...

Cel - patrząc na zapis widziałem że cel nie będzie skomplikowany. Ale jak przeczytałem, zobaczyłem ile jest z tym zapisem do zrobienia. Tyle fajnych opcji...praktycznie nie widzę scenariusza który nie mógłby wypalić z tym pomysłem i celem. Czy jest to do końca tak realne jak mi się wydaje? Przecież taki cel nie jest trudno zrealizować...a co dalej? Co po tym jak ją odzyskasz, co może nie być aż tak czasochłonne jak mogłoby się wydawać?

Koniec końców, czas podjąć decyzję, prawda? Wiele za, wiele przeciw...NAJGORSZA decyzja jaką musiałem podjąć. Jak do tej pory decyzje były proste i klarowne, w przeciwieństwie do ciebie...

Decyzja:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
EgRed
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 6
Dołączył : 01/05/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 09 Maj 2014, 16:24



Personalia:
Dan Rascal

Wiek:
16 lat

Wygląd:
Dan jest dość sporym nastolatkiem, nie tylko z uwagi na swoją widoczną wagę ale również wzrost. Chłopiec ma metr osiemdziesiąt jeden, a waga wykracza sporo poza normę. Jednak on sam się tym nie przejmuje i jest mu dobrze tak jak jest.
Skóra Rascala jest lekko kremowa z małą ilością pieprzyków na całym ciele. Włosy chłopca są czarne, wycięte dość fantazyjnie i spięte na czubku głowy przypominają ananasa. Rysy chłopca są delikatne, a nos mały, ale gruby. Duże czarne oczy zazwyczaj na wszystko patrzą ze zdziwieniem.
Dan najczęściej nosi koszulki z różnymi pokemonami, których typy uwielbia, do tego ma spodnie zależne od pogody. Gdy jest zimniej nie zawaha się założyć bezrękawnik. A i najważniejsze nigdy nie rozstaje się ze swoim Xtransceiver’em.

Płeć:
Mężczyzna

Starter:


Profesja:
Były hodowca a raczej pomocnik, aktualnie trener.

Miasto Startowe/Lokacja:
Centrum pokemon gdzieś na drodze z Nimbasy do Casteli.

Historia:
Dan od małego był dobrym chłopcem, lub po prostu cichym dzieckiem i to mu nawet zostało do dziś ale nie o tym mowa. Rascal gdy był młody większość czasu spędzał wśród znajomych, jednak zawsze wykonywał swoje obowiązki w domu przy pomocy z pokemonami. Ponieważ jego rodzice to znani hodowcy on sam od małego miał styczność ze stworkami i wszelkimi elementami ich dojrzewania. Jednak mając coś cały czas Dan nie odczuwał takiego zafascynowania pokemonami jak jego rówieśnicy, którzy już nie mogli się doczekać kiedy tylko dostaną swoje pierwsze pokemony i rusza w świat lub osiądą w mieście, ale tym razem będą już mieli swoje stworki. Rascal nigdy jakoś nie oczekiwał momentu w którym otrzyma pierwszego pokemona i gdy coraz to kolejni znajomi zyskiwali swoich nowych przyjaciół Dan coraz bardziej się od nich oddalał i coraz więcej czasu spędzał w hodowli swoich rodziców. Tam właśnie spotkał go! Swojego nowego przyjaciela! Cryogonal pojawił się wraz ze śniegiem w zimę i od tamtego czasu został wraz z Danem, aż do teraz. Jednak nie tylko to się wydarzyło przez te ostatnie cztery lata…
Chłopiec dorastał i z dzieciaczka powoli stawał się nastolatkiem. Rósł wraz ze swoim pokemonem, który od pewnego czasu zaczął mu towarzyszyć. Dzięki czemu Rascal wreszcie zrozumiał o co chodziło jego kolegom. Jednak było już za późno. Większość znajomych już dawno wyjechała z miasta, nawet ta co została, przeprowadziłą się i zniknęła z jego życia. Zapewne tak by było gdyby nie Jack. Jeden z jego starych znajomych, który prawdopodobnie jako jeden z ostatnich ostał się w mieście.
Jack Shuffler od małego uznawany był za niezdarnego i mało ogarniętego chłopca, który częściej żył marzeniami niż realnym światem. Zawsze trzymał się na uboczu pośród znajomych co jakiś czas mówiąc coś głupiego i później się z tego śmiejąć. Stąd też wzięło się jego przezwisko “Mu” które pochodzi od pokemona Munna. Jednak z czasem Jack zaczął jak każdy chłopiec dorastać chociaż nadał głowe miał w chmurach, to nie pozostawał już dłużej na uboczu. A jego niezdarność przerodziła się po prostu w brak uwagi bo cały czas myślał o czymś innym…
Spotkanie po latach dwójki chłopców było efektem rozkojarzenia Jacka, który wpadł na Dana gdy ten wychodził ze sklepu z karmą dla pokemonów. Zwykły przypadek, który w późniejszym czasie zupełnie odmieni życie naszego bohatera jednak zanim do tego dojdzie minie jeszcze odrobinę czasu. Dan bardziej dorośnie i zacieśni swoje więzy z Jackiem, aby później wszystko zniszczyć. Jednak nie zniszczy tego sam Rascal a kłamliwy Shuffler, który wpadł w złe towarzystwo i jedynie przez cały czas wykorzystywał naszego bohatera. Młodego i naiwnego chłopaka, który myślał, że znów znalazł przyjaciela. Lecz ten go wykorzystał podle kradnąc jego wiedzę i wmawiając mu, że pomaga przy opiece bezdomnych pokemonów. Dan wierząc w to co słyszał pomagał Jackowi. Trenował pokemony i przywracał je do świetnej kondycji, po czym oddawał dobrym ludziom którzy przychodzili aby adoptować pokemony. Tak jest wszystko wydawało mu się takie piękne i proste, jednak gdy pewnego dnia poznał prawdę, że pokemony najczęściej nie były porzucone lub też zagubione, a skradzione lub brutalnie pochwycone.. Opieka nie miała na celu przywróceniu ich do świetnej kondycji, a jedynie przygotować do dalszych treningów oraz oswoić je przed kolejnymi zadaniami, które nie były niczym dobrym. Co gorsza jego kolega Jack sam wymyślił całą akcję, jednak to nie on był przywódca R.U.S.T. Grupy przestępczej działającej w paru miastach Unovy. Organizacja ta posiada cztery odłamy każdy podlega jednemu z czterech liderów, a od pierwszych liter ich imion powstała nazwa całej organizacji. Dan jeszcze do końca nie wie jak Jack wplątał się w takie towarzystwo oraz nigdy nie widział żadnego lidera jedynie cztery cienie. Jednak Rascal postanowił, że organizacja zapłaci mu za wykorzystanie go! Być może nie zniszczy całej struktury gangu, jednak na pewno postara się aby komórka do której należy jego były przyjaciel już nigdy nie wykorzystywała ludzi.
Dlatego nastolatek pewnego dnia opóścił miasto i udał się na wyprawę. Nie był to pościg, ponieważ był jeszcze za słaby. To był zaledwie początek przygody, która miała mu pomóc w osiągnięciu celu. Odpowiedni rodzaj treningiu połączony z przygodą, miał go przygotować na ostateczne starcie, które kiedyś nadejdzie, tylko jeszcze nie wiadomo kiedy.

Cel:
Stać się silniejszym.
Rozprawić się z  R.U.S.T.

Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:

Jack Shuffler
Starter: Solosis

Prośby:
Proszę o przyjęcie bo wiem, że historia jak i cała kp nie powala :<
Czy dało by radę aby mój Cryogonal był większy niż zwykłe? Tak nie wiem miał z 2.2m?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 09 Maj 2014, 16:40

Cóż, sam szkielet historii nie jest oryginalny, ale ładnie go ubrałeś C: Przyjmuję C:

Co do prośby, Szkot wyraziła zgodę, więc twój Cry będzie miał ok. 2.2-2.5m C:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mintori
Zafascynowany Pokemonami
avatar

Napisanych : 63
Dołączył : 04/04/2014
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 04 Lip 2014, 10:54

Mam dwie wiadomości. Dobra - wracam. Zła - z inną historią. Widzę, że na razie masz 3 graczy w dziale, więc zaryzykuję i złożę zapis C: Na historię nie zwracaj uwagi ;-;

Personalia: Mintori Suzuki (zwana po prostu Mint lub Tori)
Wiek: 14 lat
Wygląd: (tu taka ściągawka z innego forum, bo nie chce mi się znów opisywać, a obrazka jeszcze nie zrobiłam xD)
 *Kolor włosów: Blond i miętowymi pasemkami
 *Fryzura: Z przodu wszystko (prócz grzywki) sięga tak mniej więcej do brody, jest mocno wycieniowane i się plącze, natomiast z tyłu ma prostego kuca.
 *Kolor oczu: Szare, ale nosi zielone soczewki
 *Typ budowy: Metr sześćdziesiąt wzrostu, 52 kilo żywej wagi. Szczupła, można wręcz powiedzieć, że za szczupła... i nic więcej.
 *Ubiór alternatywny: Takie coś | Długi biały szalik, miętowa i dość luźna bluzka na ramiączkach, krótkie, białe spodnie, miętowe klapki japonki oraz rękawiczki z siatki bez palców | W razie co ma także przy sobie miętowe bikini, czarny płaszcz przeciwdeszczowy i trochę bielizny na zmianę.
 *Akcesoria: Pamiętnik, wygodny, zielony plecak, telefon

Płeć: Kobieta, aw ;w;
Starter: Spinarak
Profesja: Trenerka
Miasto Startowe/Lokacja: Ecruteak w Jotho
Historia:
Historii to nie ma zbyt ciekawej. Pochodzi z rodziny trenerów... ale nie byle jakich. Jej kuzynka (której, notabene, nasza kochana Tori nie cierpi i pewnego dnia podrapała ją po twarzy w taki sposób, że ślady są do dzisiaj widoczne i skrzętnie zakrywane), niejaka Cynthia, została nawet mistrzynią w którymś z regionów (Sinnoh, chociaż... może w innym, pamięć ludzka bywa zawodna). Przejdźmy zatem do opisu zwyczajów rodzinki, jeśli chodzi o początkujących trenerów.
Dla każdego z Suzukich w dniu piątych urodzin jest sporządzana specjalna, spersonalizowana lista piętnastu Pokemonów, natomiast w dniu, w którym dana osoba wyrusza w podróż, dostaje ona piętnaście Pokeballi, z których musi wybrać jeden. W każdym z nich znajduje się Pokemon z listy, a gdy zostaje wybrany przez świeżego trenera, zostaje jego starterem. Nie można go zmienić... jak to się mówi, albo przyjmujesz porażkę na klatę, albo wypad z rodziny. Przypadki zrealizowania drugiej opcji zdarzały się bardzo rzadko, ale nawet najbardziej uparci z rodu Suzuki w końcu się przełamywali i dawali sobie radę, stając się tymi, przed którymi drżeli byle trenerzy... jednak nadszedł czas miętowej apokalipsy.
Mintori wybrała Spinaraka. Oczywiście w liście przeznaczonych dla niej Pokemonów maczała palce jej (nie)ukochana kuzynka i przemyciła aż osiem różnych gatunków stawonogów, których to mała Tori się brzydziła. No i trafiła. Biedne dziewczę wyruszyło w podróż z postanowieniem, że kiedyś dorwie ukochana blond kuzyneczkę, a jednocześnie zostanie trenerką zdolną do skopania jej tyłka. Amen.

Cel: Chce skopać tyłki wszystkim mistrzom wszystkich regionów, a w szczególności Cynthii. Proste i banalne, nie? No i przy okazji chce się dobrze bawić
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: Towarzyszy niet, ale jeśli ReB ma pomysł, to Mint się dostosuje :3 Wrogowie? Uznajmy, że jest nim Cynthia, czyli mistrzyni Sinnoh. Żelki? Nieeeeee.
Prośby: Null
To chyba wszystko, nie? ._. :SSSsss: 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sob 05 Lip 2014, 23:11

Czy ty masz jakiś dziwny fetysz z Cynthią? o:

Accepted.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornel
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 362
Dołączył : 10/07/2014
Wiek : 23
Skąd : Mazowsze

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Czw 10 Lip 2014, 16:56

Personalia: Cornel Martin Lemon
Wiek: 19lat
Wygląd:
Płeć:
mezczyzna
Starter:
Profesja: Trener
MiastoStartowe/
Lokacja
: Kanto dowolne miasto
Historia: Historia Leo rozpoczyna się jeszcze w
dzieciństwie gdzie podczas zabaw z
rówieśnikami dostrzegł w oddali siedzącą
dziewczynkę. Wyglądała na smutną więc
chłopak się nawet nie zastanawiał i
pobiegł w jej stronę.
-Czemu jesteś sama? -spytał ją.
Nic nie odpowiedziała tylko patrzyła na
niego jakby była zdziwiona tym, że ktoś
się do niej odezwał.
-Nie boisz się mnie? -spytała w końcu.
-A czemu miałbym się ciebie bać? -
dopytywał.
-Wszyscy inni się mnie boją. Mówią że
jestem córką wiedźmy. -odparła po
chwili milczenia.
-Wiedźmy?! To musisz mieć ciekawie w
domu. -powiedział szczerząc sie do niej.-
Jestem Leo ale wszyscy mówią na mnie
Cień bo nie mogą mnie podczas
chowanego znaleźć. -dodał.
Dziewczynka znów zamilkła.
-Nie powiesz mi jak masz na imię? -
spytał robiąc smutną minę.
Musiało ją to rozbawić bo zaczęła się
śmiać.
-Mary, jestem Mary.
Dzieciaki bawiły się razem przez
następny rok gdzie doszło do wypadku w
którym Mary ucierpiała.
Bawiąc się w chowanego Leo ukrył się na
drzewie pech chciał że owe drzewo miało
spróchniałe gałęzie i gdy dziewczynka
znalazła się pod nimi pękły spadając na
nią. Leo wisiał na drzewie a Mary
straciła przytomność. Chłopak szybko
zszedł z drzewa by zobaczyć w jakim
stanie znajduje się jego przyjaciółka ale
nim znalazł się na dole dziewczynka
znajdowała się na rękach jakiejś kobiety.
-Coś uczynił mej córce? -spytała
groźnie.
-To był wypadek my się bawiliśmy. -
odparł przerażony.
-Wypadek? Wypadkiem było wasze
spotkanie. Muszę się teraz zaopiekować
nią ale nie zostawię cię od tak. Mary
mówiła że nazywają cie cieniem więc
zrób mi przysługę i zniknij jak cień.
Przy ostatnich słowach chłopaka
otoczyła dziwna mgła gdy znikła
kobiety nie było.
Leo i Mary spotkali się ponownie tylko
raz rok po tym wydarzeniu choć
spotkanie to za duże s
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornel
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 362
Dołączył : 10/07/2014
Wiek : 23
Skąd : Mazowsze

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Czw 10 Lip 2014, 17:13

słowo bo tylko
wymienili spojrzenia gdy siedział w aucie
czekając aż jego rodzice zabiorą go do
nowego domu. Ale ta krótka wymiana
spojrzeń dała mu pewność że Mary nic
nie jest dostrzegł tylko bliznę na
obojczyku w kształcie krzyża.
Mijały kolejne lata a chłopak
zaadoptował się w nowym mieście
zapominając o dziewczynie do czasu jego
19 urodzin. W ów dzień zobaczył że na
jego piersi pokazało się coś co
przypominało pusty zegar. Przez to że
przez ostanie dni męczyły go koszmary
związane ze straszną kobietą domyślił się
że klątwa którą rzuciła matka Mary
może być jednak prawdziwa. Nie wie ile
ma czasu nim zmieni się w cień ale wie że
musi odnaleźć albo Mary albo jej matkę
by to odczynić.Cel:
Ewentualni
towarzysze/wrogowie/
dzikieżelkiktóre
znacie
:
Wedle uznania
Prośby: *nie zlosc sie ze w dwoch postach ale ilosc znakow mi sie ograniczyla
*Wiem ze jest rozbierznosc imion ale nie dalo rady edytowac bo bym rozwalil tego grata
Dodatki: Obrazek
Starter: (tak wiem tam wyzej jest punkt na to) Treecko
Wyglad: (tak jak wyzej) na avatarze


///sorry za edit, ale musiałem ten obrazek edytnąć, bo nawet nie szło nic przeczytać... X.x ReBorn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 11 Lip 2014, 11:34

Mam już założone 4 gry i jeszcze gra Min, co daje 5/4, więc i tak mam już ponad limit. Ale może spróbuj u innego MG który ma wolne miejsce jeszcze.

Denied.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   

Powrót do góry Go down
 
Zapisy ZAMKNIĘTE.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» „To nie jest miejsce na dziewczynkowanie” – lekcja wychowania fizycznego. [ZAPISY ZAMKNIĘTE]
» ~ Astralny Ocean - zapisy! [3/3] - zamknięte
» Zapisy
» Brama [ZAMKNIĘTA] / Podwórze
» Zapisy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Off Top :: » Archiwum :: Gry :: MG ReBorn-
Skocz do: