IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zapisy ZAMKNIĘTE.

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 01 Sie 2014, 15:46

Ciekawy starter :D Powinno być ciekawie c:

Approved.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aaren
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 7
Dołączył : 04/08/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Wto 12 Sie 2014, 10:34

Personalia:
Aaren Kane
Wiek:
Rocznikowo 18 lat (urodzona 30 sierpnia).
Wygląd:

I? Jak sądzisz: jak będzie wyglądał nasz nowy bohater?
Jeżeli choćby przemknęło Ci przez myśl, że będzie to kolejny, przyszły mistrz, który wyrusza w podróż by "złapać je wszystkie" i który wyglądem przypomina słynnego Asha Ketchuma, to wiedz, że jesteś w ogromnym błędzie.
Ku zaskoczeniu wielu osób, z którymi miałam do czynienia, Aaren nie jest wcale imieniem dla chłopaka- choć zbyt damskie również ono nie jest, to muszę przyznać.
Trudno opisać wygląd młodej Kane; mimo, że ubiera się "na chłopczycę" i zdaje się, że od męskiej części społeczeństwa odróżniają ją dwa "balony" przyczepione (najwyraźniej na kropelkę) do klatki piersiowej oraz brak pewnej, wiszącej w kroczu, części ciała, nienawidzi być brana za chłopaka. Oczywiście posiada swoje damskie atuty: jest wysoka i szczupła, choć wcale nie liczy każdej, spożywanej kalorii. Długie, lekko kręcone kosmyki karmelowych włosów 18-latki znacznie odcinają się od jej bladej cery. Każdy, kto wykaże się choć niewielką spostrzegawczością, bez trudu zauważy, że poniektóre kosmyki są ufarbowane- jedne na czerwono, drugie na niebiesko. W jej błękitnych oczach tańczą zazwyczaj iskierki, co oznacza, że humor jej dopisuje. W kwestii ubioru nie mam za dużo do powiedzenia: bawełniana, biała podkoszulka, narzucona na nią lniana koszula (z niechęcią noszona, ale chyba lepiej wybrać koszulkę niż latać na golasa, gdy olbrzymi tyranozaurus rex podrze Twoją ulubioną bluzę?), luźne spodnie i oczywiście glany. Spróbujesz ją ubrać w jakąś spódniczkę, sukienkę czy cokolwiek innego i możesz pożegnać się z życiem. Biżuteria nastolatki ogranicza się do złotego medalionu w kształcie skarabeusza, jedynej pamiątki po rodzicach. Na spodzie zdobionego chrząszcza znajduje się wyryty napis: Kane.

Płeć:
Kobieta
Starter:
Skrelp
Profesja:
Trener(ka), ale o jakieś pokazy też poproszę.
Miasto Startowe/Lokacja:
Region Kalos, lokalizacja nieznana/dowolna.
Historia:
Kto znalazł się tutaj jako pierwszy: Pokémon czy człowiek? Kto zrobił ten wielki krok dla gatunku i kto pierwszy założył tutaj swoją rodzinę? Te pytania można porównać do słynnej kury i jajka. Niektórzy uważają, że to kieszonkowe stworki pierwsze się tutaj osiedliły, a dopiero potem na ich tereny wkroczył człowiek, dzieląc je na współczesne regiony. Inni są przekonani, że to ludzie zamieszkiwali te ziemie, a później nastąpiło wielkie "boom" i Pokémony pojawiły się w miastach i miasteczkach oraz w zasadzonych lasach.
Moją dawną wioskę można by spokojnie zaliczyć do tej drugiej grupy.
Od dzieciństwa starano się na wszystkie możliwe sposoby, choćby na siłę, wcisnąć mi do głowy, że te puchate stworki to bestie, że trzeba je wybić, co do jednego. Jedynie moi rodzice mieli coś w tej kwestii do powiedzenia. Państwo Kane było parą naukowców, niezwykle szanowanych przez radnych, więc możliwe, że byliby w stanie coś zdziałać... gdyby nagle nie wyparowali. Tak, dokładnie, zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach, najprawdopodobniej podczas "badań".
Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej, poznać przyczynę ich zaginięcia, jednak nie pozwalano mi. Gdy dopytywałam się o nich, wysłuchiwałam najróżniejszych opowieści. Starano się mnie uspokoić, zapewnić, że oni wrócą. Czekałam więc całymi dniami z zawieszoną na szyi, ostatnią pamiątką po rodzicach- złotym skarabeuszem z wyrytym napisem; Kane na spodzie, którego niegdyś dostałam od ojca.
Nie wrócili...

***

Głównym naszym zajęciem, jako mieszkańców wioski, były regularne misje. Polegały one na polowaniu na Pokémon- bestie, które bezkarnie wkroczyły na nasze tereny. W wiosce panowała pewna hierarchia, podział na stopnie. Na pierwszym nie możemy nawet opuszczać jej murów, za to poznajemy podstawy medycyny, na drugim powoli szkolimy się pod okiem opiekuna, wyruszając na polowania; na trzecim natomiast możemy już nimi dowodzić.

Porywisty wiatr podwiewał kosmyki moich włosów- tym razem ufarbowanych delikatnie, w jednym ze spokojniejszych odcieni czerwieni, gdyż była to tajna akcja. W leśnej ciszy słychać było jedynie poszeptywania pojedynczych osób z naszego patrolu. Po chwili wszyscy zajęli już wyznaczone miejsca i nikt nie odważył się już odezwać. Przycupnęłam przy grubym pniu starego dębu i uważnie nasłuchiwałam.
W końcu korony drzew dźwięcznie zaszumiały, a po lesie rozległo się głośne pohukiwanie- nasz szyfr. Jedno, drugie, po chwili również trzecie... Wyskoczyliśmy ze swoich kryjówek jak poparzeni i rzuciliśmy się w stronę, z której dochodziły sygnały.
- Chyba tym razem się nam poszczęściło- usłyszałam szept dumnej 15-latki, szatynki o morskich oczach, która mi towarzyszyła- Mei. Pech chciał, że ta postrzelona dziewczyna trafiła pod moją opiekę (tak, jak sobie z kimś nie radzą, to najczęściej właśnie ja dostaję owego "ktosia"). Energii jej nie brak, to pewne, jednak nie zawsze jest ona potrzebna w nadmiarze. Cud się musi stać, żeby ta dziewczyna (normalnie kopnięta przez piorun jakiegoś Pikachu) zamknęła jadaczkę. Zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze.
- Nie ciesz się na zapas, jeszcze trzeba pomóc naszemu szczęściu- odparłam, starając się całkowicie skupić swoją uwagę na polowaniu.
Pohukiwania znaczyły kolejno: pospolity; dość rzadki; bardzo rzadki. Nieczęsto trafia się więc taki okaz jak wtedy.
W końcu dotarliśmy na miejsce. W niewielkim wąwozie szamotał się zraniony lekko i skrępowany sieciami dinozaur- zwany również Tyruntem. Wszyscy zatrzymali się i przyczaili w krzakach, czego nie mogła pojąć Mei. Mieliśmy doskonały plan, który w zupełności popsuła ta dziewoja. Chwyciła za łuk, przewieszony dotąd przez ramię i znajdując się jednym wielkim susem naprzeciwko pochwyconego prehistorycznego gada, wystrzeliła. Nie zdążyłam jej powstrzymać. Podbiegłam tylko do niej i przewróciłam ją na ziemię. W tym samym momencie rozległ się mrożący krew w żyłach ryk. Z jednego z brzegów wąwozu zeskoczył kolejny dinozaur, znacznie większy od Tyrunta, który w ostatniej chwili odbił łuskowatym łbem strzałę. Mamuśka, to ona była naszym prawdziwym celem, Tyrunt był tylko wabikiem. Mały dinozaur uciekł oswobodzony przez matkę, lekko utykając.
Tyrantrum natomiast chwyciła mnie za bluzę i uniosła do góry, myśląc, że to ja zaatakowałam jej dziecko. Momentalnie zarzucono na nią sieci, lecz to tylko pogorszyło moją sytuację. Jej szczęki zacisnęły się, a ja wydałam z siebie cichy pisk, gdyż na nic więcej nie mogłam się zebrać. Nie czułam bólu, strach mnie doszczętnie sparaliżował.
Potwór nie zamierzał odpuścić, a grupa bała się atakować ze względu na mnie. W końcu sięgnęła po łuki i napięła je. Zamknęłam oczy, będąc gotowa poświęcić się dla wioski. I wtem nie wiadomo jak i skąd... nie tam, napięcie chciałam wzbudzić; po prostu z chaszczy, wystrzelił zamaskowany osobnik.
- Przestańcie, natychmiast!- wykrzyknął, lecz moja drużyna za wiele sobie z jego rozkazu nie zrobiła.
- Bo? Lepiej zejdź nam z drogi jeżeli życie Ci miłe!- odparł jeden z moich, na co nieznajomy rozłożył ręce, jakby próbował bronic bestii, która omal mnie nie pożarła.
Część ekipy ruszyła na niego, chcąc go pokonać albo przynajmniej przestraszyć, jednak skutek był odwrotny: zamiast solidnie mu przywalić, zebrali bęcki. Rozpoczęła się bójka, a ja (wisząc sobie w paszczy dinozaura i nie mając niczego lepszego do roboty) uważnie obserwowałam starcie. Po chwili już wiedziałam czemu miało służyć to całe przedstawienie. Przez cały czas tajemniczy osobnik wycofywał się nieco do tyłu, ukradkiem przecinając liny, którymi związany był stwór. Nikt tego z początku nie zauważył i mogłoby ujść to nieznajomemu sucho, gdyby nie bystre oko Mei. Do dziś nie wiem czy celowała ona w dinusia, upiora w operze czy też mnie (wykończyć nauczycielkę), ale posłana przez nią strzała trafiła wprost w tylny bok wybawiciela Tyrantrum, któremu kaptur zsunął się z głowy. Młody chłopak upadł na ziemię, zwijając się z bólu.
Olbrzymi dinozaur momentalnie mnie puścił, wydając z siebie żałosny ryk i podbiegając do rannego. Upadłam kilkadziesiąt centymetrów od niego.
Chwilę potem straciłam przytomność...

***

Leżałam na czymś twardym, a zarazem zimnym. Niewielkie wypukłości posłania wbijały mi się w plecy, sprawiając, że czułam się niezbyt komfortowo. Podniosłam dłoń i przetarłam kąciki oczu. Powoli docierało do mnie to, co się wydarzyło: polowanie, atak Dinusia i ten ranny chłopak.
Uniosłam z trudem powieki i przysiadłam. W niewyjaśniony sposób znalazłam się w jakieś jaskini. Dookoła mnie znajdowało się mnóstwo niewielkich kamyczków (przyczyny niechcianej akupunktury), a z sufitu zwisało kilkadziesiąt stalaktytów. Kilka metrów ode mnie tliło się ognisko, choć pierwsze promyki słońca już zdołały wpaść do środka pieczary.
Miałam na sobie jedynie dolną część garderoby oraz podkoszulek. Najwyraźniej moja ukochana bluza nie przeżyła spotkania z Reksiem. Przykryta byłam jednak czyjąś koszulą... męską koszulą. Chłodny wiatr wdzierał się do wnętrza groty, więc zarzuciłam ją na siebie, starając się odszukać wzrokiem właściciela. I w tym momencie usłyszałam znajomy mi głos:
- Nawet na Ciebie pasuje.
Obróciłam się na pięcie i ujrzałam umięśnioną sylwetkę postrzelonego. Dopiero teraz miałam okazję by dokładniej się mu przyjrzeć; wysoki brunet o kruczoczarnych, przenikliwych oczach. Przypominał trochę psa, takiego dobermana, w dodatku roztaczał tajemniczą aurę- dlatego właśnie w myślach nadałam mu ksywkę Anubis.
Po chwili się wreszcie ocknęłam i przepraszając, zaczęłam zdejmować przywłaszczoną rzecz.
- Nie, nie musisz mi jej zwracać, możesz ją zatrzymać- powstrzymał mnie nieznajomy, lekko się przy tym uśmiechając. W kącie dostrzegłam całą stertę ubrań- najwyraźniej tutaj mieściła się siedziba Anubisa... a może nawet jego dom?
- Em... Gdzie my właściwie jesteśmy?- spytałam się, poprawiając kołnierzyk i podchodząc ostrożnie w stronę wyjścia.
- Nawet jeżeli podałbym naszą dokładną lokalizację, wątpię, żeby cokolwiek Ci to mówiło. Powiedzmy, że jesteśmy u mnie- odparł najzwyczajniej w świecie i wzruszył ramionami. I faktycznie- miał rację. Te wzgórza i doliny, które zobaczyłam, były dla mnie obce, pierwszy raz w życiu je widziałam. Nie mogłam wyruszyć na obchody ani nawet wyjść naprzeciw swojej grupie, która przecież powinna mnie szukać, gdyż przeszkadzała mi pewna, drobna rzecz. Otóż jakieś kilkanaście centymetrów ode mnie, spał sobie w najlepsze olbrzymi dinozaur. Tak, dokładnie, ten sam, który zafundował mi "Szczęki 5".
Tym razem byłam bezbronna. Nie miałam pod ręką żadnej włóczni ani niczego innego. Co jeżeli stwór na mnie skoczy? Co mam robić? Dobrą minę do złej gry, zaprzyjaźnić się z Anubisem? A może oni są w zmowie i chcą mnie wykończyć? Ale skoro byłam nieprzytomna, to dlaczego wcześniej mnie nie zabił?
Poczułam czyjąś rękę na ramieniu: brunet dokuśtykał do nas. Dopiero wtedy zauważyłam, że pod skórzaną kurką widnieje zakrwawiona koszulka. Rana była jeszcze świeża i choć chodzenie sprawiało mu trudność, a twarz miał aż bladą z bólu, to starał nie okazywać swoją słabości.
- Widzę, że zdążyliście się już z Reksiem zaprzyjaźnić- oznajmił, półżartem-półserio. Zmarszczyłam brwi i zamiast zacząć się śmiać, mruknęłam:
- Dlaczego nam przeszkodziłeś w polowaniu? Jesteś na tyle głupi by zginąć?
Anubis również spoważniał, a jego pogodny ton głosu momentalnie się zmienił:
- A dlaczego to robiliście? Dlaczego chcieliście zabić te niewinne istoty?
- Niewinne!?- oburzyłam się.- To bestie, nawet ten twój Reksio się na mnie rzucił! Trzeba jak najszybciej wybić tą zarazę!
Wrzasnęłam aż za głośno. Olbrzymi dinozaur otworzył swoje ogromne oko i uniósł łeb, skanując mnie wzrokiem. Poddenerwowany brunet podszedł w moją stronę, zmuszając mnie do wycofania się i gdy już myślałam, że mnie uderzy... oparł się o skalistą ścianę za moimi plecami i przysuwając swoją twarz do mojej, odparł najspokojniej jak tylko aktualnej sytuacji umiał:
- Ludzie to zaraza... Zaatakował Cię, bo chcieliście zabić jego dziecko... Nie postąpiłabyś tak sa... mo?- ostatnie wyrazy wręcz wymamrotał, a jego głowa nagle stała się ciężka. Upadł na ziemie ledwo przytomny. Reks zerwał się na równe nogi i do niego poczłapał, trącając jego ciało pyskiem. Gdy spróbowałam zrobić krok w bok, dinozaur podniósł łeb i zawarczał złowrogo. Najwyraźniej pomyślał, że coś zrobiłam Anubisowi. Ale ja go przecież nawet palcem nie tknęłam!
Coś było z nim nie tak. Jego rana w ogóle się nie goiła, jakby nie mogła się zasklepić. Może wydawać Wam się to dziwne, że byłam gotowa zaryzykować własnym życiem by mu pomóc, ale w końcu on również się mną zajął.
Zbliżyłam się nieco do niego. Szłam powoli, nie wykonując żadnych, nagłych ruchów. Nie chciałam jeszcze bardziej rozzłościć Reksia. Wysunęłam ręce do przodu, pokazując, że nie trzymam w ręku żadnej broni.
- Spokojnie, pozwól mi się nim zająć.
Tyrantrum jeszcze chwilę się wahał. Nie chciał, żeby coś się stało jego przyjacielowi, ale zdawał sobie sprawę z tego, że mogę być dla bruneta jedyną deską ratunku. W końcu pozwolił mi się zbliżyć, cały czas obserwując moje poczynania. Zsunęłam skórzaną kurtkę chłopaka i dotknęłam do jego zakrwawionej koszulki. Anubis syknął z bólu, a ja aż podskoczyłam do góry, patrząc na niego przepraszająco.
Mimo że hemofobii nie miałam, to jednak na widok tego, co kryło się po ubraniem chłopaka, zrobiło mi się słabo. Nic dziwnego, że był blady jak ściana. Musiał mieć naprawdę silny organizm, cud się stał, że w ogóle jeszcze żył, gdyż stracił ogromną ilość krwi. Przesunęłam dłonią po jego klatce piersiowej w stronę miejsca, w które ugodziła go strzała.
Już wiedziałam dlaczego szrama nie chciała się zagoić: w jego plecach wciąż tkwiło ostrze wystrzelonego pocisku. Musiałam umiejętnie wyjąć pozostałość, ale do przeprowadzenia "operacji" potrzebowałam większego poletka, najlepiej zadaszonego- padło więc na jaskinię. Przetransportowanie Anubisa nie było aż takie trudne, jak się z początku wydawało.
Ułożyłam go na przygotowanym wcześniej posłaniu i jeszcze raz dokładnie obejrzałam ranę. Grot nie siedział na szczęście zbyt głęboko, jednak należało to miejsce zdezynfekować, ja również powinnam mieć czyste ręce, aby nie doszło do żadnego zakażenia. Na moją niekorzyść nie miałam przy sobie wody utlenionej ani środków dezynfekujących. Pozostało jeszcze jedno, bardziej bolesne wyjście...
Opłukałam dłonie w niewielkim strumyku, płynącym koło groty i sięgnęłam po jeden z zakrzywionych sztyletów, które zdołał sobie wyciągnąć Reks. Dinozaur zaniepokoił się, ale gdy zobaczył, że zamiast zabić jego pana, zaczęłam "topić" broń w płomieniach ogniska, postanowił nie wkraczać na razie do akcji.
Uważnie wycisnęłam szczątki strzały, tkwiące w boku bruneta. Następnie sięgnęłam po rozżarzony przedmiot, który miał zastępować żegadło.
- Teraz może zaboleć- uprzedziłam nastolatka, na co ten kiwnął głową.
Zdecydowanie metoda przyżegania nie należała do zbyt miłych. Pozwalała jednak na dezynfekcję rany, choć i tak przydałyby się jakieś szwy lub profesjonalny opatrunek. Anubis krzyknął niemiłosiernie. Tyrantrum zaczął biec w moim kierunku, chcąc mi jak najszybciej przeszkodzić w przypalaniu.
- N-nie- powstrzymał go chłopak, a Reks stanął jak wryty. Wahał się: posłuchać swojego właściciela czy też się na mnie rzucić. W końcu postanowił odsunąć się nieco, choć wciąż nie spuszczał ze mnie wzroku. Drżącą ręką powoli kończyłam zabieg, pozostało mi tylko założenie opatrunku. Z ubrań Anubisa stworzyłam swego rodzaju bandaż, który owinęłam dookoła jego klatki piersiowej.
Szukając czegoś, co posłużyłoby za koc, natknęłam się na pewne zdjęcie. Fotografia przedstawiała kilkuletniego chłopca, który trzyma małe, żółto-czarne stworzonko, przypominające z wyglądu jaszczurkę.
- Co to?- zapytałam niepewnie bruneta, pokazując mu znalezisko.
Byłam pewna, że na mnie nakrzyczy, że posądzi mnie o grzebanie w czyichś rzeczach, lecz zamiast tego Anubis przymknął oczy, jakby coś miłego sobie przypominając, i uśmiechnął się lekko. Ciężko oddychając, wymamrotał:
- To... dowód. Powód dlaczego ich bronię...
- ... Pokémonów?
- Tak...- następnie zaczął wypowiadać pojedyncze wyrazy, marszcząc przy tym brwi:- niebezpieczeństwo, źli ludzie, bliska śmierć, Pokémon, ratunek...
Starałam się złożyć te słowa w całość:
- Tym chłopcem byłeś Ty, prawda?- Anubis pokiwał twierdząco głową.- Ludzie chcieli Cię zabić, a Pokémon uratował?
- Tak... Rzucił się na nich... ludzie, twoja wioska... Pokémon-bestia...
W tym momencie mnie olśniło. Ta jaszczurka zaatakowała ludzi z mojej wioski w obronie młodego Anubisa. Robiła to dla niego, a moi rodacy uznali ją i inne stworki za potwory. A my je beztrosko zabijaliśmy, bezgranicznie wierzyliśmy w wersję naszych braci. Poczułam się okropnie, cały czas myślałam, że dobrze czynię, że uwalniam świat od zarazy.
Chciałam zadać rówieśnikowi jeszcze kilka pytań, dowiedzieć co się stało z jego obrońcą, lecz gdy oderwałam się od przemyśleń, zastałam go śpiącego. Wyglądał tak niewinnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i przykryłam go kurtką.
Wyszłam na dwór, gdzie przywitał mnie zaniepokojony dinozaur.
- Będzie dobrze, do wesela się zagoi- starałam się go uspokoić, opłukując ręce z krwi.

***

Wprawdzie powiedziałam, że "do wesela się zagoi", ale naprawdę nie wiedziałam, że to "wesele" nastąpi tak szybko. Okazało się, że Anubis miał jakąś dziwaczną zdolność (nadludzką bym powiedziała) do szybkiej regeneracji. No bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że po tygodniu miał ochotę (i najwyraźniej był w stanie) skakać sobie po łączkach i laskach? A raczej "by chciał", bo nakazałam Reksiowi by go pilnował pod moją nieobecność.
Skoro już mowa o tym ostro-zębnym typie zwierzaczka domowego, to muszę przyznać, że nawiązaliśmy ze sobą niezły kontakt. O dziwo nie chce mi już odgryźć głowy, przynajmniej od czasu, gdy zobaczył, że jego psiowaty przyjaciel wraca szybko do zdrowia.
Wracając do swego rodzaju rehabilitacji bruneta, to ograniczała się ona do zabawy z czerwonym olbrzymem (a dokładniej do rzucania nieźle obślinioną piłeczką). Rana na szczęście nie zamierzała się ponownie otwierać i ładnie się goiła.
Czas płynął mi tutaj szybko i, choć z początku miałam tutaj zatrzymać się tylko na chwilę, a potem wracać do siebie, postanowiłam zostać z Anubisem, przynajmniej do czasu aż wydobrzeje.

Od polowania minęło półtora tygodnia. W międzyczasie rozeznałam się nieco w terenie. Odkryłam między innymi, że wcześniej wspomniany strumyk wpada do niewielkiego, płytkiego jeziora.
Tego wieczora udałam się w tamte rejony by zaczerpnąć trochę wody. Miałam również okazję by obejrzeć przepiękny zachód słońca.
Gdy dotarłam na miejsce, słoneczna tarcza znikała już za wzniesieniami. Pomarańcz oblał bujną roślinność i taflę akwenu... I wtedy ujrzałam coś dziwnego. Jakiś ciemny kształt poruszał się pod wodą. Przetarłam oczy, myśląc, że mam zwidy, lecz tajemniczy obiekt nie znikał, wręcz zamierzał się wynurzyć. A przecież nie było tu żadnych ryb.
Jaka była najbrzydsza rzecz jaką kiedykolwiek zobaczyliście? Bo jeżeli było to połączeni laski (i nie chodzi mi tu o kształtną dziewczynę), glona i najprawdopodobniej ryby z gatunku Melanocetus johnsonii- w co wątpię- to zdaje się, że doskonale mnie rozumiecie. Właśnie takie stworzenie wyskoczyło z wody, z ogromnym uśmiechem na mordce. Najwyraźniej wzięło mnie za Anubisa, bo gdy tylko zorientowało się, że coś jest nie tak z nowym brunetem, jego dolna szczęka (o ile to coś w ogóle ją ma; jeżeli nie- uznajmy, że był to nosek) momentalnie powędrowała w dół, a oczy rozszerzyły się tak, jakby natrafiły się na najprawdziwszego ducha. W tym samym czasie odskoczyliśmy z przerażeniem w tył. Niezgrabnie upuściłam pojemnik na wodę, tupiąc nogą i wymachując rękami (jakby miało to jakoś pomóc):
- Robal, robal, robal!
(Tylko proszę się nie śmiać, to była dla mnie bardzo stresująca sytuacja.)
I wtem usłyszałam za sobą czyichś śmiech. Gdy się obróciłam, ujrzałam znajomą twarz. Przede mną stał, a raczej zwijał się (ciężko powiedzieć czy ze śmiechu czy z bólu, ale raczej to pierwsze), Anubis. Zaraz za nim przybiegł Reks, który obśliniając swoją ukochaną piłeczkę, patrzył na mnie przepraszająco. Nie miałam mu jednak niczego za złe, w końcu sama się przekonałam jak trudno jest upilnować pana "roztrzepane kudły".
- Widzę, że już Ci się polepszyło- mruknęłam do rozbawionego nastolatka.
- A jak inaczej- odparł, wyszczerzając się szeroko. Następnie zwrócił się do brązowego polipa, który zdawał się na jego widok już trochę uspokoić: - bez nerwów, Aura. Ona nic Ci nie zrobi.
- Aura?
- powtórzyłam.
- Tak, to jest moja przyjaciółka- Skrelp. Znalazłem ją zranioną, najprawdopodobniej przez ludzi z twojej wioski...
- Długo będziesz mi to wypominać?- wymamrotałam, tracąc częściowo dobry humor.- Skończyłam już z zabijaniem Pokémonów, naprawdę...
- Przepraszam...- Anubis objął mnie ramieniem, a Aura wydała ciche piśnięcie (jak jakaś nastolatka widząc słodką, romantyczną scenkę w filmie). Ten stworek zaczął mnie przerażać, serio.
Po chwili jednak Skrelp zbystrzała, jakby wyczuwając niebezpieczeństwo. Zaraz potem usłyszałam znajomy krzyk: "słyszę czyjeś głosy, tam są". Oblał mnie zimny pot.
- Mei- szepnęłam- jest tutaj...
- Kto?- zapytał się Anubis, ale moje myśli krążyły wokół czegoś innego.
- Reks, zabierz go stąd, szybko- zwróciłam się do dinozaura, na co ten chwycił bez gadania chłopaka i poczłapał w stronę jaskini.
Aura również starała się uciec przed moimi dawnymi sąsiadami, jednak dno jeziora nie było najlepszą kryjówką (zważywszy na jego głębokość), a i jej zrośnięta koniczyna, nie była już tak sprawna jak kiedyś. Chciałam ją uratować przed pewną śmiercią, więc nie myśląc długo, chwyciłam jej wątłe ciałko. Spojrzałam, z początku przerażonej, Skrelp prosto w oczy, zapewniając, że nie chcę by coś jej się stało i że zabiorę ją w bezpieczne miejsce.
Głosy stawały się coraz wyraźniejsze, nie pozostało nam dużo czasu. Aura kiwnęła główką (?), a ja rzuciłam się do biegu. Miałam wrażenie, że moi "przyjaciele" podążają za mną wzrokiem, że śledzą każdy mój krok, że ruszyli w pogoń za mną.
Zdyszana dotarłam na miejsce, gdzie siedział niezadowolony brunet.
- Wyjaśnisz mi teraz kto to jest ta cała Mei?!- wypalił.
- Bardzo długa historia...- wymamrotałam.- Mei to... dziewczyna, która Cię postrzeliła i... moja podopieczna.
- Czyli strach się bać- podsumował w odpowiedzi i zbliżył się do wyjścia.
Na dworze zapanował mrok. W okolicach stawu płonęły ogniska. Najwyraźniej grupa zatrzymała się tam na noc- i bardzo słusznie, mieliśmy więcej czasu na ucieczkę. Ucieczkę? Co ja gadam, Anubis powinien uciekać, a ja wrócić wśród swoich. Nie chciałam tego, nie ufałam już im- skąd mogłam wiedzieć, że to nie oni właśnie "uciszyli" moich rodziców.
- Przepraszam- szepnęłam, a czarnooki spojrzał na mnie pytająco.- Przepraszam, że ich tu ściągnęłam. To wszystko moja wina...
Anubis uśmiechnął się lekko i poklepał mnie po głowie.
- To wcale nie jest Twoja wina. Poza tym i tak miałem wyruszyć do Kalos.
- Gdzie?

- Do Kalos, jednego z regionów świata, w którym ludzie i Pokémony żyją w zgodzie. Teraz mam kolejny powód do podróży, a i zabiorę ze sobą Reksa.
-  Mogę z Tobą iść?- spytałam, spoglądając na niego prosząco.
Chłopak był nieco zaskoczony moim pytaniem, jednak szybko się pozbierał i odparł:
- Nie widzę problemu. Jedyny warunek to posiadanie Pokémona, a Ty już ten warunek spełniasz- obdarzył mnie szerokim uśmiechem.- Ktoś Cię tu chyba polubił...
W tym momencie zorientowałam się, że Aura bada spiczastym nosem moją pachę, która najwyraźniej strasznie ją zaintrygowała.
- Może chciałabyś się nią zaopiekować? Nie mogę jej w obecnej sytuacji porzucić, więc potrzebuje dobrego trenera lub trenerki, która zadbałaby o jej zdrowy rozwój.
- Pewnie, że bym chciała- odpowiedziałam, na co Skrelp przestała grzebać w mojej koszuli (a właściwie nie mojej) i uśmiechnęła się szeroko (uznajmy). - Ale...
- Nie martw się, sądzę, że będziesz bardzo dobrą trenerką- wszedł mi w słowo Anubis, jakby czytając w moich myślach, a następnie powędrował w stronę posłania.- Wyruszamy o poranku, więc lepiej się prześpij...
Kiwnęłam tylko głową i również położyłam się spać.

Biegłam leśną drogą, a na moim ramieniu siedziała Skrelp. Goniłam kogoś i nie był to tym razem żaden kieszonkowy stworek. Gdy wpadłam zdyszana na polanę, otoczoną zewsząd drzewami, ujrzałam Anubisa, pochylającego się nad czyimiś ciałami. Kiedy podeszłam bliżej, skamieniałam. Na trawie leżeli moi rodzice... martwi rodzice. Brunet patrzył na nich ze smutkiem, a na jego ręce widniała złota bransoleta, która świeciła jasno. Jej zdobienia były podobne jak na moim amulecie w kształcie skarabeusza. W tym momencie obraz zaczął blednąć.
Obudziłam się ze łzami w oczach. Anubis już nie spał. Siedział kilka metrów ode mnie zakładając coś na rękę. Przetarłam powieki, by móc lepiej się przyjrzeć i... zamurowało mnie. Brunet zapiął na nadgarstku dokładnie tą samą bransoletę, która błyszczała we śnie. Zamrugałam, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę, jednak dziwaczna ozdoba nie znikała. Została po chwili zasłonięta przez rękaw skórzanej kurtki, a chłopak spojrzał na mnie, orientując się, że już się obudziłam.
- Dzień dobry- przywitał się, jakby nigdy nic, z tym swoim uśmieszkiem na twarzy.
Czy to co mi się przyśniło już nastąpiło czy też dopiero ma nastąpić? I czy to może być prawda? Przecież Anubis by nawet muchy palcem nie tknął! Ale jego bransoleta była jak najbardziej prawdziwa...
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że ja nic o nim nie wiem: nie znam jego prawdziwego imienia ani przeszłości. Wspólna podróż pozwalała mi na bliższe zapoznanie się z czarnowłosym, zresztą już zdecydowałam: chcę poznać ten drugi świat, przekonać się jak stworki takie jak Aura czy Reks mogą żyć i współpracować z ludźmi oraz dowiedzieć się, co stało się z moimi rodzicami. A może nawet kiedyś powrócę do wioski, z płaczem lub jako doświadczona trenerka?
Po powitaniu zjedliśmy śniadanie i zabraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Anubis schował Reksa za pomocą jakiegoś czerwonego promienia do niewielkiej kulki (jak on się tam w ogóle zmieścił?) i wręczył mi kilka identycznych oraz jakieś dziwaczne urządzenie (jak to się tam nazywało? PokéDex czy coś takiego), zapewniając mnie, że to nie zbędne przedmioty.
Wkrótce potem brunet poprowadził mnie górskimi tunelami w kierunku białawej smugi światła, za którą kryła się nieznana mi dotąd kraina. Ostatni raz spojrzałam za siebie i trzymając mocno Aurę, która delikatnie się do mnie uśmiechała, pochyliłam się w przód, znikając wraz z Anubisem w błyszczącym portalu.
Tak właśnie rozpoczęła się moja podróż.
Cel:

  • Odkrycie prawdy dotyczącej zaginięcia państwa Kane.
  • Dowiedzenie się czegoś o Anubisie (imię, przeszłość, pochodzenie) oraz jego bransolecie.
  • Poznanie kieszonkowych potworków, przekonanie się o słuszności faktu, iż nie są one morderczymi bestiami (ew. przekonanie rodaków, że Pokémony nie są potworami bez serca).

Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:
Towarzysz:

Anubis (?)

Właściwie Aaren nie poznała jeszcze jego prawdziwego imienia. Ksywkę Anubis nadała mu zważywszy na jego wygląd (gdyż "z gęby przypomina psa"). Ma średniej długości, niedbale ułożone, czarne włosy i ciemne, przenikliwe oczy. Mimo że 18-latka stara się być względem niego obojętna, to jednak jego osoba budzi w niej pewną ciekawość.
Chłopak ubrany jest w skórzaną kurtkę, pod którą dostrzec można poszarpaną koszulkę. Nosi bure dżinsy i buty wojskowe. Jego rękę zdobi sporej wielkości, złota bransoleta, zdobiona podobnie jak amulet w kształcie skarabeusza Aaren.


Prośby: Przede wszystkim prosiłabym o ciekawą fabułę, gdyż bez tego ani rusz. Dość sporo rzeczy pozostawiłam niewyjaśnionych w historii, więc masz pod tym względem wolną rękę.
Mam to do siebie, że nawet jeżeli w danym regionie nie ma gór, to i tak Tatry tam postawię (o historię chodzi)- mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Prócz tego jestem jak najbardziej na tak, jeżeli chodzi o wątki fantasy (Anubisowi możesz dać jakieś tam moce lub też jakąś mroczną tajemnice wiążącą się z bransoletą i amuletem), a no i żeby nie było za smętnie to i jakiś wątek romantyczny możesz do przygody wsadzić, nie obrażę się. C:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Wto 12 Sie 2014, 11:01

Powinienem dać ci w łeb i wyrzucić na zbity pyszczek za zmuszanie mnie do czytania tego wszystkiego...


Approved.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
April
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 11
Dołączył : 24/09/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sro 24 Wrz 2014, 20:50

Personalia: April Ryan
Wiek: 18 lat
Wygląd: Wygląd
Płeć: Piękna
Starter: Fennekin
Profesja: April, po prostu nie radzi sobie z walkami. Jej najmocniejszym atutem są pokazy.
Miasto Startowe/Lokacja: Soul Town / Kalos
Historia: Wszystko zaczęło się kilka dni po nowym roku. 10 stycznia Matka April urodziła bliźniaki dwujajowe. Były różne. Po wyglądzie nie można było dostrzec żadnej podobizny. Gdy dzieci dorosły, widać było, że się nie lubią i najlepiej by się do siebie nie przyznawały. Rodzice byli jednak przekonani, że pewnego dnia się to zmieni... Wpadli na pomysł dania im jednego pokemona. Miały się nim wspólnie opiekować. To było chyba najgorsze posunięcie, jakie mogli zrobić. Dzieci ciągle się kłóciły, kogo jest Fennekin. April uważała, że Fennekin jest jej, bo ją bardziej kocha, natomiast jej brat sądził, że to jest jego pokemon. Pokemon osobiście uważał, że kocha ich obojga. Ta sielanka trwała do skończenia ich 18-stu lat. Teraz już dorosłe rodzeństwo zaczęło robić sobie różne wyzwania. Brat wpadł na pomysł, aby April przeszła po krawędzi mostu z pokemonem. Przez jego głupotę April, podczas tego wyzwania, zachwiała się i spadła z mostu z pokemonem. Nort był taki silny, że April, przez co najmniej godzinę przemieszczała się, próbując złapać oddech i ratować pokemona którego trzymała tak, żeby mógł ciągle zaczerpnąć powietrza. Po kilku minutach woda była płytsza i April mogła złapać oddech, lecz nurt był mocniejszy i nie mogła złapać równowagi. Podczas szybkiego płynięcia (już nocą) April udało jej się złapać przewalonego drzewa i wejść na brzeg  
Cel: Zdobycie wszystkich wstążek, wrócić do domu i
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:
- (Może kiedyś) James Ryan (Brat)
Prośby: Prosiłabym o fory i o wiosnę ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aikoo
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 5
Dołączył : 14/11/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Nie 30 Lis 2014, 11:38

Personalia
Wiek: 17
Wygląd:
Płeć: Kobieta ;-;
Starter: Spearow
Profesja: Trener! :)
Miasto Startowe/Lokacja: Majolica Town.
Historia: Szesnastego września, roku 1998 w Poke Centrum, na świat przyszło nowe dziecko. Określono, iż jest to dziewczynka. Rodzice niechętnie patrzyli na - nie dziedzica, a córkę. Nie uważali, że córka dałaby radę im jakkolwiek pomóc, ale o tym później. Nigdy nie myśleli o dziecku, ba! - Córce! Miał być dziedzic rodzinnego interesu i już! Toteż spotyka ludzi w tym świecie- gdy pragniesz jednego, dostajesz coś drugiego. Ale mniejsza o to. Mała dziewczynka z czasem była większą uciechą dla świeżych, dopiero co przekraczających dwudziestkę rodziców. W końcu zaczęli oswajać się z tym faktem. Dziecko nie wykazywało szczególnych oznak skłonności do komunikacji, było w sobie zamknięte. Ten fakt trochę przerażał rodzicieli, jednakże w końcu się z tym pogodzili.
*
Tyle co pamięta ze "szczenięcych lat", to fakt że jej matka, Riko była dosyć specyficzną kobietą. Często starała się o dominacje nad mężem, toteż ten nie był zadowolony z małżeństwa, ale miał jeden słaby punkt- gdy rozwiedzie się z żoną, to taka kobieta nauczy dziewczynkę tego co sama umie, a tego by nie chciał. Więc mimo braku odpoczynku, bo jej ojciec był uczciwym człowiekiem- cały dzień szukał pokemonów, a te z powodu jego zachowań dołączały do niego, zarazem dołączając do jego farmy. Pracował tak dzień w dzień, sprzedawał jajka pokemonów aż po nie same. Aiko interesowała się pracą ojca, więc nawet w najmłodszych latach bawiła się z pokemonami. Z czasem, ojciec wracał coraz to później, aż w końcu wracał na drugi dzień. Wtedy, matka zaczęła kształtować swą córkę. Opowiadała jej bajki, że tata znalazł nową rodzinę i jej już nie potrzebuje, na co zawsze ta była podatna. Matka mogła wpajać jej co chciała, toteż kazała wszystkich mężczyzn trzymać krótko, bo inaczej stanie się nędzną pokojówką. Dziewczynka w 6. roku życia poszła do przedszkola, gdzie mimo braku umysłu geniusza, prace plastyczne dotyczące pokemonów o których się uczyła tworzyła z dokładnym odwzorowaniem szczegółów. Jednakże charakter wykształcony przez matkę spowodował, że tylko z nią mogła porozmawiać- na innych ludzi była zamknięta. Im większa stawała się córka, tym więcej bajeczek wpajała jej matka. Ojciec starał się jej oduczać wszystkich "nauk" rodzicielki, jednakże na próżno.
*
Podczas 13 urodzin córki, ojca nie było ani przed, ani po dniu urodzin. Ale, czy aby na pewno? Tam, gdzie dziewczynka trzymała swoją bieliznę, podczas otwierania zauważyła sześć kul które stały na czerwonej desce. Wśród nich była karteczka.
Kod:

 Droga Aiko
Wiem, że nie było mnie z tobą przez te wszystkie lata, nie wspierałem cię. Ale proszę, przyjmij ode mnie ten skromny dar, na który pracowałem od chwili twoich narodzin. Jest tam pokemon, który będzie do ciebie pasował. Dlatego, całymi dniami mnie nie było- nigdzie nie mogłem dostać pokedexu dla ciebie, a także tego pokemona o takiej naturze. Dlatego, proszę, nie słuchaj Riko, tylko przeczytaj tą kartkę do końca. Nie bój się niczego, a także otwórz się na ludzi. Oni otworzą się na ciebie. Przepraszam, że nie masz rodzeństwa. Bardzo cię za to przepraszam.

Jednakże nawet ta wiadomość, bardzo poruszających dla jednych, dla Aiko wydała się tylko kpiną. Nie uważała, że ojciec chcę ją zmienić. Nie po tym wszystkim, głupi staruch. Ale prezent, jak najbardziej- weźmie. W jednym z pokeballi był Spearow. Teraz miała pokemona, trzeba było znaleźć dla niego obrożę.
Reszta jej dni w wieku nastolatki nie była jakoś szczególnie ekscytująca. Nie miała nawet koleżanki, z którą mogłaby porozmawiać.
*
Dziewczyna żyła w strachu, że w końcu zacznie zabiegać o względy jakiegoś nędznego chłopa, co totalnie ją zrujnuje. Toteż się stało, zakochała się w wysokim brunecie o brązowych oczach, a do tego był biedniejszy niż ona. To mężczyzna powinien dbać o kobietę, nie ona o niego! Aiko dysponowała dużą ilością pieniędzy, ponieważ jej ojciec pojawiał się każdego dnia, jednakże kobiety go ignorowały. Zostawiał im pieniądze, po czym wychodził ponownie do pracy. Dlatego też, Aiko była bogata. Starała się nie myśleć o chłopaku, o wstydzie jaki jej przyniesie. Wypuściła swojego spearowa, który zaczął ją dziobać. Skończyło się to na wielokrotnych ranach na ciele, w skutek czego musiała zostać w domu. Podczas jednego z dni, w którym to odpoczywała po tak dużej ilości ran, wzięła notes, ołówek, wypuściła spearowa i ten, zaczął kolejny atak. Wtedy to, przypomniała sobie o naukach matki. Rozkazała ptakowi zatrzymać się, a ten jakby uznał ją jak samca alfa- poddał się i usiadł na krześle. Starała się go narysować. Po skończonej robocie, pokazała mu rysunek ze słowami " Podoba ci się? " Ptak był przerażony, pomyślał że to inny spearow chce mu zająć terytorium. Rozpoczął kolejną szarżę, tym razem na notes. Znowu komenda strasznej liderki zabroniła mu ataku, po czym wytłumaczyła mu że to tylko jego rysunek. Pokemon zdziwiony, uderzał systematycznie w szybę na znak, że chce zacząć podróż. Dzięki specyficznej naturze Aiko, jak i jej spearowa, ta dwójka nie dogadywała się zbyt dobrze, ale pokemon zrozumiał, że jego trener, to jego mistrz, więc jej uległ. Tak obwinięta bandażami poruszała się w kierunku drzwi, aż w końcu ruszyła przed siebie.
Cel: Aiko w przyszłości ma dwa cele, jeden polegający na napisaniu własnej encyklopedii oraz drugi- pokazać własnoręcznie namalowane obrazy światu.
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie
---
Prośby: Postać to pieprzona, arogancka, introwertyczka którą wkurza sama obecność ludzi wokół. Lubi szydzić z wszystkich złych stron napotkanych ludzi. Ale kto wie, być może, jakiś chłop który zrujnuje jej majątek do zera to zmieni? :>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Nie 30 Lis 2014, 21:02

Approved.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matyo
Dzieciak z PokePluszakiem


Napisanych : 1
Dołączył : 01/12/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pon 01 Gru 2014, 21:18

Personalia: Matyo Pond, potocznie nazywany Matty
Wiek: 18
Wygląd:
Płeć: M
Starter: Magby
Profesja: Trener
Miasto Startowe/Lokacja:Jubilife City, Sinnoh
Historia: Pewnej letniej nocy w tętniącym życiem mieście Jubilife, ujrzałem na niebie dziwne rozbłyski. Miałem wtedy szesnaście lat i pomimo tego, że strasznie się bałem, ciekawość dała nad strachem górę, więc postanowiłem to sprawdzić. Pomimo powszechnie panującego mroku, rozbłyski na niebie, poprowadziły mnie prosto na drogę 203, prowadzącą prosto do Oreburgh City. Gdy coraz bardziej wgłębiałem się w ciemną uliczkę 203 usłyszałem ryki, już nie byłem przerażony tylko zafascynowany, gdyż wiedziałem, że to odgłosy bitwy Pokemon, które tak bardzo mnie interesowały. Odgłosy bitwy doprowadziły mnie pod małe oczko wodne nad którym toczyły walkę dwa Pokemony. Niestety mój brak doświadczenia pozwolił mi tylko na rozpoznanie jednego Pokemona z walczącego duetu. Był to ognisty Pokemon Magmar, a raczej była jak się później okazało. Magmar niestety przegrała swoją walkę a dominujący nad nią przeciwnik odszedł. Zauważyłem swoją szansę, Pokemon był ranny a ja jak najszybciej chciałem jej pomóc. Na szczęście Magmar okazała się miłym Pokemonem i pozwoliła sobie pomóc. Zaprowadziłem ją do pobliższego PokeCenter gdzie niezwłocznie zajęła się nią Siostra Joy. Następnego ranka ile sił w nogach pobiegłem do Centrum Pokemonów aby dowiedzieć się jak najwięcej o Magmar niestety dowiedziałem się, że Magmar zniknęła. Minęły dokładnie dwa lata od tamtego wydarzenia z Magmar. Późnym wieczorem ze szkółki trenerskiej Pokemon gdzie uczyłem się podstaw trenerstwa,  szedłem na drogę 203 aby posiedzieć i poobserwować Pokemony, i wtedy to zobaczyłem. Zobaczyłem tę samą Magmar co dwa lata temu. Podeszła do mnie i podarowała mi jajko a następnie odeszła. Po dwóch miesiącach z jajka wykluł się malutki Magby, a ja postanowiłem odbyć się z nim w przygodę oraz obiecałem, że pewnego dnia znajdę Magmar i jej za wszystko podziękuje.
Cel: Niesamowita przygoda trenerska, odnalezienie i podziękowanie Magmar
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: Do twojej dyspozycji
Prośby: Umm... Chyba nie mam żadnych próśb
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pon 01 Gru 2014, 23:52

Nudne, nieciekawe, totalnie bez celowe (w sensie celu przygody)...wspominałem już że jest nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudne? Nie? To wspomnę. Nudne.

Denied.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cornel
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 362
Dołączył : 10/07/2014
Wiek : 23
Skąd : Mazowsze

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Wto 16 Gru 2014, 20:48

Imię i Nazwisko: Cornel Martin Lemon
Wiek: 20 lat
Wygląd: Av
Charakter: Cornel z pierwszego rzutu oka jest spokojnym i nieprzykuwającym uwagi młodzieńcem, ale tak na prawdę jest zupełnie inny. Młodzieniec odznacza się nie bywałą charyzmą, dzięki której bez trudu może zagadać do przypadkowego przechodnia, jednak nie wykorzystuje tego zbyt często, ponieważ nie jest osobą, która koniecznie potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem, często nieznajomym. Woli upewnić się co do osób z którymi się przyjaźni oraz spędza czas. Zanim ktoś zostanie jego kolegą chlopak musi dokładnie poznać tą osobę i podać ją kilku testom, aby upewnić się, iż ta osoba jest jego wart. Przez to postępowanie od zawsze miał tylko garstkę znajomych, którym bezgranicznie ufał. Młody Martin jest osobą, która woli polegać na swoim rozumie aniżeli sercu, co często budzi lekkie zdziwienie u innych. Mimo tego, że kieruję się rozumem to istnieje jedna rzecz dla której zapomni o swoim ideale, a jest nią jego ukochana rodzina, dla które może zrobić dosłownie wszystko, nawet dopuścić się najgorszego. Cornel jest z natury bardzo ciekawski jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy Bardzo chętnie kształci się i poszerza horyzonty swojej wiedzy. To właśnie głównie dzięki jego ciekawości i chęci poznawania historii został archeologiem.
Historia: - Wkońcu jesteśmy - powiedział mlody Martin zatrzymując się u podstawy wielkiego monumentu.
- Nie wierzę, że się nam to udało! Teraz zostało tylko wziąć to po co przyszliśmy - odrzekł zawsze pewny siebie Joe. Pewność siebie Joe'go zawsze denerwowała jego kompana. Cornel wolał robić wszystko powoli i dokładnie lecz przyzwyczaił się już do stylu pracy kolegi polegającym na improwizacji.
- Dobra, jazda do środka. Lepiej, żeby nikt nie sprzątnął nam tej figurki sprzed nosa! – rozkazał donośnym głosem Cornel po czym wraz z towarzyszem wszedł do budowli. – Tylko pamiętaj… Patrz pod nogi, obaj nie chcemy, aby w naszą stronę poleciały miliony strzał czy wielka kula…
- Spokojnie, przecież dobrze wiem co robię.- Cornel poraz kolejny przytaknął na lekko aroganckie słowa kolegi. Monument w, którym się znajdowali przypominał piramidę. Większość była wykonana z kamienia, który z powodu wilgoci panującej dookoła obrósł mchem. Co kilkanaście metrów w korytarzu o szerokości mniej więcej 2 metrów przyczepione były pochodnie, które Joe wymieniał i zapalał, aby ułatwić drogę powrotną. Uwagę mogły przykuć obrazy wykute na ścianach. Lewa ściana korytarza ukazywała stworzenie świata oraz powstanie Pokemonów, zaś prawa ściana ukazywała apokalipsę, koniec świata… Młodzi mężczyźni niezbyt skupiali się na tych rysunkach, bardziej przejmowali się tym, aby nie uruchomić żadnej pułapki. Cornel coraz spoglądał na zdjęcie rodziny które miał zawsze przy sobie. Rodzice i rodzeństwo były najważniejszą rzeczą w jego życiu.
- Jesteśmy… - powiedział mlody Martin, docierając do sali w której znajdował się ich cel. Zadanie nie było jednak łatwe, ponieważ platforma z nagrodą była od nich oddalona o jakieś 30m, a między nimi była ogromna przepaść.
– Nasz cel jest tam – Cornel wskazał palcem na figurę stojącą na podeście. – Jedyna możliwość, aby się tam dostać jest chyba oczywista… - chłopak dał ZNAK kompanowi i w tym samym momencie wypuścili swoje pokemony – Weavile’a oraz Floatzel’a. Stworki momentalnie zaczęły swoją robotę. Poke-wydra użyła Water Gun, a Weavile Ice Beam. Po minucie czy dwóch ich oczom ukazał się lodowy most.
- Dzięki chłopaki! – powiedzieli obaj młodzieńcy dając im po jednej muffince i chowając ich od balli.
- Joe idź pierwszy, robiąc to pojedynczo będzie bezpieczniej… - rzekł Cornel. Chłopak ruszył przed siebie. Każdy krok stawiał powoli i uważnie. W tym momencie nie przypominał tego odważnego i narwanego Joe’go, którym był wcześniej. Lód skrzypiał pod nogami młodzieńca lecz udało mu się przejść na drugą stronę. Teraz przyszedł czas na mlodego Martina. Spojrzał na zdjęcie rodziców po czym ruszył. Podobnie jak jego kolega szedł uważnie i wolno. Starał się jak najlżej naciskać na lód. Po chwili był już w połowie, kiedy to lód z tyłu zaczął pękać.
- Biegnij! – krzyknął Joe. Cornel bez chwili zawahania ruszył biegiem przed siebie. Lód pękał z ogromnym hałasem . Z każdym metrem wydawało się, że chłopak zaraz spadnie w przepaść lecz w ostatniej chwili udało mu się skoczy i wylądować koło przyjaciele.
- Huuu… Było blisko… - powiedział bohater po czym razem z kolegą spojrzeli w kierunku figury, która przedstawiała jakieś stworzenie.
- Ciekawe czyja jest to podobizna… Myślisz, że może to być legendarny pokemon?
- Nie wiem… Pan M. na pewno będzie to wiedział… - odpowiedział Cornel po czym wziął figurę. – No to wrac…
Nie zdążył dokończyć, ponieważ figura zaczęła się świecić białym oślepiającym światłem, które spowodowało stracenie przytomności obu młodzieńców.

***

Chlopak obudził się w jakimś dziwnym miejscu. Był otoczony pustką. Dokoła nie było nic, a on jakby unosił się w powietrzu.
- Naruszyłeś mój spokój… A teraz za to zapłacisz – powiedział ktoś poważnym głosem.
- Kim jesteś i czego chcesz… - jąkał chłopak.
- Nie ważne jest to kim jestem, ważne jest to, że przyjście do świątyni było twoim błędem. Naruszyłeś mój spokój, którym cieszyłem się już od wielu milionów lat.
- Ja? Twój spokój? Niby jak to możliwe?
- W figurze, którą zabrałeś. Zamknięta jest moja dusza jak i moc. Jestem prastarym pokemonem, jestem Rynato… Brat Arceusa! Razem tworzyliśmy cały świat pokemonów lecz znacznie się różniliśmy… Arceus chciał aby wszystko żyło w harmonii, ja pragnąłem zniszczenia i śmierci… Za to mój brat zamknął moją moc i duszę w tamtej figurze, którą schował w piramidzie w której się znajdowałeś. Moja dusza i moc znajduje się teraz w jądrze świata. Uciekłbym, gdyby nie to, że monument jest zabezpieczony kluczem Arceusa, który składa się z 18 części czyli tylu ile jest typów pokemonów… Arceus oddał po jednej części 18 strażnikom, których rozsypał po całym świecie. Jedyną możliwością, aby je zdobyć jest pokonanie wszystkich strażników.
- Nigdy cię nie uwolnię!- krzyknął Cornel.
- Tak, też myślałem, ale mam dla Ciebie małe ultimatum. – w tym momencie przed Raito ukazała się jego rodzina i Joe, którzy zamknięci w klatce byli poddawani bolesnym atakom Rynato. – Poznajesz te osoby? Na szczęście udało mi się porwać te osoby ze świata materialnego do tego – duchowego, w którym teraz się znajdujemy. Jedyną szansą, aby przerwać ich cierpienia oraz ich uwolnić jest zdobycie całego klucz Arceusa. To jak umowa stoi?
- Gdyby nie rodzina, to nigdy bym na to nie przystał! Arceus dobrze postąpił, że cię zamknął!
- Hee… Czyli się zgadzasz… Tak też myślałem. A i pamiętaj jeśli powiesz chociaż jednej osobie o twojej nowej misji, twoja rodzina jak i kolega już nigdy więcej Ciebie nie ujrzą. Gdy zbierzesz już cały klucz powiem ci co dalej masz robić.
Po tych słowach Cornel zemdlał.

***

Chłopak obudził się w jakimś dziwnym lesie. Przy sobie miał tylko pokeballa ze swoim pokemonem, zdjęcie rodziny oraz ekwipunek nowego poketrenera a po jego poprzednim pokemonie nie bylo nawet sladu. Czyzby zly brat Arceusa wzial go w niewole? Tyle pytan. Zadnej odpowiedzi. Wstał, ochłonął zdajac sobie sprawe ze nie odpowie na pytania krazace po jego glowie nim nie wypelni misji.Z niechecia udał się w podróż ku poszukiwaniu klucza Arceusa.
Czyzby Rynato mu to podarował by mlody Martin wypelnil swoja misje?
Starter: z powodu restatru gry dwa poki Spheal i Swablu (w karcie potwierdzenie jest)
+ Eevee i Ghastly ktore znalazly sie w KP podczas czekania az Wojas zalozy gre od czasu zaakaceptowania historii.
Cel: Zdobycie klucza Arceusa, uratowanie rodziny, zostanie światowej sławy archeologiem
Region i miasto: -/Kanto Rustboro city
Towarzysze/Przyjaciele/Wrogowie/Rywale: Wróg to w pewnym sensie Rynato. Wraz z rozwijaniem się fabuły, chętnie przygarnę jakiegoś partnera albo i dwóch i tak samo z wrogami.
Inne: Ciekawe, wciągająca gra i polegajaca glownie na starozytnym egipcie (moj konik <3) oraz wprowadzenie do gry wątku jakiejś organizacji archeologicznej, w której postać dostawałaby zlecenia itp
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sob 20 Gru 2014, 11:22

Nope.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morpheus
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 16
Dołączył : 28/01/2015
Wiek : 19
Skąd : Bydgoszcz

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sro 28 Sty 2015, 22:00

Personalia: Morpheus Darthium
Wiek: 16
Wygląd:
Płeć: Mężczyzna
Starter: Froakie
Profesja: Mieszany(Trener + Koordynator)
Miasto Startowe/Lokacja: Lumiose
Historia:
Nazywam się Xerxes, choć nikt nie nazwał mnie tym imieniem już od wielu lat. Zmieniłem je, by ukryć swoją tożsamość. Czemu zapytasz? Od młodych lat, gdy urodziłem się w ponurej mieścinie w Kalos, była to totalna dziura. Nigdy nie umiałem się tam zaaklimatyzować. Była to swojego rodzaju wioska, w której byłem skazany na mieszkanie w opuszczonej chacie na drzewie ponad wioską. Nie miałem nikogo, kto mógłby być przy mnie cały czas i sprawować nade mną opiekę. Wychowałem się na obserwacji ludzi. Pracowałem od najmłodszych lat, by zarobić na jedzenie i inne potrzeby życiowe. Usamodzielniłem się i byłem coraz starszy. Nikt nigdy nie złożył mi życzeń urodzinowych, w końcu nikt o nich nie wiedział. Pewnego dnia, gdy miałem 14 lat poznałem Catherine. Była młodszą o rok ode mnie brunetką o zielonych oczach i smukłej sylwetce. Dzięki pracy i pomocy ludziom w wiosce stałem się najbardziej znaną osobą w tym miejscu, jednak nic poza nim nie miałem. Byłem już dobrze wykształcony jeśli chodzi o pokemonologię, ale brakowało mi czegoś ważnego. Zacząłem spędzać coraz więcej czasu z Catherine i stało się, zakochałem się na zabój. Najśmieszniejsze jest to, że z wzajemnością. Po roku znajomości Cath zgodziła się być moją dziewczyną i od tamtej pory, nie odstępujemy siebie o krok. Pewnie wciąż czekasz na wyjaśnienie skąd wzięło się Morpheus? Odpowiedź jest prosta. Wszystko wiąże się z wydarzeniem, które miało miejsce zanim poznałem Catherine. Mroczna organizacja, siatka gangsterska z Kalos zaatakowała wioskę i skradła pieniądze mieszkańców. Ostatnim domem okazał się być mój- na drzewie. Na próg wkroczyła trójka gangsterów, którym towarzyszyła broń palna. Byłem przygotowany na takie sytuacje. Zawsze w kieszeni trzymałem sztylet, który pozostawili mi moi rodzice zanim ich straciłem. Była to pamiątka rodowa. Gdy tylko nadarzyła się okazja, zaatakowałem z ukrycia i zamordowałem trójkę gangsterów pojedynczymi cięciami gardła. Pieniądze trafiły z powrotem do mieszkańców, a mnie od tamtej pory nazwano imieniem Morpheus, które wyryte było na moim sztylecie. Catherine wie o moich zdolnościach i tylko ona zna moje prawdziwe imię. Cała reszta mieszkańców wciąż nazywa mnie Morpheus. Gdy stuknęła mi 16, byłem wreszcie przekonany, że chcę wyruszyć w podróż. Postanowiłem razem z Cath wyruszyć w stronę Lumiose i postarać się zdobyć pokemona od profesora Sycamore'a. I tym sposobem wyruszyliśmy z mrokiem północy. Było niezwykle ciemno, a do samego Lumiose dotarliśmy po około 3 dniach drogi. Stałem razem z moją ukochaną przed bramą Lumiose i widzę postęp technologiczny, którego dotąd nigdy nie spotkałem. Wiedziałem, że od teraz wszystko stanie się niesamowite. Wkraczając w progi laboratorium profesora byłem tylko ciekawy co mnie czeka niedługo. Zarówno ja, jak i Cath byliśmy szczęśliwi, że wyruszamy razem. Wybrałem tę śmieszną żabkę - Froakie'go, jest niezwykle zwinny, a to przydatna cecha. Cath wybrała z kolei tego liska - Fennekin'a, uważam że pasuje on do niej idealnie. Niedługo wyruszamy, a przed nami długa droga do celu. Co jest moim celem? Tak naprawdę jeszcze nie wiem, ale wiem jedno, tak długo jak ona będzie ze mną, tak długo będzie to niezapomniana przygoda.
Cel: Zdobycie wszystkich odznak i wstążek pokazowych
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: Catherine (Towarzyszka) i jej Fennekin, resztę pozostawiam do twojej dyspozycji.
Prośby: Proszę tylko jeno ino o częste odpisy ^ ^"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sro 28 Sty 2015, 22:07

Nope.

Zapis fajny, więc możesz go wykorzystać spokojnie na zapis u innego MG ^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DeeDee
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 122
Dołączył : 05/02/2015
Wiek : 21
Skąd : Morecambe

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Czw 05 Lut 2015, 18:56

Personalia: Dia Daria "DeeDee" Lucrez
Wiek: 14
Wygląd:
Płeć: Kobieta no ._.
Starter: Ponyta
Profesja: Trener, pokazami nie pogardzę
Miasto Startowe/Lokacja:Fuschia City
Historia: Dziewczyna urodziła się i wychowała na obrzeżach Fuschia City, na ranczu należącym do jej rodziny od.. zawsze? Jej życie nie obfitowało w luksusy. Odkąd pamięta, zawsze musiała ciężko pracować, zajmując się stadem Ponyt, którymi opiekował się jej dziadek. Rodzice zaginęli, kiedy miała siedem lat. Wiele razy pytała, dlaczego ją zostawili, jednak dziadek unikał tego tematu jak ognia. Swojego pokemona otrzymała gdy miała dziewięć lat. Spodziewała się, że jej pierwszym podopiecznym będzie Ponyta, jednak nie umniejszało to jej radości, kiedy pierwszy raz wzięła do ręki Pokeball z jej własnym podopiecznym. Źrebak polubił ją od razu, głównie ze wględu na to, że oboje są ciekawi świata i pyskaci. Życie Dee mijało wyjątkowo szybko, a kiedy kilka dni po jej czternastych urodzinach wstała jak zawsze rano, by przed szkołą doglądać stada, zauważyła znajomą postać przy stajniach. Jej ojciec jak gdyby nigdy nic dokarmiał Pokemona karmą. Dziewczyna nie zastanawiała się długo i zaczęła biec w jego kierunku... dużo to jednak nie dało, nim dotarła na miejsce ojciec jakby rozpłynął się w powietrzu. Zdezorientowana dziewczyna wróciła do domu z zamiarem spytania dziadka czy coś o tym wie, jednak mężczyzna unikał tematu jak mógł. W końcu jednak Dia się uparła, a John przysiadł na fotelu. Rzekomo jej rodzice obiecali komuś, że wyhodują stado Rapidashów na pokrycie długu. Jeśli nie zrobią tego w ciągu dwóch lat, więcej córki ani rancza nie zobaczą. Niestety, nawet jeden Pokemon nie ewoluował. Tak więc bez znaku ostrzeżenia, pewnego dnia po prostu... zniknęli. Zostawili tylko list, w którym wyjaśniają, że jeśli Vincent otrzyma trzy Rapidash'e, jej rodzice wrócą do domu. Warunek jest tylko jeden. Nie mogą to być Pokemony ewoluowane ze stada jej dziadka. Dziewczyna skinęła głową i tego samego dnia postanowiła wyruszyć, mając tylko imię Vincent i świadomość, że potrzebuje trzech Pokemonów, by odzyskać rodziców.
Cel: Odzyskać rodziców.
Ewoluować trzy Ponyty.
Ewoluować własnego Ponytę.
Dowiedzieć się, dlaczego Vincent potrzebujeakurat tych Pokemonów.
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie://
Prośby:Byłabym wdzięczna za jakichś towarzyszy w trakcie gry, nieważne czy na dłużej, czy okresowo - sam zdecyduj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 06 Lut 2015, 20:18

Punkt za dobór wyglądu z bardzo zajebistej gry...ale nope.

Spróbuj u innego MG :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Początkujący Trener


Napisanych : 241
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 21
Skąd : Małopolskie

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 13 Lut 2015, 18:28

I'm back

Personalia: Nadia Dynamo (Nova)
Wiek : 18 lat (w poprzednim życiu 999)
Wygląd : W tym życiu: Wysoka, szczupła i wysportowana dziewczyna. Ma czarne włosy z dwoma niebieskimi pasemkami po bokach oraz niebiesko-czerwone oczy (niebieskie tęczówki z czerwonymi obwódkami wokół źrenic). Zwykle ubiera się w swoje ulubione czarne dresy z żółtym lwem. Do tego czapka z daszkiem.
W poprzednim życiu:https://redcdn.net/ihimg/a/img843/8162/9159.jpg
A tu dodatkowy opis: Postać ogólnie czarna, z charakterystycznymi kreskami po całej twarzy, z której zresztą ma tylko oczy. Są one niebieskie z czerwonymi tęczówkami. Włosy z niebieskimi pasemkami i końcówkami grzywki. Koniec ogona też niebieski oraz tego koloru są elementy ubioru. Wysokość zbliżona do ludzkiej, może trochę większa.
Płeć : Kobieta
Starter : Absol
Profesja : Trener
Miasto początkowe : jak woli mg
Historia : Hejka! Jestem Nadia Damsel, kiedyś Nova… No właśnie, kiedyś. Dość ciężka sytuacja, ale to moje obecne życie jest już moim drugim z kolei. Pamiętam doskonale wszystko co się kiedyś działo, kim byłam… Może niewiele się działo... Najwięcej wtedy to ja się uczyłam. Uczyłam, uczyłam bite 600 lat i nic więcej… Musiałam opanowywać różne rzeczy. Zaczynałam od prostego skupiania energii, potem przeszło do tworzenia żywiołowych kul, otaczania się magią, ochroną, walką wręcz i wzmacniania swojego ciała mocami. Chociaż z tego wszystkiego najbardziej lubiła eksplozje i walkę mieczem. Ćwiczyła, by mama i tata byli z niej dumnie, ale... Rodzice nie mieli dla mnie czasu, woleli zająć się swoimi obowiązkami. Ta ich robota wybierających opiekunów... Na czy polegała? Mieliśmy w specjalnej sali graficzny wgląd na różne światy. Jeden świat – jedna kulka. Robiło się na podstawie tego spis światów o najgorszej sytuacji, a po czym można było to poznać? Po kolorze. Od zielonego, przez żółty po czerwony, a światy u progu zniszczenia miewały nawet kolor czarny, jeśli za późno się zareagowało. W przypadku czerwonego i czarnego właśnie do akcji wkraczali moi rodzice, porządkując najpierw tam sytuację, a potem wśród milionów czy też miliardów mieszkańców świata wybierali tego jedynego, który miał potem pilnować by sytuacja w świecie się nie zepsuła – stąd określenie Wybierający Opiekunów. Dopóki nie narodziłam się ja to była ich tylko dwójka, potem zjawiłam się ja... Ich córka...

Ale właśnie co do mnie.... miałam mnóstwo wszelkich zakazów… Nie mogłam nigdzie wyjść po nasz jakże nudny pałac... Mimo iż ogromny to znałam już praktycznie każdy jego kąt. Zero urozmaiceń, zwierzaków... Miałam nawet strażników, którzy chodzili za mną krok w krok i jedyne miejsce, gdzie miałam spokój to była łazienka. Myślałam, że nie ma nic gorszego, ale później przekonałam się, że jednak jestem w błędzie... Nadeszła wojna. I to nie taka zwyczajna. Nazwano ją Wojną Światów. Opiekunowie światów, którzy rządzili innymi światami w niekoniecznie dobry sposób postanowili sprzeciwić się moim rodzicom. Bali się o swoje posady, które mogli w jakże łatwy sposób stracić samotnie, ale razem... mogliby dać radę. My też nie obyliśmy się bez wsparcia. Każdy, który zawdzięczał coś mojej rodzinie był gotów do walki. Każda strona gromadziła swoje siły i… zaczęło się... Nieustające bitwy, potyczki, mordy i rzezie. Efektem było totalne zniszczenie wielu światów lub ich trwałe uszkodzenie. Też brałam w tym udział, musiałam… Nie potrafiłam jeszcze do końca zapanować nad mocami, ale pomagałam ile miałam sił… Właśnie, ile miałam sił… W pewnym czasie miałam dość, chciałam to wszystko zakończyć bo bitew nie było końca. Moje imię Nova… Znaczy wybuchowa. Jako że we mnie zderzały się dwa zupełnie inne rodzaje energii rodziców (mroczna ojca i jasna matki) to moje moce były dość destrukcyjne. Udało mi się dostać w sam środek armii wroga. Jakież było ich zdziwienie… A potem przerażenie. Uwolniłam z siebie całą moją energię. Zostałam po tym absolutnie bez mocy. Nie spodziewałam się tego.. Moje ciało zaczęło się rozsypywać, ginąć. Zapomniałam, że to moc trzyma mnie przy życiu, że ja z niej jestem...
Ale co tu mówić o tym, kim kiedyś byłam. Potęgą? Może i tak! Wybierającym opiekunów? Tak, ale nic jeszcze z tego nie robiłam. Z czystym sumieniem więc mogę nazwać siebie szczęśliwym człowiekiem, gdyż tamtej męczarni już nie ma i to życie o wiele bardziej mi się podoba. Kochający rodzice, młodszy brat… Czego chcieć więcej?

No tyle chcieć więcej by moja rodzina była w miarę normalna. Oczywiście z psychiką wszystko w jak największym porządku, nie ma co... Raczej biega o pewną specyficzną mutację jaka okazała się tu istnieć, a mianowicie! Wilkołactwo? Wy sobie wyobrażacie jaki miałam szok gdy w wieku piętnastu lat wszystko mi wyjaśnili? No więc miałam trzy lata by się oswoić z tą myślą, choć po pewnym czasie już nie mogłam się tego w sumie doczekać, będę mogła dołączyć do rodziny w trakcie pełni i nie tylko... No i dzisiaj są zaszczytne, osiemnaste urodziny... Jeszcze trwa dzień, więc wszystko spokojnie. Na do tego rodzinka urządziła przyjęcie a nawet dostałam najlepszy prezent w życiu! Pokemona typu mrocznego, jednego z moich ulubionych... Absola! I to do tego przyjacielską samiczkę.

Cele: Odzyskać dawne ciało, stać się potęgą, zdobyć władze nad światem
Towarzysze /wrogowie: Jak zdecyduje mg, no fajnie by od początku byl jakiś chłopak
Prośby : Ewentualne takowe najwyżej w trakcie, no jedyna to romans póki co


Ostatnio zmieniony przez Nova dnia Pią 13 Lut 2015, 18:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Pią 13 Lut 2015, 18:43

Musisz xD Mówiłem że o kontynuacji nie ma mowy, bo nawet nie pamiętam co tam było i wgl .-.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova
Początkujący Trener


Napisanych : 241
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 21
Skąd : Małopolskie

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sob 14 Lut 2015, 15:39

Posta edytowałam u góry teraz czekam na odp :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nahrwal
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 17
Dołączył : 07/03/2015

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Nie 15 Mar 2015, 10:11

Personalia: Aulus Ovidius
Wiek: 28 lat
Wygląd: KLIK
Płeć: Mężczyzna
Starter: Drillbur
Profesja: Trener
Miasto Startowe/Lokacja: Nieznane
Historia: Rok 159 przed naszą erą. Na jednym z regionów świata zaczęło się tworzyć imperium. Od kilkunastu lat podbija wszystko co tylko się da. W tym momencie jest w posiadaniu ziem obecnego Sinnoh, Johto, Hoen i Wysp Pomarańczowych. Pod przywództwem niejakiego Juliusa Pokecara cały świat zaczął się bać tego narodu. Wiedzieli, że kiedyś nadejdzie czas i na nich. I tak o to przenosimy się do jednej z wiosek w regionie Unova. Od dawna było mówione, że flota Pokecara zbliża się do nich. Kobiety zostały już dawno przetransportowane do innych wiosek, a mężczyźni wraz z pokemonami pozostali i czekali na starcie. Jeden z mężczyzn zauważył statek na horyzoncie i wszyscy wiedzieli, że ten dzień nastąpił. Mogli się tylko pożegnać z żonami, z dziećmi i modlić do Arceusa o godną śmierć. Imperium wyskoczyło ze statków i ruszyło na bój. Tysiące idealnie zbudowanych mężczyzn, wychowanych do zabijania rzuciło się na wieśniaków z mieczami i tarczami w dłoniach, a ich pokemony robiły im przejście rzucając skałami lub wbiegając w szeregi obrońców. Inne próbowały odwodzić ich zmysły od walki podpalając domy, lasy, torturowali ich zmuszając patrzeć, jak dorobek ich życia staje się popiołem, a jedyne co widać to dym, zamiast wkładu pieniędzy, uczuć, pracy. Cała batalia trwała może z godzinę, nie był to wyrównany pojedynek, a przedłużało się to im dalej wieśniacy uciekali. Niestety, nikt się nie schowa przed Imperium.
Parę tygodni później, grupka chłopów obudziła się w lochach. Dyskusja wrzała. Co się stało, gdzie oni są? Odgłosy, krzyki przestraszonych ludzi przywiodły ze sobą paru strażników. Oni z uśmiechem na ustach przyglądali się biedakom, którzy bez domu, bez rodzin znaleźli się w więzieniu. Jeden z nich wyciągnął pierwszego z klatki i zaprowadził gdzieś dalej. Dalej wybierali ludzi, aż wreszcie została garstka. Ich wyciągnęli grupowo i przeprowadzili przez schody, inne pokoje, w których trzymani byli więźniowie innych pochodzeń, aż wreszcie dotarli do wielkiej bramy. Zdezorientowani zaczęli zadawać pytania, Nikt nie dał im odpowiedzi, za to wrota się rozwarły, a to co zobaczyli przewyższyło ich oczekiwania. Usłyszeli ryk tłumu, ryk żądny krwi, zabawy, alkoholu, a po chwili zauważyli jednego ze swoich, który upadł bez głowy na piach areny. Pokemon, którym prawdopodobnie przewodził począł uciekać w stronę wyjścia, a postać, trzymająca głowę ich byłego towarzysza wydała rozkaz swojemu Machampowi, a ten chwycił uciekającego Piplupa i rzucił nim o ściany koloseum. Huk i ryk tłumu niemal ogłuszał. Biedny pingwin chyba nie przeżył tego. Chwila przerwy, oczyszczania piasku ze zwłok i kolejna porcja zabawy dla mieszczan się zaczęła. Dwóch z plemienia dostało do ręki sznurek, na którym trzymany był pokemon i zostali wrzuceni w wir walki. Wszyscy czekali co się stanie, nie było widać przeciwnika, mijały minuty, aż wreszcie równoległe wrota zostały otwarte. Wszyscy oczekiwali ogromnego mężczyzny, który miał jedno zadanie, zabić. Zamiast tego dostali watahę dzikich Houndoomów i Mightyen. To było szybkie. Dwa pokemony i dwójka ludzi na przeciwko dwunastu bestiom, to nie mogło się skończyć dobrze dla tych pierwszych. Dalej była walka wręcz w towarzystwie pokemonów, walka trzech osób na raz, walka zespołowa, nie wiadomo co mogliby jeszcze wymyślić. Po pół godziny została tylko trójka kandydatów. Najstarszy, Aulus dostał do ręki sznurek i zaraz miał wyjść na arenę. Przestraszony, nawet nie patrzył na pokemona, jakiego otrzymał, jego wzrok zatrzymał się na piasku areny, na piasku splamionym krwią jego braci.
Cel:
*Uciec/Zdobyć wolność
*Zniszczyć Imperium
*Przeżyć
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: Pozostawiam dowolność
Prośby: -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Sob 28 Mar 2015, 16:53

Ramy czasowe mi się podobają i to bardzo...ale nie mam pomysłu na taką grę... :C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
April
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 11
Dołączył : 24/09/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Czw 14 Maj 2015, 13:55

Personalia: April Ryan
Wiek: 18
Wygląd: Avatar
Płeć: Kobieta
Starter: Fennekin :fennekin:
Profesja: Koordynator/Trener
Miasto Startowe/Lokacja: Twinleaf(Las niedaleko J.Prawdy)/Sinnoh
Historia:Wszystko zaczęło się kilka dni po nowym roku. 10 stycznia Matka April urodziła bliźniaki dwujajowe. Były różne. Po wyglądzie nie można było dostrzec żadnej podobizny. Gdy dzieci dorosły, widać było, że się nie lubią i najlepiej by się do siebie nie przyznawały. Rodzice byli jednak przekonani, że pewnego dnia się to zmieni... Wpadli na pomysł dania im jednego pokemona. Miały się nim wspólnie opiekować. To było chyba najgorsze posunięcie, jakie mogli zrobić. Dzieci ciągle się kłóciły, kogo jest Fennekin. April uważała, że Fennekin jest jej, bo ją bardziej kocha, natomiast jej brat sądził, że to jest jego pokemon. Pokemon osobiście uważał, że kocha ich obojga. Ta sielanka trwała do skończenia ich 18-stu lat. Jej brat dostał własnego pokemona Vulpixa. Fennekin bardzo był zazdrosny. April, jako "buntowniczka", zaczęła zbierać pieniądze na ucieczkę z Fennekin'em. Nie minęło długo, po czym o 2 w nocy po prostu wyszła z domu, zabierając potrzebne jej rzeczy. Zostawiła karteczkę, że ucieka i jak spełni marzenia, to wróci do domu. Nie wiedziała gdzie ma pójść, więc poszła w głąb lasu prze brzegu J. Prawdy, z którego przejdzie do Miasteczka Sandgem:
Szłam kilka minut na ścieżce prowadzącej do Brzegu J. Prawdy. Drogę oświetlały lampy, które świeciły słabym blaskiem. Fennekin siedział w torbie na ramię. Lekko był przerażony, widać to było po jego mimice pyszczka. Po kilku minutach byłam w miejscu docelowym. Przeszłam chwilę po piasku i skierowałam się w stronę Wschodniej części Lasu. Czemu akurat wschodniej? Dlatego, że szybciej dostanę się do miasteczka Sandgem. W dziuplach drzew, można było zauważyć ślepia Hoothoot'a. Znalazłam leśną dolinę i rozłożyłam, tam mój pierwszy obóz! Zjadłam jedną kanapkę, którą wcześniej sobie przygotowałam. Weszłam do namiotu i położyłam się do śpiwora. Fenek (Tak nazywam Fennekina) schowal się pod mój śpiwór, bo było coraz zimniej i zajął większość miejsca. Po dłuższym usypianiu wreszcie udało mi się zasnąć.
Cel: Wspaniałe przygody, Wielki Festiwal, Liga
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie:
-James Ryan, Brat April (może kiedyś)
Prośby: -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Czw 25 Cze 2015, 19:49

Rejected*..

*Bo DD mi kazała~~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
TheOldKorag
Dzieciak z PokePluszakiem
avatar

Napisanych : 7
Dołączył : 28/06/2015
Wiek : 21
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Wto 30 Cze 2015, 16:33

Personalia: Marcus "Margo" Vega
Wiek: 18
Wygląd: http://postimg.org/image/3smhmbojf/fab2b964/
Płeć: mężczyzna
Starter: Mudkip, samiec, Flarvee
Profesja: Trener/Podróżnik
Miasto Startowe/Lokacja: Dewford, Hoenn
Historia: Marcus od dziecka zafascynowany był światem trenerów pokemon, wspaniałymi przygodami jakie Ci ludzie przeżywali. W każdy Czwartek siadał przed telewizorem i oglądał newsy, wydarzenia, reportaże związane z tym tematem. Gdy miał 13 lat, postanowił że gdy tylko będzie pełnoletni wyruszy w podróż po świecie pokemon, w podróż swojego życia. Mieszkał w regionie Hoenn, w mieście portowym Dewford. Nie było tam dużo do roboty, większość swojego czasu spędzał ze starszym bratem na pobliskich mokradłach znajdujących się na środku wyspy, tzw. Mudkipowych Bagnach. Jego starszy brat, Damian, wyruszył w swoją trenerską przygodę gdy ten Margo miał zaledwie 12 lat, może to wpływ autorytetu podsycał w nim chęć zostania trenerem?
Co należy jeszcze wspomnieć... Pierwszego Pokemona, wręczył mu właśnie On. Były to 10 urodziny Marcusa, pogoda była piękna a Wingulle śpiewały. Był taki podjarany, że samym że tak powiem stanem psychicznym w momencie otrzymania pokeballa, mógł zapalić świeczki na torcie. Zaprzyjaźnili się szybko, odpały, kryzysowe sytuacje szybko sprawiły że między Marcusem a Flarvee'm (Bo tak właśnie nazwał swojego pierwszego pokmona - Mudkipa) powstała mocna nierozerwalna więź.
Czas mijał szybko. Równie szybko jak czas mijał w leniwym portowym mieście, Damian wyruszył w swoją podróż. Margo obiecał mu, że gdy tylko będzie miał 18 lat, dogoni go w podróży, i kiedyś spotkają się oboje jako wyśmienici trenerzy pokemon. Braterski uścisk, łzy matki i ojca, nim obejrzał się, stał na dekach statku, i machał do niego z pokładu.
Następne pare lat Damian nie kontaktował się z nimi, więc wielce się zdziwił gdy wracając od znajomych, matka wyszła mu naprzeciw i przyniosła mu list od Damiana. Zawierał on zapewnienia, że wszystko u niego w porządku, narzekania na upały, a przede wszystkim fragment skierowany do Margo:
"Jeśli nic się zmieniło w Twojej obietnicy, i chciałbyś mnie odszukać, zostawiam adres mojego przyjaciela w Kanto. On ma wszystkie niezbędne informacje. Trzymaj się mocno Margo. "
Zmiął fragment listu z zapisanym na odwrocie adresem, schował do kieszeni spodni, oparł się o balustradę i zaczął wpatrywać w fale oceanu. Teraz to on, tak jak kilka lat temu jego brat, zaczął machać do swojej rodziny na pożegnanie.
Cel: Przygody, zdobycie wszystkich możliwych odznak w gym'ach, we wszystkich regionach.
Odnaleźć brata, stoczyć z nim walkę.
Poza tym że tak powiem, freestyle ;) może jakieś inne cele pojawiły by się w trakcie przygody.
Ewentualni towarzysze/wrogowie/dzikie żelki które znacie: Wedle uznania, mile widziani także zostawiam wolną rękę :)
Prośby: Przedmioty niezbędne do rozbicia małego obozu, jeżeli to możliwe.
Zero science-fiction, ludzi wilków, wampirów, trzymanie się realności uniwersum pokemonów, konstrukcji świata.
Start przygody na statku wyruszającym z Dewford do Slateport.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ReBorn
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2800
Dołączył : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   Wto 30 Cze 2015, 20:49

Przyjęty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zapisy ZAMKNIĘTE.   

Powrót do góry Go down
 
Zapisy ZAMKNIĘTE.
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» „To nie jest miejsce na dziewczynkowanie” – lekcja wychowania fizycznego. [ZAPISY ZAMKNIĘTE]
» ~ Astralny Ocean - zapisy! [3/3] - zamknięte
» Zapisy
» Brama [ZAMKNIĘTA] / Podwórze
» Zapisy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Off Top :: » Archiwum :: Gry :: MG ReBorn-
Skocz do: